512 – wieczorową porą…

… gdy już nic nie muszę, odzywają się demony. Wołają, obiecując doskonałą zabawę. Jak za dawnych lat – autodestrukcyjnych. Oganiam się od nich, jak od natrętych much. Ale nic sobie z tego nie robią.
Ale wiem, że znów nadejdzie świt. Umownie przyjęty porządek znów zacznie obowiązywać. Wtedy autodestrukcja pasuje tu, jak pięść do nosa. Pozostawiając niesmak i poczucie porażki.
Trzymaj się, Mrówczyńska. Kolejny wieczór, z tysiąca takich. Nie daj się zbyć. Nie daj omamić. A jutro znów uśmiechniesz się do słońca…

145 Total Views 1 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.