Monthly Archives: Wrzesień 2018

660 – sens znów poszedł się…

Sens znów poszedł się jebać. I chyba nie ma zamiaru wracać.
Napisałam dziś kawałek rozdziału i zamknęłam zeszyt.
Jest mi smutno. Łzy cisną się do oczu. Mrówek powtarza, że piszę pierdoły i chyba mu uwierzyłam. Znów zastanawiam się nad porzuceniem pisania. Szkoda czasu. Mam z tego marny grosz i nic więcej. Powinnam skupić się na pracy i zarabianiu pieniędzy, którymi tak gardzę.
Brak sesji od miesiąca daje się we znaki. We wtorek terapia. Nareszcie…

659 – Bohema

Siedzę od siódmej i zgadnijcie, co robię? Tak, piszę Bohemę!
Nie mogłam się doczekać, kiedy wrócę do tej książki. Zaczęłam ją kilka lat temu, kiedy jeszcze raczkowałam w pisaniu.
Na razie opracowuję kilka napisanych rozdziałów.
Wiecie, ja tak bardzo kocham pisać!
Za niecałe trzy tygodnie premiera Autoterapii. Ale bardziej czekam na premierę Uśpionej, bo tak bardzo jestem ciekawa Waszej opinii o mojej pierwszej beletrystyce! Mam nadzieję, że Wam się spodoba!

658 – powrót!

Dziś nastrój zgoła inny. Jest siła. Jest moc!
Wstałam o siódmej i zabrałam się za pisanie ostatniego rozdziału Bestselleru. I wiecie, co? Skończyłam! To znaczy skończyłam wstępną wersję. Teraz, jak zwykle, sto razy trzeba przeczytać, poprawiać itd. Jednak wstępnie Bestseller jest napisany!
Wyszło słońce. I u mnie promiennie.
Myślami jestem już w Bohemie. Nie mogę się doczekać, kiedy zacznę ją pisać! Aha, tym razem trup nie będzie się ścielił gęsto. Nie będzie porwań, seryjnych morderców ani innych, brutalnych zbrodni. Za to będzie bardzo psychologicznie.

657 – nadchodzi…

Czyżby nadchodził kolejny kryzys? Jest mi źle i smutno od wczorajszego popołudnia.
Zaczęłam wątpić w sens pisania. Siedzę od siódmej trzydzieści nad zeszytem i napisałam jedno zdanie. Po co mam pisać? Przecież tyle ludzi wydaje książki. Na co komu kolejne?
Deszcz wygrywa smutną melodię na parapecie. Pogoda dostroiła się do mojego samopoczucia. Słońce nie wypala melancholii.
Sensie życia… gdzie jesteś?

654 – urlop

Od wczorajszego wieczoru jesteśmy u moich rodziców.
Obudziłam się dziś o wpół do ósmej. Wzięłam zeszyt z Bestsellerem i popijając kawę, machałam długopisem nad kartką. Nic nie napisałam. Ani słowa.
Zaczęłam za to czytać. Siedziałam sobie na huśtawce na tarasie i pochłaniałam książkę „Polscy seryjni mordercy”.
Rano byliśmy na długim spacerze w lesie. Pod wieczór byliśmy w lesie na rowerach.
Czuję, że tu wypocznę. I odżyję psychicznie.
Tylko żebym jeszcze mogła pisać…