Monthly Archives: Czerwiec 2018

599 – relaks

Korzystając z brzydkiej pogody wskoczyłam do czekoladowej kąpieli z pianą. Czas się zrelaksować po tygodniu pracy. Ale tu ślicznie pachnie!

Jeśli chodzi o pisanie, zrobiłam sobie przerwę. Przepisuję to, co mam, czyli jakieś pół książki. Znów nie będzie zbyt długa. No cóż, taka cecha moich tworów. Przy okazji porządkuję chronologię, dopracowuję szczegóły i ujednolicam fakty. To też praca twórcza!

Rozmawiałam z wydawnictwem. Nakłady Uśpionej i Autoterapii będą po minimum 1000 egzemplarzy. Także spokojnie, dla każdego starczy!
Jeszcze trzy miesiące i wezmę do ręki swoje pierwsze papierowe książki! Nie mogę się doczekać aż staną na honorowym miejscu na półce. Tak na marginesie, muszę sobie kupić jakiś regał.

Miłego weekendu, Kochani!

598 – terapia borderline: urlop terapeuty

Tydzień temu miałam ostatnią sesję. Kolejna dopiero 9 lipca.
Do tej pory dobrze znosiłam wyjazdy terapeuty. Teraz nie potrafię sobie poradzić. Potrzebowałabym co najmniej dwie sesje w tygodniu. Mam ochotę do niego zadzwonić i wypłakać się przez telefon. Wiem, rozumiem, że on też musi odpocząć. Tylko, dlaczego akurat teraz? Kiedy mam taki kryzys? Nie umiem sobie poradzić sama.
Myślę o żyletce. W sierpniu minie rok bez autoagresji, a ja nie mogę przestać myśleć o cięciu.
Dziś wzięłam Lorafen. Nie pomógł. Tylko nieznacznie stłumił emocje, na chwilę.
Próbuję się ratować pisaniem i przepisywaniem na komputerze „Bestselleru”. Tę postać się zabija, tamtą torturuje. Ale to pomaga tylko w nieznacznym stopniu.
Potrzebuję sesji. Potrzebuję terapeuty…

597 – terapia borderline: bliskość, seks i psychopatia

To była niezwykle udana sesja. Już od progu zaczęłam wesoło opowiadać, jak dobrze idzie mi pisanie i jaka jestem szczęśliwa.
– A jak pani rozumie to, że tak bardzo interesuje panią psychopatia?
Zamyśliłam się.
– Hmm… Zawsze interesowała mnie ludzka psychika, szczególnie jej mroczne zakamarki, że tak to określę. Ale może też dlatego, że jestem całkowitym przeciwieństwem psychopaty.
– A może dlatego, że jakaś nieuświadomiona część pani nim jest?
To pytanie było, jak wymierzenie policzka. Ja? Psychopatką? Jednak, gdy zaczęłam się nad tym głębiej zastanawiać, doszłam do wniosku, że może rzeczywiście jakiś maleńki kawałek mnie posiada cechy psychopatyczne.
I wtedy nagle, niespodziewanie terapeuta wypalił:
– I kiedy jest pani w takim stanie, również nie ma ochoty na seks z Mrówkiem?
Zaprzeczyłam głową i od razu posmutniałam.
– Przeszkadza pani, że nie ma ochoty na zbliżenia?
– Bardziej… nie wiem… poczułam smutek – wydukałam.
Tym razem rozmawiałam na ten temat, choć robiłam dłuższe przerwy, a na pytania terapeuty odpowiadałam z opóźnieniem. Nie popędzał mnie jednak.
Od słowa do słowa, temat zszedł na ciało.
– Bo wie pan, ja tak naprawdę nigdy nie pogodziłam się z tym, że mam ciało. Może głupio to zabrzmi w ustach ateistki, ale zawsze chciałam być bytem bezcielesnym. Nie czuję związku emocjonalnego ze swoim ciałem.
– Nie zgodzę się z tym twierdzeniem. Ma pani z nim emocjonalny związek. Tylko te emocje są negatywne. Można to było zaobserwować choćby wtedy, gdy się pani krzywdziła.
Nigdy w ten sposób o tym nie pomyślałam. Zamyśliłam się na chwilę.
– Myśli pan, że to podwojenie mojej wagi było autoagresją?
– Bardzo możliwe.
– A wie pan, dlaczego zaczęłam się obżerać?
– Nie – pokręcił głową.
– To było w szpitalu. Ważyłam 45 kilogramów i chciałam się ukarać za to, że nie jestem wystarczająco szczupła…

596 – o szczęściu

Kiedy zaczęłam dojrzewać, straciłam wiarę w możliwość bycia szczęśliwą. Przestałam tego pragnąć i do tego dążyć. Moim stanem wyjściowym był smutek i rozpacz. Z czasem tak bardzo sie do nich przyzwyczaiłam, że nie wyobrażałam sobie szczęścia. Nie chciałam go.
Wszystko się zmieniło, gdy przekroczyłam trzydzistkę. Terapia, leki, praca nad sobą, spełnianie marzeń. To wszystko sprawiło, że na powrót zaczęłam pragnąć dobrego samopoczucia.
Dziś spełniam swoje największe marzenia. Wydaję książki na papierze. Wydawnictwo ma co do mnie plany i zamierza wydać również cykl Młody bóg w wersji papierowej. Pracuję nad nowymi książkami.
Dziś z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwym człowiekiem. I że tak bardzo kocham życie!
Mówię Wam. Walczcie o siebie. Nie poddawajcie się. Spełniajcie marzenia i nie dajcie sobie wmówić, że to mrzonki. Życie z całych sił!

595 – „Bestseller”

W oczekiwaniu na październikowe premiery papieru, piszę „Bestseller”. Mam 24 rozdziały. Szacuję, że jestem w 1/3. Ale jest problem. Skupiłam się na wątkach pobocznych, zamiast na głównym. Jednak mam za dobry nastrój na wymyślanie morderstw. Coś musiałoby mnie wkurwić, żebym maltretowała bohaterki. Cóż. Pewnie i ten czas nadejdzie!