635 – wyimaginowana choroba

Powiedziałam szefowi, że jestem chora. Skłamałam.
Przez cały tydzień przepracowałam cztery godziny. Godzina przy kompie, pięć w łóżku z płaczem.
Obiecałam, że w przyszłym tygodniu wszystko nadrobię. Tylko jak?
Z tymi myślami samobójczymi, przymusami autoagresywnymi, cisnącymi się do oczu łzami? Wszechogarniającym bezsensem?
Jak mam się zebrać w kupę? Możecie powiedzieć „przestań się nad sobą użalać i zacznij tyrać fizycznie, to przejdzie ci depresja”. A gówno prawda. Harowałam fizycznie a objawy tylko się nasilały.
Mam siłę tylko leżeć w łóżku, a i to mnie męczy. Męczą mnie myśli. I przymusy. I ta nieodparta chęć powieszenia się, choć nie po to, by umrzeć, a skrzywdzić się. Jak kiedyś. Nie podwieszałam się od trzech lat. Dzieki pomocy pana M. Wiem, że bardzo bym go tym zawiodła…

164 Total Views 1 Views Today

2 komentarzy “635 – wyimaginowana choroba”

  1. Margaret napisał(a):

    Aniu nie sklamalas. Proponowane Ci szpital pamiętasz?

  2. Hekate napisał(a):

    Nie możesz poprosić o zwiększenie dawki antydepresantu? Ja na pewnym etapię musiałam brać 225mg wenlafaksyny, dla porównania teraz jestem na 75mg.
    Coś, co mi też pomaga w takich momentach to słowa terapeutki. Żeby się nie zadręczać tym, że jest źle. Nie myśleć jaka jesteś do dupy z powodu swojego stanu. Tylko to przyjąć. Zaakceptować to jak jest. Wiadomo, że to nie spowoduje euforii, ale odpadnie złość i frustracja na samą siebie. Masz prawo się źle czuć. I problem ma tylko ten, kto tego ewentualnie nie zrozumie. Nie Ty. Długo mi zabrało, żeby się tego nauczyć. Ale za to teraz w chujowych momentach nie obwiniam sama siebie. I nie pozwalam by inni to robili. Bo to NIE Twoja wina. Nie masz na to wpływu.
    Za to jak w końcu będzie lepiej, to będziesz miała więcej siły, żeby nad sobą pracować, żeby takie momenty pojawiały się jak najrzadziej.
    To minie, musisz przeczekać. Trzymaj się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.