Monthly Archives: Sierpień 2018

643 – terapia borderline: panika

– Poprosiła pani jednak o jeszcze jedną sesję. Dlaczego się pani zdecydowała?
– Bo… Wpadłam w panikę. W poniedziałek wieczorem pojawiły się myśli samobójcze. We wtorek tak samo. I przestraszyłam się, że ten zły nastrój wraca.
Potem zaczęliśmy rozmawiać o moich relacjach z ludźmi. Że jest we mnie paradoks. Z jednej strony pragnę kontaktu i go szukam, a z drugiej napawa mnie on lękiem i go unikam.
– Dobrze to było widać na poprzedniej sesji, prawda? – Zapytał terapeuta. – Zrezygnowała pani że spotkania ze mną, jakby nie było pani potrzebne. A jednak dzień później już chciała się pani spotkać.
Mówiłam o tym, że nie rozumiem ludzi. Sensu ich wypowiedzi, żartów. Nie wiem, czego ode mnie oczekują. Mam problem z wyczuciem, kto w jakim jest nastroju i jaki ma do mnie stosunek.
– Ważne dla nas jest, żeby się pani nie krzywdziła, kiedy źle się pani czuje, bo to tylko pogarsza pani stan.
Tak. To zdecydowanie jest ważne.
– Ostatnio była pani taka radosna. Dziś nic z tego nie pozostało.
– Bo ostatnio byłam młodym bogiem. Dziś jestem raczej smutnym szatanem.
– Dlaczego smutnym?
– Bo z jednej strony czuję się szczęśliwa, ale z drugiej… czuję, jakbym jedną nogą stała w dobrym nastroju, a drugą w rozpaczy.
– Nam chodzi żeby wzmocnić tę nogę, która stoi pani w szczęściu, prawda?
– No tak…
I tak się zakończyła sesja.

642 – sesja

Wczoraj poprosiłam terapeutę o jeszcze jedno spotkanie w tym tygodniu. Wystraszyłam się bowiem pogarszającego się nastroju.
Dziś sie zastanawiam, po co mi ta sesja. Nie za bardzo wiem, o czym mam mówić. Że to, co mówiłam na poprzedniej już nie bardzo obowiązuje? Już nie jestem pewna siebie. Już nie czuję się młodym bogiem. Ale co więcej?

640 – skończyło się kozaczenie

No i skończyło się kozaczenie. Dobry nastrój prysł jak bańka mydlana. Nie to, żeby była tragedia. Co to, to nie. A jednak łzy cisną się na oczy. Łzy suche.
Na słuchawkach reggae. Pod palcami klawiatura. Cholerna praca. Obecny projekt jest bardzo uciążliwy.
Dziś spałam dwanaście godzin. Mrówek obudził mnie tuż przed południem. Nie ruszyłam przed pracą żadnej z książek.
Właśnie, książek. Nie zaczęłam pracy nad czwartą częścią Młodego boga. Zrobię to w najbliższych dniach. Okazało się bowiem, że nie mam gotowego pliku do wydruku. Muszę pozbierać materiały i przenieść do edytora. Niemniej jednak, książka ukaże się w przyszłym roku. To mogę Wam obiecać. Czy na papierze? Będę rozmawiać z wydawnictwem.

639 – terapia borderline: wypracowanie

Cześć i czołem moi Mili!
Spieszę donieść, że od wczoraj nastrój jest zgoła inny. Obudziłam się w dobrym humorze i znów jest moc!
– Jakbym rozmawiał z innym człowiekiem niż w tamtym tygodniu – zauważył terapeuta.
– Tak się czuję!
– Jak pani rozumie tę zmianę?
– Tydzień temu się nienawidziłam, a teraz… kocham siebie!
– Za co się pani nienawidziła?
Hmm, dobre pytanie.
– Ogólnie, za sam fakt, że istnieję.
– A teraz kocha się pani za sam fakt istnienia?
Chwilę milczałam, nie za bardzo wiedząc, co na ten temat sądzę.
– W zasadzie… Chyba tak – odrzekłam w końcu.
Dziś pan M. pobił jakiś rekord. Napisał o mnie chyba całe wypracowanie w swoim kajecie. Nie pamiętam, by kiedykolwiek tak dużo notował. I te jego pytania były jakieś takie… podchwytliwe.
– To jak, pani Aniu, widzimy się jeszcze w tym tygodniu? – Zapytał, mając na uwadze moją chęć powrotu do dwóch sesji tygodniowo. – Bo mnie w przyszłym tygodniu nie ma, także moglibyśmy się zobaczyć… dwudziestego dziewiątego sierpnia.
– Niech będzie ten dwudziesty dziewiąty.
Po co mi dwie sesje? Czuję się wyśmienicie!

