527 – terapia borderline: martwica

Nie widziałam sensu w czwartkowej sesji. Szłam tam, jak na ścięcie. Jak miałam cokolwiek powiedzieć, skoro nie żyłam?
Siadłam w fotelu, jak zwykle wpatrując się w swoje dłonie i skubiąc paznokcia małego palca prawej ręki.
Cisza.
– Nie ma pani ochoty rozmawiać? – odezwał się po kilku minutach.
Zawahałam się.
– To nie tak… – udało mi się w końcu z siebie wydusić.
– A jak?
A w moich oczach, jak na rozkaz, łzy. Mnóstwo łez. Nie płakałam. Same leciały.
– Nie wiem, co powiedzieć. Ja… Nie myślę. Czuję się martwa w środku…
Do końca sesji płakałam. Próbowałam odpowiadać na pytania terapeuty, ale chciałam stamtąd wyjąć.
Ostatecznie w pewnym stopniu mnie to oczyściło.
Usłyszałam, żebym skontaktowała się z psychiatrą. Tak też zrobiłam.
Wizyta we wtorek o 18:00.
Ale jakoś przestałam wierzyć w leki. W trwałą poprawę. Ten syf przychodzi cyklicznie. Niezależnie od wszystkiego. Dwa, trzy miesiące spokoju i wszystko zaczyna się od początku – poważny kryzys, zmiana leków. Nie mam już siły.

421 Total Views 1 Views Today

2 komentarzy “527 – terapia borderline: martwica”

  1. Stokrotka napisał(a):

    Witaj. Ja też mam borderline. Moje emocje w czasie terapii nieraz wyglądały podobnie do tego co opisujesz. Już 4 lata walczę o szczęście i tez pisze bloga, w ktorym poruszam swoje autorskie sposoby radzenia sobie z trudnymi emocjami. Jeśli będziesz miała ochotę to wejdź i poczytaj. Chętnie poznalabym Twój punkt widzenia i Twoje metody radzenia sobie z gniewem. Pozdrawiam Cię i dużo euforycznych emocji przesyłam.
    docen-zycie.blogspot.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.