519 – koszmary

Są takie sny, które rozwalają na cały dzień. A czasem i tydzień. Ta noc obfitowała w nie.
Obudziłam się roztrzęsiona i zlana potem. Trudność sprawiało trafienie fajką do ust.
Podwoiłam dawkę antydepresanta. Mamy z psychiatrą umowę, że zaleca mi widełki dawek, pomiędzy którymi mogę się poruszać wedle potrzeby. Dziś właśnie nastał ten dzień.
Myśl o jutrze wywołuje mdłości. Praca. Wiem, siedzę w domu, przed własnym komputerem. Co może być nie tak? Hmm… Oprócz tego, że wszystko? Nie chodzi o ludzi, są w porządku. Nie chodzi o obowiązki służbowe, te znam od jakichś 7 lat i dobrze się w nich czuję. Więc co? Presja czasu, zamieszanie, robienie po kilka razy tego samego. I na koniec – już sama nie wiem, co.
Wczoraj wieczorem marzyłam. Marzyłam o pisaniu. Zdawało mi się, że pęka jakiś lód, spod którego wyłania się wena. Pojedyncze pomysły, pojedyncze zdania. To było cudowne uczucie. Dziś pozostał chłód. I rezygnacja.

242 Total Views 3 Views Today

2 komentarzy “519 – koszmary”

  1. Anonim napisał(a):

    Jakbym czytał o sobie. Niby jest ok,, a jest źle.

  2. jakaś M. napisał(a):

    Trzymaj się Mrówko ciepło, chociaż pogoda za oknem nie nastraja za bardzo optymistycznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.