638 – mama

Dziś zostałyśmy z mamą same w kuchni. Robiłyśmy sałatkę. Nagle zapytała mnie o coś dotyczącego terapii. Odpowiedziałam.
– Nie denerwuje cię albo nie czujesz się zakłopotana, kiedy pytam o takie sprawy?
– Nie – odezwałam stanowczo acz miło. I zgodnie z prawdą.
Od słowa do słowa zaczęłam jej czytać fragmenty notatek z tego bloga dotyczących terapii. Była ciekawa, jak taka sesja wygląda.
Przesłałam też rodzicom „Borderline: Autoterapia, czyli…” (wydawca mi chyba wybaczy 😉 ). Myślę, że są już dość przygotowani.
– Wiesz… Ja bardzo cierpiałam, no myślałam, że już nigdy nie będziemy miały dobrych relacji. Że już zawsze będziesz traktowała mnie jak wrogą.
– Ale teraz mamy dobre relacje. To najważniejsze, pamiętaj.
– Tyle razy myślałam, co zrobiłam źle…
Wtedy zaczęłam jej tłumaczyć w jaki sposób powstaje borderline. Chyba udało mi się ją przekonać, że to nie jej wina. Że na to nałożyło się wiele czynników.

637 – na wsi

Jesteśmy od kilku godzin na wsi. Nie chciałam jechać, ale chyba dobrze zrobiłam. Nie chcę być bucem i siedzieć sama w pokoju.
Męczy mnie to trochę. Rozmawiam, śmieję się. Ale to tak bardzo wykańcza.
Kocham rodziców. Dobrze mi z nimi. Ale teraz najchętniej poszłabym spać.

Na fb pytałam, czy chcecie abym zaczęła pracę nad czwartą częścią „Młodego boga…”. Byłby to dziennik, który prowadziłam w trakcie terapii u pana S. Chcecie?

636 – weekend na wsi

Na weekend jedziemy do moich rodziców. Normalnie bym się cieszyła – las, świeże powietrze, ukochany pies. Ale coś mnie blokuje. Do tego stopnia, że nie mam ochoty jechać.
Wolałabym zostać w domu. W pokoju z zamkniętymi zasłonami. Z pustką we łbie i kotłowaniną emocji.
Muszę się jakoś z tego stanu wygrzebać. Jakoś się otrząsnąć. A póki co, dołączyły myśli, że autodestrukcja wcale nie jest zła. Że autoagresja nie szkodzi. Co za głupie myśli. Racjonalność odeszła precz. A ja zostałam sama, bez broni.

635 – wyimaginowana choroba

Powiedziałam szefowi, że jestem chora. Skłamałam.
Przez cały tydzień przepracowałam cztery godziny. Godzina przy kompie, pięć w łóżku z płaczem.
Obiecałam, że w przyszłym tygodniu wszystko nadrobię. Tylko jak?
Z tymi myślami samobójczymi, przymusami autoagresywnymi, cisnącymi się do oczu łzami? Wszechogarniającym bezsensem?
Jak mam się zebrać w kupę? Możecie powiedzieć „przestań się nad sobą użalać i zacznij tyrać fizycznie, to przejdzie ci depresja”. A gówno prawda. Harowałam fizycznie a objawy tylko się nasilały.
Mam siłę tylko leżeć w łóżku, a i to mnie męczy. Męczą mnie myśli. I przymusy. I ta nieodparta chęć powieszenia się, choć nie po to, by umrzeć, a skrzywdzić się. Jak kiedyś. Nie podwieszałam się od trzech lat. Dzieki pomocy pana M. Wiem, że bardzo bym go tym zawiodła…

634 – premiery

 

okładka Borderline: Autoterapia

Premiera Borderline: Autoterapia, czyli już 6.10.2018!

„Borderline: Autoterapia, czyli o sprawach poważnych z solidną dawką autoironii” Anki Mrówczyńskiej to książka autobiograficzna.

Autorka zadebiutowała dziennikiem „Młody bóg z pętlą na szyi”, w którym zdaje relację z blisko sześciotygodniowego pobytu na oddziale zamkniętym szpitala psychiatrycznego. Książka okazała się sukcesem polecanym przez czołowe portale i magazyny psychologiczne oraz psychiatryczne. Tym razem autorka pokazała, że potrafi nie tylko bardzo realistycznie opisać swoje życie wewnętrzne i ogrom cierpienia, jakiego doświadcza. Ma również ogromny dystans do siebie i swoich problemów. Cięty, autoironiczny język jednej z bohaterek – Autorki, konstruktywnie wyraża złość na samą siebie.

Mrówczyńska porusza takie problemy, jak lęk przed bliskością, tendencje samobójcze, samookaleczenia, czy nałogi. Rozbicie dialogu wewnętrznego na kwestie trzech różnych bohaterek w sposób bardzo plastyczny ukazuje, jak trudne jest życie z zaburzeniem osobowości borderline. Z drugiej strony jednak umożliwił on wprowadzenie elementów humorystycznych. Świadomość głównych bohaterek, że są tylko postaciami powieści, pozwala im na komentowanie procesu pisania książki i rozluźnianie atmosfery podczas rozmów na trudne tematy.

 

 

 

okładka Uśpiona

 

Premiera Uśpionej 26.11.2018.

„Uśpiona. Który to wariant rzeczywistości?” to brutalny i mroczny thriller psychologiczny,
pełen nagłych zwrotów akcji. Stopniowo poznajemy kolejne postaci, które wydają się być ze sobą niepołączone. Nic bardziej mylnego.
Dlaczego prokurator PRL ściga ukrywającą się dziewczynę? Kto zabił rodziców Jagody? Jak Bromski stał się bezwzględnym psychopatycznym pedofilem? Czy Andrzej zemści się na prokuratorze? I w końcu, który
wariant rzeczywistości okaże się tym prawdziwym?