604 – terapia borderline: po przerwie

Przed sesją łyknęłam Lorafen. Nie byłam w stanie iść tam na trzeźwo. Nudności, zawroty głowy, drżenie rąk. Wiedziałam, że w takim stanie opuszczę to spotkanie.
Po chwili milczenia w końcu się przełamałam.
– Pierwsze dwa tygodnie to była masakra.
– Dlaczego?
– Źle się czułam. Miałam myśli samobójcze, chciałam się ciąć.
– A jakie emocje pani towarzyszyły?
– Złość – odpowiedziałam po chwili.
– Na co?
– Na… pana…
– Dlaczego? – Ciągnął temat, choć nie chciałam już o tym rozmawiać.
– Bo… Bo źle się czułam, a pana nie było.
– I co w związku z tym?
– Poczułam się opuszczona.
– Ja myślę, że potrzebowała pani rozmowy z kimś, kto pani nie zaatakuje. Potrzebowała pani rozmowy w poczuciu bezpieczeństwa – dodał pod koniec sesji.
Tak, miał rację. Potrzebowałam go. Nie było się czego bać na tej sesji. Mówiłam i płakałam. Znów się bardzo otworzyłam. Było tak, jakby tej przerwy w ogóle nie było.
To uświadomiło mi jedno. Jest o niebo lepiej ze mną. Ale przede mną jeszcze długa droga do wyzdrowienia.

344 Total Views 1 Views Today

2 komentarzy “604 – terapia borderline: po przerwie”

  1. Cudownie. Naprawdę. To taki wyrozumiały człowiek… gdy tak czytam Twoje wpisy, chciałabym poznać pana M. 🙂

  2. O tak, zdecydowanie jest cudownym człowiekiem i wspaniałym specjalistą. Jego nauki nie idą na marne i wybaczam mu dwutygodniowe wyjazdy na różne konferencje na świecie. Zdecydowanie jest wart polecenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Solve : *
13 + 21 =