631 – przełom?

Z utęsknieniem czekam na przełom. Na dzień, w którym wstanę i będzie chciało mi się żyć. Będzie chciało mi się wstać.
Wczoraj cały dzień przespałam. Po powrocie z terapii nie miałam siły na nic. Wstałam dopiero późnym popołudniem, żeby zrobić obiad. A i to wydawało się ponad moje siły.
Najgorsze jest to, że w takim stanie nie potrafię pisać. Bestselleru nie ruszyłam od jakichś trzech tygodni.
Postanowiłam dziś spróbować, choćby na siłę. Otworzyłam plik na komputerze i zeszyt. Napisałam „Gdy wybiła godzina dwudziesta trzecia” i siedzę z długopisem zawieszonym nad kartką.
Popijam czarną kawę z kardamonem i zastanawiam się nad sensem życia.
Kupiona wczoraj przed sesją żyletka leży w zamkniętym opakowaniu. Nie użyłam jej, choć ciągnie niemiłosiernie.
Zapytałam psychiatrę, czy będę mogła do niego pisać w razie potrzeby podczas jego urlopu (dziś wyjeżdża). Zgodził się, podobno nie będę przeszkadzać.
Trafiłam na wspaniałych specjalistów i czuję się niewdzięczna, że cały czas popadam w kryzysy. Że ich praca idzie na marne.
Czuję się paskudnie. Chciałabym zapaść w głęboki, nieprzerwany sen.

117 Total Views 1 Views Today

1 komentarz

  1. Olga napisał(a):

    zasnąć i przespać… obudzić się jak już będzie dobrze. Lub chociażby lepiej. Jak ja to dobrze znam… Aż za dobrze.
    Dwie rzeczy mi przychodzą do głowy. Obie niezbyt miłe prawdopodobnie. Po pierwsze, to co przeczytałam wczoraj – znów u Miller, poprawia mi zawsze humor. Takie nasze stany są lub mogą być wyuczoną obroną. Sposobem przetrwania czegoś jeszcze gorszego. Bo w takich momentach możemy dostawać uwagę innych osób, więcej ich przejęcia się nami. Czyli tego, czego naprawdę potrzebujemy, tylko nie wiemy jak to inaczej dostać. Wyrabiamy więc sobie takie techniki (nie, wcale nieświadomie), bo one dają nam chociaż namiastkę tego, czego pragniemy. Może Tobie one też coś tam dają?… Jest nas więcej wokół Ciebie – psychoterapeuta, psychiatra, komentarze na blogu… Tylko się przy tym grzać. Brać i grzać się. 🙂 Świadomie i rozpustnie, zamiast samobiczowania, że się jest niewdzięcznym. Dla mnie wdzięczność to „dziękuję, że jesteście” a nie samonaprawienie się w trymiga. Bo gdybyś nie potrzebowała, to byś nie wołała, prawda? A skoro potrzebujesz, to znaczy że prosto się postawić do pionu nie jest. Ergo – nikt nie oczekuje, że jak się pojawi to jak magik nagle wyciągniesz z kapelusza Ciebie w stanie idealnym.

    Druga rzecz… Czy Mrówek zna Ciebie z lepszego stanu? Pytam bo… Bo dziś przydarzyło mi się coś, co dało mi do myślenia. Są ludzie, którzy nie są w stanie znieść dobrych momentów i świadomie je psują. Są też związki współuzależnieniowe, czyli takie gdzie druga osoba postrzega siebie tylko jako osobę będącą w związku z alkoholikiem, osobą chorą, czy…takimi wariatami jak my. 😛 I teraz, jak my się staramy jak robimy coś by było lepiej to im się zdarza ściągać nas w dół z powrotem. Bo innego stanu rzeczy nie znają, a ten znany jest w pewnym sensie komfortowy. Kryzysy są znane, a długie dobre momenty nie. Jak żona kupująca piwo, gdy alkoholik usilnie stara się nie pić, tak mam wrażenie że Mrówek zamiast Cię mądrze wspierać, to ściąga Cię na dno czasem. Ja wiem, że on też traci grunt, że też się pewnie stara i też mu ciężko. Ale… nie wiem, coś mi tak przyszło do głowy. Z drugiej strony ludzie, z którymi jesteśmy w związkach mogą nie rosnąć tak szybko jak my – wtedy też będą ciągnęli nas na dno. Może czas, żeby Mrówek też zaczął nad sobą pracować? Pracować by móc Cię wspierać i równoprawnie dbać o ten związek?
    Bo nie wiem, czy zauważyłaś – ale psychoterapeuta ma rację, jest coraz lepiej. A te dołki bolą Cię dlatego tak mocno, że masz coraz więcej górek i masz inne porównanie. Jechanie po równi pochyłej wcale nie boli tak bardzo, jak spadanie z wysokiej góry, na którą się samemu weszło. Trust me, I know. :]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.