Monthly Archives: Styczeń 2018

558 – terapia borderline: anhedonia

Sesję zaczęłam od ostatnich wydarzeń na Nanga Parbat.
– Całą sobotę śledziliśmy doniesienia z akcji ratowniczej. Trzymaliśmy kciuki za Tomka. Nie umiem dojść do siebie po tym, że stracił życie spełniając swoje marzenie.
Potem były łzy. W ukryciu. Za kurtyną włosów. Nie płakałam. Same leciały, gdy opowiadałam o smutku. O swoim złym stanie psychicznym.
– Ale kiedyś było gorzej, prawda? Pamiętam, jak się pani denerwowała, gdy mówiłem, że w takim stanie nie jest pani sobą. Ale teraz, gdy pani o tym opowiada, widać wciąż przywiązanie do tego nastroju.
Wyjaśniłam, że kiedyś nie chciałam czuć się lepiej. Teraz irytuje mnie, że nie potrafię się z tego otrząsnąć.
– Pisanie by pani pomogło, prawda?
Zrobiłam sobie dziś wolne. Po powrocie z terapii poszłam za radą terapeuty i wzięłam się za pisanie. Początkowo szło mi opornie, ale w końcu się rozpisałam. Jestem półtora rozdziału Uśpionej do przodu. Wysłałam tekst i okładkę „Samobójstwa na raty” do wydawnictwa. Ale nic mnie nie cieszy.
Pieprzona anhedonia.

554 – chaos

Ten ostatni tydzień, środowa i dzisiejsza sesja, koniec menstruacji, nagła i drastyczna zmiana poglądu na bycie rodzicem, płaczliwość, myśli samobójcze i skręcający żołądek przymus samookaleczeń rozwaliło mnie na łopatki.
Siedzę, płaczę i chcę zniknąć.
Nie podchodzić zbyt blisko i nie denerwować, proszę.

553 – terapia borderline: zjazd

Od zeszłej sesji nie mogę dojść do siebie. Poruszenie tematu seksu sprawiło, że zamknęłam się w sobie i uruchomiły się stare mechanizmy. Cały czas jest mi smutno, to wręcz rozpacz. Łzy cisną się do oczu, myśli samobójcze pchają w głowę a przymus autoagresji daje się we znaki.
Na myśl o jutrzejszej terapii jest mi niedobrze. Nie chcę tam iść. Mam ochotę napić się przed sesją, jak wtedy, gdy bałam się powiedzieć o czymś ważnym i przychodziłam pod wpływem.
Trzymajcie jutro za mnie kciuki. Mam nadzieję, że nie ucieknę spod gabinetu.

552 – terapia borderline: myśli samobójcze odpowiedzią na problemy

To była trudna sesja. Zaczęło się niewinnie. Aż w którymś momencie terapeuta spytał:
– Co jeszcze chciałaby pani zmienić w swoim życiu?
Pustka w głowie.
– Nie wiem… – odpowiedziałam zrezygnowana.
Znów pojawił się lęk przed końcem terapii.
– Ja myślę, że problemem jest strefa intymna.
– No tak – przyznałam, chcąc jak najszybciej skończyć ten temat.
Nic z tego. Terapeuta go ciągnął. Chciałam stamtąd uciec. Jak najszybciej. Nastrój poszybował w dół. Po dłuższej chwili milczenia wyznałam w końcu, że pojawiły się myśli samobójcze.
Tak, wiem. To reakcja na trudny temat. Ale ja jeszcze nie jestem na to gotowa.

551 – psychiatra

Widziałam się dziś z psychiatrą. Poszłam tylko po receptę – pierwszy raz w życiu.
– Nigdy nie widziałem pani w tak dobrym stanie – powtórzył słowa terapeuty z poprzedniej sesji.
Nie chciałam się z nim zgodzić, że to nie zasługa chemii, a mojej ciężkiej pracy nad sobą. To dzięki arypiprazolowi jestem taka – normalna. Mam siłę i chęci, pracuję, czytam, piszę. Mam siłę na marzenia. Mam siłę, by żyć.

Kocham życie!

549 – wiosna w środku zimy

Obudziłam się w nienajlepszym nastroju. Nic szczególnego. Ot, lekki smutek i ogólne poczucie bezsensu.
Ale jak tu nie chcieć żyć, gdy za oknem wiosna w środku zimy?
Kawa z mlekiem kokosowym i mitologia słowiańska. Mój zestaw antydepresyjny na dziś.
Powiem Wam, że warto walczyć o siebie. Naprawdę warto.