417 – trzymaj się i nie daj się

Ostatnio bez Lorafenu nie potrafię funkcjonować. Łykam go jeszcze przed antydepresantem. Pobudka przynosi tylko jedną myśl:
– Ja pierdolę, żyję. Za jakie grzechy…
Skąd taki nastrój? Skąd to nastawienie? Ze świecą szukać tego, co zna odpowiedź.
Wydrukowałam „Terapię u Doktorka”. Powiedzmy, że poprawilam pierwszy rozdział. Jeszcze tylko dwadzieścia sześć…
Cały czas czuję, jakbym miała wybuchnąć histerycznym płaczem. I szlochać tak cały dzień. Ale ani jednej łzy.
I karcę się:
– Opanuj się, do jasnej cholery! Za kilka dni psychiatra. Może nowe leki. Może będzie lepiej.
Ale nie. Ten zakuty łeb słuchać mnie nie chce. Odwraca wzrok w kierunku klamki i bólem nadgarstka przypomina krwawe rytuały.
Wytrzymać. Trzymać się i nie dać się. To najważniejsza misja na teraz.

330 Total Views 1 Views Today

11 komentarzy “417 – trzymaj się i nie daj się”

  1. Veronica napisał(a):

    Ja nie biorę żadnych leków bo nadal karmię. Ciekawe jakby one zadziałały w moim przypadku. Brałam wcześniej paroksetyne przez ponad dwa lata. Jakoś funkcjonuje albo wegetuje. Dziecko jest jedynym powodem aby coś zrobić. Mam takie wyrzuty sumienia w stosunku do niego, że nie prawdopodobnie nie będę w stanie mu dać normalnego domu. Teraz jest malutki, a co będzie jak podrośnie i będzie kumac. Samotna matka z problemami ze sobą… Jedynie tyle, że mocno kochająca. Jednak tą miłość trzeba mądrze też przelać na dziecko. Tyle mam strachu… Ja to jeszcze nic, ale jest drugi czlowiek – mały niewinny człowieczek 🙁

  2. Veronica napisał(a):

    Tak, czekam na termin ostatniej konsultacji przed terapią – 30 marca 🙁 A kiedy się rozpocznie to nie wiem.

  3. Jagoda napisał(a):

    Ja aktualnie bez afobamu nie mogę żyć.. a od 15 marca zaczynam pierwszy raz terapię na oddziale dziennym przez 3 miesiące. Diagnoza po wyjściu ze szpitala – osobowość niedojrzała chwiejna emocjonalnie. Boję się tego oddziału bo wiem że to rozdrapywanie starych ran a mam „nieprzegadane” np. wykorzystanie seksualne. Co myślisz o tym Mrowka, jest szansa że oddział dzienny mi jakoś pomoże? Z łóżka ciężko wstać… P.s dzisiaj mam zamiar kupić Twoja książkę i zabrać się do czytania, „psychiatryk” przestudiowalam 3 razy 🙂

    • Anka Mrówczyńska napisał(a):

      Myślę, że podjęcie każdej próby leczenia jest dobre. Wielu osobom taka terapia pomogła. Nie przekonasz się, jeśli nie spróbujesz. A jeśli chodzi o lęk przed rozdrapywaniem ran… Rozumiem to doskonałe. Ale wiesz, jak się nie spieprzy to się nie polepszy.
      Dużo siły!

  4. jakaś M. napisał(a):

    Trzymaj się Mrówka. Łączę się z Tobą w przetrzymaniu tego syfu. Czekam na wypłatę, żeby spróbować ze stabilizatorem nastroju. Może coś w końcu pomoże…

  5. Veronica napisał(a):

    Rozdrapywanie ran boli, ale jeśli jest źle to trzeba coś zrobić. Czasami trzeba dosięgnąć dna, doświadczyć czegoś skrajnie negatywnego, aby móc się odbić i zmienić kurs rejsu zwanego życiem.
    Mi osobiście uświadomienie sobie pewnych rzeczy z bolesnej przeszłości pomogło zrozumieć swoje lęki i źródło schematycznych reakcji na pewne sytuacje. Wiem, że nie odkryłam jeszcze wszystkiego, bo potrzeba więcej czasu i pracy nad sobą. Czuję, że teraz jest pora aby nauczyć się nowych, prawidłowych schematów. Ponoć po 30 dniowym stosowaniu diety staje się ona nawykiem – mam nadzieję, że to podobnie funkcjonuje 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.