627 – sesja

Dziś o 19:00 sesja. Jakoś minęły te dwa tygodnie, chodź nie wyszłam z nich cało.
Tak bardzo się boję, że pan M. mnie odtrąci. Że skrytykuje moje cięcie, w końcu napisał, żebym starała się wytrzymać. A ja nie dałam rady.
Boję się, że zrobi to, co poprzedni terapeuta. Pocięłaś się? Nie przychodź na sesję.
Od tygodnia jestem na Lorafenie. Inaczej nie dałabym rady. A mimo to jest we mnie ogromny lęk.

Próbuję skupić się na czytaniu „Uśpionej”, bo dostałam plik składu do akceptacji. Czytanie idzie mi bardzo wolno. Wciąż odpływam myślami. A przed sesją jeszcze praca…

Czuję, że od dzisiejszej sesji wiele zależy. Od reakcji pana M. na moją autoagresję. Czy przekreśli naszą trzyletnią relację? Jeśli mnie skrytykuje lub odrzuci, nie wyobrażam sobie dalszej współpracy z nim.

Pomóżcie… Tak bardzo się boję…

237 Total Views 1 Views Today

2 komentarzy “627 – sesja”

  1. brz_a_sk napisał(a):

    pewnie przeczytasz to po sesji, więc na spokojnie pewnie;
    Aniu popatrz na to co wyżej napisałaś to Twoje ultimatum i szantaż – widzisz to? zgodziłabyś się na takie traktowanie Ciebie? odnalazłabyś szacunek w tym?
    rozumiem desperację i wszystko co niesie choroba, nie mówię, że wyobrażam sobie moc emocji, które Tobą targają;
    oby terapeuta zdołał pokazać Ci, że jest inna droga – tak jak wychodzącemu z narkomanii, alkoholizmu czy jakichkolwiek innych przymusów;
    chyba i Ty musisz pomyśleć znowu o tym, że granic nikt Ci nie narzuci, jeśli Ty sam ich nie zrozumiesz i nie postawisz na swoim – by szanować to co uznasz za logiczne, nawet gdy nastanie taki czas jak ostatnio;
    wiem, że oddział bywa ratunkiem, kiedy nic nie wydaje się logiczne, choćby własnoręcznie wyryte na tablicy, wtedy szpitalny reset … i powrót do ustalonych – ze sobą samą zasad?
    wiesz, że żadna terapia nie może polegać na akceptowaniu jej rujnowania;
    może jest tak, że wszyscy świadomie Cię wspierali, nie godząc się na Twoją dezercję z tak trudno osiągniętej pozycji?
    ciekawe jak kiedyś, o tych 2 tygodniach, napiszesz w swoich książkach – będzie to miało pewnie znaczenie dla tych, którym opowiadasz o swoich zmaganiach z samą sobą przecież;

    jeśli wiesz co w moim wpisie jest bezsensowne zawsze pisz – próbuję rozumieć jak walczysz; dla mnie to wiedza dla Ciebie życie i o tym nie zapominam;

  2. Olga napisał(a):

    no… jesteś. Dobrze. ;]
    To tak – po pierwsze masz prawo się na niego wku…ć, nawrzeszczeć czy co tam jeszcze Ci przyjdzie do głowy, jeśli Cię odtrąci. Choć osobiście myślę, że tak nie będzie wcale i że on to nie poprzedni terapeuta, który był może i dobry dla kogoś innego, ale dla Ciebie nie był odpowiedni. Jak to dzisiaj przeczytałam rano u Kasi Miller – terapeutę też trzeba dobrać pod siebie, popróbować kilku, aż się znajdzie odpowiedniego. Czasem też wyrastamy z pewnych ludzi, potrzebujemy innych i to też jest normalnie. Niczego to nie przekreśla, a jedynie oznacza, że coś się zmieniło – na przykład w Tobie. Albo w terapeucie. Albo w relacji. Więc zamiast się zastanawiać co on może zrobić, to pomyśl czego Ty od niego potrzebujesz. A najlepiej mu o tym powiedz – zobaczymy, co z tym zrobi. Wiem, że trudne i pewnie powoduje jeszcze większy lęk przed odrzuceniem. Ale chyba warto…

    Po drugie – chciał żebyś się starała i próbowałaś, prawda? Nie poddałaś się, trwałaś, poszłaś do psychiatry, trzymałaś się długo, walczyłaś. Zrobiłaś to, o co prosił. Nie prosił o efekt, ale o podjęcie próby. I za to chyba nie może Cię odtrącić. A jeśli to zrobi, to patrz paragraf wyżej.

    Mam czasem wrażenie, że ludzie nie rozumieją, że autoagresja już jest karą. I nie można karać za karę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.