Monthly Archives: Listopad 2017

535 – listopad

Taki to ci listopad. Na zmianę skąpi i leje. Chmury zawieszone nisko. Jakby chciały zstąpić na ziemię.
Siedzę otulona ciepłym kocem i chłodnym smutkiem. Przede mną czarna kawa. Na kolanach wydruk „Samobójstwa na raty”. Wróciłam do korekty. Choć na siłę.
Za godzinę sesja. A w głowie pustka. Nie wiem, o czym mówić. Nie wiem, kim jestem. Nie wiem.
Obcość siebie.
Łzy utknęły gdzieś głęboko. Wypłakać ich nie sposób.
Byle do wiosny…

Poszukiwane kobiety do badania naukowego

Szanowne Panie! Jestem studentką psychologii UW. Do naukowego projektu kierowanego przez dr Agnieszkę Plutę i mgr Marię Kuleszę, poszukuję

1) kobiet 19-35 lat z diagnozą Osobowości Borderline postawioną przez lekarza lub psychologa;

2) kobiet 19-35 bez zdiagnozowanych zaburzeń i chorób psychiatrycznych oraz neurologicznych.

Badanie składa się z dwóch spotkań i dotyczy rozpoznawania emocji, odbędzie się na wydziale psychologii na ul. Stawki 5/7 w Warszawie. Pierwsze spotkanie to kilka kwestionariuszy, trwa około 60min. Drugie to parę zadań dotyczących koncentracji i rozpoznawania emocji, max.60min.

Badanie jest w pełni anonimowe, a zebrane informacje poufne. Poprzez udział w badaniu przyczynią się Panie do postępu wiedzy dotyczącej tego zaburzenia. Udział każdej kolejnej osoby to ogromna pomoc i krok w kierunku rzetelnych wyników.

W zamian za udział mogą Panie otrzymać pełną informację zwrotną na temat swoich wyników. Proszę o kontakt każdą zainteresowaną osobę na agnieszkamariaglica@gmail.com lub przekazanie informacji swoim znajomym.

534 – jedna jaskółka…

Jak to mówią, jedna jaskółka wiosny nie czyni. W sobotę obudziłam się w dobrym humorze, po czym dostałam telefon od mamy – zmarł dziadek. Depresyjny nastrój powrócił, choć jego śmierć była kwestią dni i dobrze o tym wiedziałam.
Dziś obudziłam się zmarznięta do szpiku kości. Budziłam się co chwilę, ale ten ostatni sen, nad ranem, rozwalił mnie na łopatki.
Cała otoczka jest nieważna. Byłam z Mrówkiem. A jednak poszłam na spacer z nieznajomym, któremu najwyraźniej się podobałam. Trzymaliśmy się za ręce, a ja tłumaczyłam mu, dlaczego nie możemy być razem.
– Przecież mówiłaś, że go nienawidzisz – próbował mnie podejść.
– Bo byłam na niego wściekła. Wiesz, jak jest – raz kocham, raz nienawidzę, ale nie chcę i nie potrafię bez niego żyć.
Ta senna scena sprawiła, że obudziłam się z soplem lodu zamiast serca. Mój wyrok na samej sobie był jesnoznaczny: zdradziłaś narzeczonego. Choć przecież wiem, że to tylko sen…

533 – co za wstyd…

Od tygodnia próbuję się skontaktować z psychiatrą. Bezskutecznie. Wczoraj ból był tak intensywny, że potraktowałam go SMSem następującej treści:

Wie Pan co, nie potrzebuje juz Pana pomocy. W pizdzie to mam. Nara.

Wcześniej napisałam do terapeuty, z prośbą o przeniesienie sesji na poniedziałek. Nie odpisywał kilka godzin, więc i jemu się dostało:

W dupie to mam. Tak trudno odpisac, ze nie ma pan terminu? Jebcie sie wszyscy!

Terapeuta przesunął dziś termin. Nie wiem, jak ja tam pójdę w poniedziałek. Jest mi tak strasznie głupio i wstyd. Chyba zapadnę sie pod ziemię…

531 – czy to kiedyś minie?

Szczerze? Ten ból jest nie do zniesienia. Kryzys trwa już prawie dwa miesiące i nic nie przynosi ulgi. Kładę się ze łzami w oczach i w takim samym stanie się budzę.
Dwie sesje tygodniowo. Każda taka sama. Siadam nieruchoma. Ale gdy tylko wypowiem pierwsze słowa, lecą łzy. Dużo łez. Opowiadam, mówię o tym bólu. Kilka godzin po terapii czuję ulgę, ale potem wszystko wraca za zdwojoną siłą.
Mam poczucie, za nikt w ten ból nie wierzy. Ot, coś sobie wymyśliła, taki ma kaprys, gdyby chciała, czułaby się dobrze. Gówno prawda. Czuję się sama. Całkowicie sama. Tylko ból na zmianę z pustką nią odstępują mnie na krok.
Mam dość. Nie mam sił. Śpię po kilkanaście godzin na dobę i ciągle mi mało. Chcę się zapaść. Rozpaść na kawałki. Tak, by nikt nie był w stanie pozbierać mnie w całość.