566 – leki

Wczoraj odstawiłam leki. Dobrze się po nich czułam i zdecydowanie mi pomagały. Ale był jeden szkopuł. Tyłam.
Kiedy zaczynałam się leczyć, ważyłam 45 kg. Teraz, po blisko czterech latach, ważę 82 kg. To jest nie do przyjęcia. Obecne leki sprawiały, że czułam wieczny głód. Nie „coś bym zjadła”, a wieczny, niepohamowany głód. Powiedziałam: dość.
Obawiam się zjazdu. Powrotu braku sił, nastroju depresyjnego, myśli rezygnacyjnych, przymusu autoagresji, który odczuwam już teraz.
Ale nie poddam się. Chyba…

Podziel się!

565 – wygrana

Wczoraj bardzo długo walczyłam ze sobą, żeby się nie pociąć. Nie pamiętam, kiedy ostatnio stoczyłam ze sobą tak trudną walkę.
Dwa miligramy Lorafenu bez wątpienia mi w tym pomogły.
Udało się.
Udało się stłumić myśli samobójcze, a i skóra nie ucierpiała nawet w najmniejszym stopniu.
Byłabym z siebie dumna, gdyby nie fakt, że dziś znów jest bardzo ciężko.

Podziel się!

563 – pytania o seks

Ostatnimi czasy terapia stała się dla mnie nieprzyjemna. Na sesje chodzę z pewną obawą.
Kiedy terapeuta po raz pierwszy od dłuższego czasu zapytał o seks, zamknęłam się w sobie. Nie chciałam na ten temat rozmawiać.
Od tego czasu na każdej sesji pada pytanie:
– Czy zmieniło się u pani coś w kwestii seksu?
Odpowiadam, że nie i nie chcę ciągnąć tematu. Pan M. jest jednak nieugięty.
Raz powiedział coś, czego nie potrafię sklasyfikować. Choć skłaniam się ku niefortunnej wypowiedzi.
– Nie byłoby dziwne, gdyby Mrówek przez brak seksu panią zostawił. Musi go to bardzo frustrować.
Wiem, że nie miał złych intencji. Jednak nieświadomie pobudził mój lęk przed opuszczeniem. Myśli, że Mrówek mnie zostawi urosły do gigantycznych rozmiarów. I nie umiem sobie z nimi poradzić.

Podziel się!

562 – tak leci mi czas

Ostatnio mało piszę. To dlatego, że jestem bardzo zajęta.
Przed pracą przepisuję „Uśpioną”. Po niej – czytam książki o psychopatii, przygotowując się do pisania kolejnej książki o roboczym tytule „Bestseller”. Wspominałam już o tym?
Niestrudzenie uczęszczam na terapię. W kwietniu miną trzy lata mojej współpracy z panem M.
Po tym czasie mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że zmiana terapeuty była strzałem w dziesiątkę.
Leczenie bardzo mi pomaga. Jestem coraz normalniejszą osobą. Nie okaleczam się już, nie działam autodestrukcyjnie. Kryzysy nie są już tak silne i niebezpieczne, jak kiedyś.
Chwilami odczuwam szczęście. Choć wciąż jedną noga jestem w rozpaczy lub pustce. Ale to nic. To minie. Kiedyś na pewno.
Kochani, nie bójcie się leczenia. To najlepsze, co możecie dla siebie zrobić!

Podziel się!