534 – jedna jaskółka…

Jak to mówią, jedna jaskółka wiosny nie czyni. W sobotę obudziłam się w dobrym humorze, po czym dostałam telefon od mamy – zmarł dziadek. Depresyjny nastrój powrócił, choć jego śmierć była kwestią dni i dobrze o tym wiedziałam.
Dziś obudziłam się zmarznięta do szpiku kości. Budziłam się co chwilę, ale ten ostatni sen, nad ranem, rozwalił mnie na łopatki.
Cała otoczka jest nieważna. Byłam z Mrówkiem. A jednak poszłam na spacer z nieznajomym, któremu najwyraźniej się podobałam. Trzymaliśmy się za ręce, a ja tłumaczyłam mu, dlaczego nie możemy być razem.
– Przecież mówiłaś, że go nienawidzisz – próbował mnie podejść.
– Bo byłam na niego wściekła. Wiesz, jak jest – raz kocham, raz nienawidzę, ale nie chcę i nie potrafię bez niego żyć.
Ta senna scena sprawiła, że obudziłam się z soplem lodu zamiast serca. Mój wyrok na samej sobie był jesnoznaczny: zdradziłaś narzeczonego. Choć przecież wiem, że to tylko sen…

133 Total Views 4 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.