539 – klub 27

Od nastoletniego wieku pragnęłam dołączyć do Klubu 27. O czym zresztą pisałam w „Psychiatryku”.
Rok, w którym skończyłam 27 lat, był najgorszym w całym życiu. Wszystko się skumulowało – Autoagresja, tendencje samobójcze, autodestrukcja, negatywne emocje, niestabilność i cały ten syf, z którym osoby cierpiące na BPD muszą się zmagać na co dzień. A do tego wszystkiego kilka miesięcy odbijałam się od drzwi do drzwi, próbując otrzymać pomoc.
Dziś mam 30. Wciąż żyję i się leczę. Jest lepiej. Jest normalniej. Uczę się siebie. Nad niektórymi schematami zapanowałam i niemal zniknęły z życia.
Nanoszę ostatnie poprawki na trzeciej części „Młodego boga…”. To dziennik, który prowadziłam mając 20-27 lat.
Wydałam trzy książki. Pal sześć, że elektronicznie. Trzykrotnie spełniło się moje marzenie. Dodatkowo kolejne dwie książki czekają na wydanie, a ja zamierzam zabrać się do drugiej części „Uśpionej”.
Więc nie mówcie, że nie warto o siebie walczyć. Że nie warto się leczyć. Nie warto tak męczyć. Warto!
I ja jestem tego żywym dowodem.

376 Total Views 3 Views Today

6 komentarzy “539 – klub 27”

  1. Edyta napisał(a):

    Powodzenia! Będzie jeszcze lepiej.

  2. matka napisał(a):

    Pani Aniu wracam do Pani czytając i chłonąc każde Pani zdanie. Taki wpis jest dla mnie nadzieją i radością. Daje mi wiarę w to, iż moje ukochane dziecko też kiedyś powie – Warto !
    Proszę pisać, proszę nie przestawać – bo nawet te najmniejsze skrawki Pani życia, pomagają zrozumieć.
    Życzę Pani z całego serca siły przetrwania, życzę aby stawała Pani twarzą do słońca i krzyczała – Jestem szczęśliwym człowiekiem.

  3. BorderlineMary napisał(a):

    Dobrze, że masz marzenia! Z całego serca życzę Ci powodzenia w ich realizacji. Bądź żywym przykładem, że z BPD da się wyjść. Ja też kiedyś takim będę :))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.