Monthly Archives: Wrzesień 2018

665 – wyjście

Wczoraj przyjechała do naszego miasta szwagierka ze swoim chłopakiem.
Najpierw poszliśmy do jednego pubu, ale zmyliśmy się stamtąd – przyszły jakieś łyse pały i darły mordy.
Przenieśliśmy się do baru literackiego. Mojego ulubionego. Atmosfera zupełnie inna. Cicha muzyka, ludzie na poziomie, dobre piwo i drinki. Uwielbiam ten klimat!
A dziś? Dziś leczę kaca, hehe.

663 – terapia borderline: cięcie jako masturbacja

Bardzo stresowałam się dzisiejszą sesją. Miesiąc przerwy sprawił, że zupełnie odzwyczaiłam się od rozmawiania o problemach.
Dużo mówiłam o wakacjach, jednak rozmawialiśmy też o trudnościach w wyrażaniu i odczuwaniu złości.
– Pani umie wyrażać złość tylko na Mrówka, prawda?
– Tak, i w ogóle odczuwać ją w stosunku do niego. Jeśli chodzi o inne osoby, nie potrafię odczuwać złości.
– Bo pani tę złość przerzuca na siebie.
– I się tnę.
– No właśnie, a dla nas jest ważne, żeby pani nie odreagowywała na sobie i nie krzywdziła swojego ciała.
Od słowa do słowa i nagle z ust pana M. padło kontrowersyjne stwierdzenie.
– Bo dla pani cięcie się pełni rolę masturbacji.
Skojarzyło mi się to z sytuacjami w pracy.
– Kiedy na przykład obierałam ziemniaki, mówiłam sobie, że jak skończę, to w nagrodę się potnę.
– Bo sprawia to pani pewien rodzaj przyjemności, prawda?
Nie mogłam się z tym nie zgodzić.

662 – powrót

Powrót do domu, powrót do pracy. Niestety.
Jednak przez te trzy tygodnie na wsi wypoczęliśmy. Zrobiliśmy ponad sto kilometrów na rowerach. Jedyne co, to się nie wysypiałam.
Skończyłam pisać Bestseller, zaczęłam Bohemę. Także plany pisarskie spełnione. Zaczęłam także nanoszenie poprawek na Bestseller. To pierwsze czytanie, więc mam lekki stresik. Czy to ma sens? Mam nadzieję, że tak, choć już od początku wyłapuję nieścisłości. Nic to, trzeba ją porządnie zredagować.

660 – sens znów poszedł się…

Sens znów poszedł się jebać. I chyba nie ma zamiaru wracać.
Napisałam dziś kawałek rozdziału i zamknęłam zeszyt.
Jest mi smutno. Łzy cisną się do oczu. Mrówek powtarza, że piszę pierdoły i chyba mu uwierzyłam. Znów zastanawiam się nad porzuceniem pisania. Szkoda czasu. Mam z tego marny grosz i nic więcej. Powinnam skupić się na pracy i zarabianiu pieniędzy, którymi tak gardzę.
Brak sesji od miesiąca daje się we znaki. We wtorek terapia. Nareszcie…

659 – Bohema

Siedzę od siódmej i zgadnijcie, co robię? Tak, piszę Bohemę!
Nie mogłam się doczekać, kiedy wrócę do tej książki. Zaczęłam ją kilka lat temu, kiedy jeszcze raczkowałam w pisaniu.
Na razie opracowuję kilka napisanych rozdziałów.
Wiecie, ja tak bardzo kocham pisać!
Za niecałe trzy tygodnie premiera Autoterapii. Ale bardziej czekam na premierę Uśpionej, bo tak bardzo jestem ciekawa Waszej opinii o mojej pierwszej beletrystyce! Mam nadzieję, że Wam się spodoba!

658 – powrót!

Dziś nastrój zgoła inny. Jest siła. Jest moc!
Wstałam o siódmej i zabrałam się za pisanie ostatniego rozdziału Bestselleru. I wiecie, co? Skończyłam! To znaczy skończyłam wstępną wersję. Teraz, jak zwykle, sto razy trzeba przeczytać, poprawiać itd. