406 – na marudzeniu świat stoi

Weszłam tu z zamiarem marudzenia. Użalania się nad swoim marnym losem. Problem był tylko w tym, że nie potrafiłam napisać kilku zdań. Skąd ten nastrój? Dlaczego? A dlaczego nie?
Zaczęło się dobrze. Może nawet zbyt dobrze, jak na mnie. Pobudka o siódmej. Zwarta i gotowa do życia. Kawa przy odpisywaniu na e-maile, aktualizacja strony, wstawianie recenzji. Jeszcze jeden rzut oka na recenzję… Tak! To będzie dobry dzień! Uśmiech od ucha do ucha i eksplozja sił witalnych.
Do terapeuty szłam z dużym zapałem. O tylu sprawach chciałam mu opowiedzieć! I co?
– Pojawiła się recenzja.
– Z pani nastroju wnioskuję, że dobra?
Ale to przecież byłoby za piękne. Gdybym prowadziła normalną rozmowę, chyba bym umarła, prawda? Rozpadła się na kawałki i zaprzeczyła swojemu jestestwu.
– Coraz częściej mam wrażenie, że ja nie żyję w rzeczywistości. Żyję w swoim własnym świecie, a do rzeczywistości wchodzę tylko czasem, na chwilę.
– Problemem jest to, że pani jest dobrze w tym swoim świecie.
Otóż to. Chowam się w nim. Uciekam.
Od słowa do słowa, od myśli do myśli i ku mojemu zdziwieniu pojawiły się zaczątki „myślenia na głos” – stanu, do którego w terapii dążę.
Dzień mijał dość gładko. Do czasu. Wymyśliłam sobie zabranie się do „Terapii u Doktorka” na sam wieczór. Po napisaniu jakichś dziesięciu zdań zrezygnowana zamknęłam plik.
– Przecież ja nie umiem. Przecież już nigdy niczego nie napiszę!
Przecież. Przecież trzeba było sobie czymś zepsuć nastrój. Udowodnić sobie, że dobrze być nie może. Malkontenctwo górą! Świat marudzeniem stoi!

A właśnie, że nie. Nie dam sobie tej satysfakcji i narzekać nie będę. Ups… Czyżbym już to zrobiła?

169 Total Views 2 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.