417 – trzymaj się i nie daj się

Ostatnio bez Lorafenu nie potrafię funkcjonować. Łykam go jeszcze przed antydepresantem. Pobudka przynosi tylko jedną myśl:
– Ja pierdolę, żyję. Za jakie grzechy…
Skąd taki nastrój? Skąd to nastawienie? Ze świecą szukać tego, co zna odpowiedź.
Wydrukowałam „Terapię u Doktorka”. Powiedzmy, że poprawilam pierwszy rozdział. Jeszcze tylko dwadzieścia sześć…
Cały czas czuję, jakbym miała wybuchnąć histerycznym płaczem. I szlochać tak cały dzień. Ale ani jednej łzy.
I karcę się:
– Opanuj się, do jasnej cholery! Za kilka dni psychiatra. Może nowe leki. Może będzie lepiej.
Ale nie. Ten zakuty łeb słuchać mnie nie chce. Odwraca wzrok w kierunku klamki i bólem nadgarstka przypomina krwawe rytuały.
Wytrzymać. Trzymać się i nie dać się. To najważniejsza misja na teraz.

90 Ogółem 1 Dziś

11 myśli w temacie “417 – trzymaj się i nie daj się

  1. Rozdrapywanie ran boli, ale jeśli jest źle to trzeba coś zrobić. Czasami trzeba dosięgnąć dna, doświadczyć czegoś skrajnie negatywnego, aby móc się odbić i zmienić kurs rejsu zwanego życiem.
    Mi osobiście uświadomienie sobie pewnych rzeczy z bolesnej przeszłości pomogło zrozumieć swoje lęki i źródło schematycznych reakcji na pewne sytuacje. Wiem, że nie odkryłam jeszcze wszystkiego, bo potrzeba więcej czasu i pracy nad sobą. Czuję, że teraz jest pora aby nauczyć się nowych, prawidłowych schematów. Ponoć po 30 dniowym stosowaniu diety staje się ona nawykiem – mam nadzieję, że to podobnie funkcjonuje 😉

  2. Trzymaj się Mrówka. Łączę się z Tobą w przetrzymaniu tego syfu. Czekam na wypłatę, żeby spróbować ze stabilizatorem nastroju. Może coś w końcu pomoże…

  3. Ja aktualnie bez afobamu nie mogę żyć.. a od 15 marca zaczynam pierwszy raz terapię na oddziale dziennym przez 3 miesiące. Diagnoza po wyjściu ze szpitala – osobowość niedojrzała chwiejna emocjonalnie. Boję się tego oddziału bo wiem że to rozdrapywanie starych ran a mam „nieprzegadane” np. wykorzystanie seksualne. Co myślisz o tym Mrowka, jest szansa że oddział dzienny mi jakoś pomoże? Z łóżka ciężko wstać… P.s dzisiaj mam zamiar kupić Twoja książkę i zabrać się do czytania, „psychiatryk” przestudiowalam 3 razy 🙂

    • Myślę, że podjęcie każdej próby leczenia jest dobre. Wielu osobom taka terapia pomogła. Nie przekonasz się, jeśli nie spróbujesz. A jeśli chodzi o lęk przed rozdrapywaniem ran… Rozumiem to doskonałe. Ale wiesz, jak się nie spieprzy to się nie polepszy.
      Dużo siły!

  4. Ja nie biorę żadnych leków bo nadal karmię. Ciekawe jakby one zadziałały w moim przypadku. Brałam wcześniej paroksetyne przez ponad dwa lata. Jakoś funkcjonuje albo wegetuje. Dziecko jest jedynym powodem aby coś zrobić. Mam takie wyrzuty sumienia w stosunku do niego, że nie prawdopodobnie nie będę w stanie mu dać normalnego domu. Teraz jest malutki, a co będzie jak podrośnie i będzie kumac. Samotna matka z problemami ze sobą… Jedynie tyle, że mocno kochająca. Jednak tą miłość trzeba mądrze też przelać na dziecko. Tyle mam strachu… Ja to jeszcze nic, ale jest drugi czlowiek – mały niewinny człowieczek 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.