477 – smutek

Nie umiem sobie poradzić z tym pieprzonym smutkiem. Towarzyszy mi cały czas, nie odstępuje na krok. Czy to stary schemat? Pójście na łatwiznę? Bo tak bezpieczniej? Nie cieszyć się, by potem nie rozczarowywać? A może cholerne neurony znowu wariują. Robią sobie, co chcą?
Nie wiem.
Jedno jest pewne – staram się go nie podsycać. To trudne zajęcie. Angażujące wszystkie pokłady sił.
– Mrówczyńska, nie nakręcaj się. Będzie dobrze. Będzie lepiej. Mrówczyńska, ogarnij się. Mrówczyńska…
Tyle, że Mrówczyńska jakoś nie chce słuchać. A może to emocje z przeszłości, jak sugeruje terapeuta?
Wykonuję obowiązki domowe. Tyle, że ze łzami w oczach. Piszę „Majkę”. Tyle, że bez przekonania.
Jak mam się ogarnąć i zacząć cieszyć życiem? Nie marudzę, do tego mi daleko. Chcę po prostu znaleźć złoty środek na ten pieprzony, głęboki smutek.

261 Total Views 1 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.