613 – SMS do terapeuty

Długo się wahałam, czy napisać do pana M. W końcu nie wytrzymałam i wysłałam SMS o treści:
„Panie M, ja już nie daję rady. Nie wiem, co robić. Nie mogę przestać myśleć o żyletce. Nie mogę się skupić na pracy ani na pisaniu. A kiedy śpię, śni mi się, że się tnę. Nie chcę tego robić, nie wybaczyłabym sobie tego. Czuję się zupełnie bezradna wobec tego przymusu.”
Sekundę później tego żałowałam, mając poczucie, że się wygłupiłam.
Po chwili odpisał, żebym starała się wytrzymać. I żebym rozważyła pójście do psychiatry, skoro tak źle się czuję.
Ale psychiatra nic na to nie poradzi. Wiem, bo leczę się u niego cztery lata.
Chce mi się płakać. Czuję się, jak maleńkie dziecko zostawione samo sobie.

130 Total Views 1 Views Today

2 komentarzy “613 – SMS do terapeuty”

  1. brz_a_sk napisał(a):

    czy próbowałaś wyobrazić sobie, że to terapeuta, czy ktokolwiek kogo szanujesz, dzień przed Twoim urlopem, ba przed odbiorem nagrody z wielką pompą np za książkę – mówi Ci, że to rodzi w nim problem (choćby zazdrość, lęk …) smutek i sugeruje byś rozwiązała ten problem, zamiast skupienia się na tym w czym wystąpisz, co powiesz, czy z kim wyjedziesz? czy masz miejsce na wyobrażanie sobie, co by Ci przyszło do głowy wtedy? czy jesteś w stanie znaleźć poważne słowa, by uspokoić tę osobę i sobie zapewnić komfort urlopu, gali;
    nie wiem czy to dobry pomysł ale wiem, że zawsze kiedy pojawia się coś co trudno nam rozwiązać, inne problemy bledną;
    nie wiem czy też tak masz, że kiedy boli ząb sprawa cięcia lekko blednie; czy kiedy przychodzi email od wydawcy na jakiś czas też cięcie blednie;
    bywa, że opowiedzenie komuś jak dobrze jest nie ciąć się, też przekłada się na moc – ważne komu i dlaczego to przekazujesz;
    natomiast gdy czujesz, że to jednak niepokój urlopem terap. to wróćmy do pierwszej myśli;
    nie oczekuję odpowiedzi, chodzi mi o to, żebyś sama przyjrzała się czy to coś daje, czy tylko Cię wkurza, bo w środku wiesz że teraz nie czas na takie myślenie;

  2. Olga napisał(a):

    Mróweczko, ale dlaczego teraz?… Ja wiem, że z zewnątrz to wygląda tak, że jest rocznica i czujesz, że robisz więcej niż kiedykolwiek i chciałabyś wsparcia a wyjeżdżający terapeuta to odchodzący rodzic (a wiadomo, że dla małego dziecka odchodzący rodzić oznacza śmierć, więc strach jest realny). Ale tak naprawdę ten dzień nie różni się niczym od każdego innego. Od roku masz lepsze i gorsze momenty – łatwiejsze i trudniejsze dni, z którymi sobie radzisz. Obiektywnie rzecz biorą, to tylko kolejny dzień, kolejny mały dołek, który przejdziesz i będzie znowu górka. Z mojej wiedzy, doświadczenia i innych takich, to są sytuacje, gdy nadreagowujemy, bo to już się kiedyś wydarzyło. Wiesz co to mogło być?… Mi w takich momentach pomagało właśnie zrozumienie, że znowu reaguję na coś, czego nie ma w tej chwili i to co mnie boli to tamto. I to tamto musiałam zaleczyć, a nie to co tu i teraz. Tamte strachy, tamte odrzucenia i tamto umieranie. A teraz (choć fakt, że nieprzyjemne), jest tylko echem i w gruncie rzeczy nie jest wcale takie przerażające. I jako dorosła osoba nie zależę już w takim stopniu od kogoś jak kiedyś, więc nie zniknę gdy mnie zostawi samą, czy gdy nie da mi czego potrzebuję. Wierzę, że po raz kolejny sobie poradzisz. :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.