625 – na wsi

Jesteśmy u rodziców na wsi. Teraz siedzimy z ciocią i Mrówkiem w gabinecie. Mrówek ma zęba do zrobienia. Ja siedzę przy biurku i piszę tę notatkę.
Kiedy byłam mała, podbijałam cioci recepty. Lubiłam bawić się pieczątką.
Teraz mam łzy w oczach. Chcę juz być w domu. Wiem, że gdzieś tu w gabinecie są skalpele. Aż mnie ściska w dołku na myśl o tym. Kiedyś je podkradałam cioci. Ehh… Nie powinnam o tym wspominać.
Jestem dziś na trzech Lorafenach. Wciąż mi mało. Czuję się koszmarnie. Zaraz chyba wezmę kolejną tabletkę.
Byle do wtorku do dziewiętnastej. A potem do środy do dwunastej. Sesja jedna po drugiej. Może to coś da? Może odzyskam równowagę? Tylko błagam, panie M., niech pan nie wyjeżdża w zaraz po tych dwóch spotkaniach. Potrzebuję pana…

121 Total Views 2 Views Today

2 komentarzy “625 – na wsi”

  1. Bezp. napisał(a):

    Pan M. jest tylko człowiekiem i ma przed sobą nie lada wyzwanie…
    Myślisz, że rozmowa o tym co w Tobie siedzi nie pogorszy Twojego stanu? Ja się trochę boję, że jak ruszysz emocje to może dojść do kolejnej próby…
    Nawet po lekach Cię nosi to myślisz że psycholog będziesz w stanie rozmawiać? Pewnie weźmiesz tyle tabletek że będziesz mega naćpana nimi i ciężko będzie myśleć racjonalnie…
    Jesteś dla siebie zagrożeniem i myślę, że szpital aktualnie by Ci się przydał…
    Jeśli Pan M. Ci zaproponuje tą formę ucieczki to czy z niej skorzystasz? Pójdziesz na izbę czy uważasz, że dasz sobie radę sama?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.