614 – z górki na pazurki

Przez miesiąc byłam w doskonałym nastroju. Cytując Zeusa, byłam jak ptak, latałam. Ze szczęścia. Nic nie mogło mnie powstrzymać. Byłam niepokonana, nieśmiertelna. Spałam po sześć godzin. Nie mogłam się doczekać, kiedy rano wstanę i będę pisać.
Od dwóch tygodni było coraz gorzej. Wrócił przymus cięcia. Od wtorku jest źle. Równia pochyła. Lecę z górki na pazurki. Wprost w dawne szambo. Najchętniej leżałabym cały dzień w łóżku. Łzy w oczach. Bagno w głowie.
Wczoraj pisałam z psychiatrą. Uważa, że przymus cięcia to moja kara dla terapeuty. Żeby, cytuję, wysilił się po powrocie wakacyjny zdrajca.
Nie zgadzam się z nim. To nie ma nic wspólnego z terapeutą. Owszem, jestem na niego trochę zła, że zostawił mnie w trudnym dla mnie momencie, ale bez przesady. Na przełomie maja i czerwca, gdy nie było go miesiąc, też byłam zła. A nic takiego nie miało miejsca.
We wtorek idę do psychiatry. Poprosiłam o wizytę, by dotrwać do sesji ósmego sierpnia.
Jestem załamana. Jestem smutna. Jestem nieszczęśliwa. Jestem znowu pusta. Nie potrafię pisać.

131 Total Views 2 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Solve : *
12 + 14 =