469 – byłoby w porządku

I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie te cholerne przymusy autoagresywne. Ból w nadgarstku, ból na ramieniu. Koszulka delikatnie ociera się o skórę, a w środku skręca, że czuję dotyk bawełny, zamiast metalu.
– Musimy być przygotowani na to, że to będzie wracać. Nie chodzi o to, żeby się pani nie chciało. Tylko o to, żeby umiała pani nad tym zapanować i nie poddać się temu.
Tak, wiem. Terapeuta ma rację. Wyobrażam sobie, że przychodzę na sesję i muszę przyznać się, że znów upadłam. To trochę otrzeźwia. Przypomina o tym, co dla mnie ważne. Że od stycznia nie naruszyłam ciągłości skóry i jestem z tego zadowolona. Że tyle razy się powstrzymywałam, choć chciało się bardzo. I powtarzam sobie, że dam radę. Bo przecież tego chcę. Tego pragnę. Do tego dążę.
Mrówczyńska, musisz wytrzymać!

Podziel się!

468 – koniec końców

Właśnie ostatecznie zakończyłam wszystkie prace nad „Terapią u Doktorka”. Książka jest w wersji ostatecznej. Czeka spokojnie na dysku na wydanie.
Znów pojawiła się jakaś pustka. Żałoba po procesie twórczym. Jednak fakt, że czekają mnie poprawki części trzeciej, przynosi ulgę.
I w końcu, nareszcie siądę do beletrystyki. Obiecuję to sobie.

Podziel się!

467 – emocjonalny wstyd

Jestem bardzo emocjonalna i nie jest to żadną tajemnicą. A mimo wszystko wstydzę się okazywania wrażliwości. Zupełnie, jakby wzruszenie było znienawidzoną słabością.
Oglądaliśmy film. Co chwilę stawały mi łzy w oczach. Delikatnie i ukradkiem je osuszałam. Gdy tylko pojawiły się napisy końcowe, uciekłam do kuchni. Dlaczego? Żeby Mrówek nie zauważył tych łez.
Coś się jednak zmienia. Uczę się, że wyrażanie emocji jest czymś pozytywnym. Kiedy więc wróciłam do pokoju, wyznałam:
– Super ten film. Ale zbuczałam się na nim.
Poczułam pewnego rodzaju ulgę. Przyznałam się do wrażliwości, którą przecież tak u siebie cenię. I, na przekór sobie, nie myślałam o niej w kategoriach słabości.
To samo dzieje się na terapii. Przełamuję się i pozwalam sobie na wzruszenie.
– Wzruszyła się pani mówiąc o tym – skomentował ostatnio terapeuta, gdy skończyłam opowiadać o pewnym wydarzeniu przełykając łzy.
Kiedyś zamknęłabym się w sobie. Sparalizował by mnie wstyd, że jestem tak słaba. Że nie potrafię być silna i dopuszczam do głosu emocje. Tym razem było inaczej.
– Tak, wzruszyłam się. Te emocje wciąż są żywe – odparłam z ulgą, że sobie na to pozwoliłam.
Oczyszczenie – to słowo najlepiej opisuje ten stan. Stan dopuszczenia do głosu emocji i wyrażenia ich.
Po raz kolejny – jestem z siebie dumna.

Podziel się!

466 – przedsprzedaż „Terapii u Doktorka”

Mam dla Was wspaniałe wieści! Znów ruszyła przedsprzedaż „Terapii u Doktorka”. Tym razem muszę zebrać tylko 700 złotych, więc są duże szanse. Pomożecie? W zamian za wpłatę, otrzymacie papierową książkę wraz z imienną dedykacją i autografem.

Pomóżcie mi wydać książkę na papierze!

https://wspieram.to/mlody-bog

Podziel się!