424 – niedziela

Chyba najgorszy dzień tygodnia. Nawet poniedziałek jej ustępuje.
Bezsenna noc – całkowicie. Czyżby przez arypiprazol? Z boku na bok, z boku na bok.
O 5:00 wstałam. Wypiłam dwie kawy, połknęłam leki. Cztery godziny później położyłam się i spałam do 11:00. Znów ta wysokiej jakości higiena snu… Ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Można było połknąć Lorafen, no można było. Ale chciałam się z tym problemem uporać sama. No to się uporałam, nie ma co.

Cztery przeredagowane rozdziały „Terapii u Doktorka” w wersji cyfrowej spoczywają na dysku. Dokładnie na kilku dyskach. Lepiej mieć kilka kopii. Licho nie śpi, a złośliwość przedmiotów martwych… I tak dalej.
Pozostałe rozdziały, które pokrywają literami stosik kartek, czekają na swoją kolej. Uwielbiam kreślić czarnym długopisem po czarnym wydruku. I dopisywać, i skreślać, i skreślać, i dopisywać. Wtedy czuć, że się coś dzieje. A jak praca idzie do przodu to i człowiek czuje, że żyje.

178 Total Views 1 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.