443 – psychiatra

Zaraz po sesji miałam wizytę u psychiatry. Wezwał mnie na dywanik na dzisiaj. Okazało się, że chciał zobaczyć na własne oczy w jakim jestem stanie. Takie pójście do kontroli. Jak stwierdził, tragedii nie ma. Hehe, oczywiście, że nie ma. Trzymam się kurczowo życia. Daję z siebie wszystko, żeby doceniać każdy dzień. Każdą minutę, gdy ćwierkają ptaki, święci słońce, a ja siedzę z kawą na balkonie. Każdą napisaną stroną książki. Odwalam naprawdę kawał trudnej roboty – walki samej z sobą (a raczej objawami chorobowymi).
Arypiprazol podniesiony do 10mg. Oprócz tego, bez zmian.
Psychiatrze wydaje się, że ten silny przymus cięcia i zły nastrój, spowodowane są poprawieniem mojego stanu. Paradoksalne, ale w przypadku osób z pogranicza to typowy objaw. Zresztą to samo uważa terapeuta. A ja? Podpisuję się pod tym obiema rękami. Też myślę, że to nie kwestia chemii, a tych pieprzonych, chorych schematów, przez które nie mogę normalnie żyć. Co mnie do szewskiej pasji doprowadza!
Mam brać leki, chodzić na terapię, raz na tydzień kontrolować się skalą depresji Becka, żeby zaobserwować dynamikę wahań nastroju i kryzysów. Owszem, często robiłam sobie różne testy, ale nigdy regularnie. Nie wiem, czy sobie w końcu tego nie odpuszczę.

Po przyjściu do domu, z chęcią wypełniłam test znaleziony na internecie. I co?
Doktorze! Oni mi tu piszą, że mam ciężką depresję! A wydawało mi się, że wynik będzie diametralnie inny. Przecież byłam pewna, że zaznaczam takie odpowiedzi, jak ludzie zdrowi. A tu taki zonk. No cóż. Nie wpadajmy w panikę.
Mam energię. Napisałam 90 stron A4 „Samobójstwa na raty”, co daje jakieś 200 stron drukowanej książki.
Będzie dobrze. Musi być.

278 Total Views 1 Views Today

2 komentarzy “443 – psychiatra”

  1. Ania napisał(a):

    Do przodu Anka :)!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.