617 – spotkanie z psychiatrą

Bardzo sie denerwowałam przed wizytą. Nie wiem, dlaczego. Spodziewałam się krytyki albo odrzucenia, choć znam pana T. ponad 4 lata i nigdy nie zrobił nic, co sprawiłoby, żebym się tak poczuła. – No i co to za tragedie się ostatnio dzieją, pani Aniu? – zaczął, gdy usiadłam w fotelu wpatrzona w swoje paznokcie. – Znowu wszystko się posypało. Dwa miesiące latałam szczęśliwa, a teraz znów myśli samobójcze, przymus cięcia… – Stało się coś w pani życiu? – No skąd. Jak zwykle, samo się zjebało. Mam już tego dość. Dwa, trzy miesiące jest zajebiście, a potem znów… – Pani Aniu, ale … Czytaj dalej

Podziel się!

616 – psychiatra

Chcę już jutra popołudniu i wizyty u psychiatry. Pan T. zawsze potrafił poprawić mi nastrój i tchnąć we mnie nadzieję. Boję się jednak krytyki z jego strony. To coś, co by mnie teraz dobiło. Potrzebuję Lorafenu. Bo nie daję już rady. Pan M. z kolei cały sierpień ma mieć wyjazdowy. Sesje więc będą w kratkę. Dopiero od września wszystko się unormuje. Zastanawiam się nad powrotem do dwóch spotkań w tygodniu. Chyba tego potrzebuję…

Podziel się!

615 – emocjonalna nawałnica pustki

Trwa we mnie nawałnica emocji. Nie wiem, co czuję. Nie wiem, co myślę. Czuję i myślę wszystko i nic. Nawałnica emocji, a jednak przeraźliwa pustka. Jestem małym dzieckiem, zagubionym we mgle. Wołam mamę, ale odpowiada tylko echo. Przytulam się do zimnej ziemi. Biegnę na oślep, tuż nad przepaścią. Czarna otchłań pochłania mnie. Woła to, co było. Nie chce przyjąć to, co będzie. Nie potrafię skupić się na pracy. Znalazłam w Internecie zdjęcie z oddziału psychiatryka, w którym byłam. Fotografia mojej sali, mojego łóżka. Tego drzewa, na którego gałęzi siedział wróbel, o którym pisałam w „Psychiatryku”, gdy zazdrościłam mu wolności. I … Czytaj dalej

Podziel się!

614 – z górki na pazurki

Przez miesiąc byłam w doskonałym nastroju. Cytując Zeusa, byłam jak ptak, latałam. Ze szczęścia. Nic nie mogło mnie powstrzymać. Byłam niepokonana, nieśmiertelna. Spałam po sześć godzin. Nie mogłam się doczekać, kiedy rano wstanę i będę pisać. Od dwóch tygodni było coraz gorzej. Wrócił przymus cięcia. Od wtorku jest źle. Równia pochyła. Lecę z górki na pazurki. Wprost w dawne szambo. Najchętniej leżałabym cały dzień w łóżku. Łzy w oczach. Bagno w głowie. Wczoraj pisałam z psychiatrą. Uważa, że przymus cięcia to moja kara dla terapeuty. Żeby, cytuję, wysilił się po powrocie wakacyjny zdrajca. Nie zgadzam się z nim. To nie … Czytaj dalej

Podziel się!

613 – SMS do terapeuty

Długo się wahałam, czy napisać do pana M. W końcu nie wytrzymałam i wysłałam SMS o treści: „Panie M, ja już nie daję rady. Nie wiem, co robić. Nie mogę przestać myśleć o żyletce. Nie mogę się skupić na pracy ani na pisaniu. A kiedy śpię, śni mi się, że się tnę. Nie chcę tego robić, nie wybaczyłabym sobie tego. Czuję się zupełnie bezradna wobec tego przymusu.” Sekundę później tego żałowałam, mając poczucie, że się wygłupiłam. Po chwili odpisał, żebym starała się wytrzymać. I żebym rozważyła pójście do psychiatry, skoro tak źle się czuję. Ale psychiatra nic na to nie … Czytaj dalej

Podziel się!

612 – jak spojrzałabym mu w oczy?

Na wczorajszej sesji terapeuta nie zamknął drzwi do gabinetu. Nikogo oprócz nas nie było i po mnie nikt nie był umówiony. A jednak… czułam się nieswojo. Zawsze patrzę na dywan, własne palce albo na dół zamkniętych drzwi. Miałam wrażenie, jakby moje słowa ulatywały z gabinetu i uciekały gdzieś w świat. Straciłam to poczucie intymności relacji i poczucie bezpieczeństwa. A mimo to, nie potrafiłam poprosić o ich zamknięcie. To tylko tak, na marginesie. Dziś właściwie przychodzę, żeby się wyżalić. Sama przed sobą. Zapisać swój ból. Może mi to pomoże? Nie mogę przestać myśleć o żyletce. Te myśli są coraz bardziej obsesyjne. … Czytaj dalej

Podziel się!

611 – terapia borderline: autoagresja

Całą dzisiejszą sesję poświęciłam autoagresji. Jak wielokrotnie wspominałam, na początku sierpnia minie rok abstynencji. – Wie pan, wydawałoby się, że im dalej, tym będzie łatwiej. A ja mam wrażenie, że jest coraz trudniej. – Tak? – Zdziwił się terapeuta. – A dlaczego? – Im bliżej tego sierpnia, tym bardziej chcę to zniszczyć. – A co pani daje cięcie? – Przez te szesnaście lat zastanawiałam się nad tym, ale nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi. – A jakie myśli się pojawiały? – Że to daje mi jakieś poczucie bezpieczeństwa. Często nie musiałam się ciąć, wystarczała mi świadomość, że mam rany. Czasem służyło to … Czytaj dalej

Podziel się!

609 – niebo płacze

Dziś znów niebo płacze deszczem. Jak i coś we mnie łka. A jednak przepełnia mnie szczęście. Długopis zapełnia kolejne kartki maleńkimi literkami. Tworzy się „Bestseller”. Dziś znów śnił mi się koszmar. Obudził o piątej nad ranem. Fajka i chwila uspokojenia. Powrót do niespokojnego snu. Tak bardzo kocham życie! Jest we mnie smutna radość. Szczęście tańczy z rozpaczą. Och, wspomnienia, dajcie żyć! Odejdźcie! Mija rok bez samookaleczeń. Lecz im bliżej sierpnia, tym większy przymus by to zniszczyć. Głupi umyśle, podporzadkuj się woli.

Podziel się!

608 – terapia borderline: bliskość

To była dla mnie bardzo ważna i dobra sesja, choć należąca do tych trudniejszych. Znów rozmawialiśmy o bliskości. Opowiedziałam o monologu Mrówka z poprzedniej notatki. Przyznałam, że w myślach się z nim zgadzałam, ale nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. – Dlaczego? – Spytał terapeuta. – Nie wiem… Po prostu usta nie chciały się otworzyć. – No właśnie. Bo pani tak zastyga, prawda? Zupełnie wyłącza empatię i nie myśli, co może czuć drugi człowiek. Ale pani tę empatię w sobie ma, inaczej nie byłoby tu pani. Zamilkłam i patrzyłam się na swoje ręce. – O czym pani myśli? … Czytaj dalej

Podziel się!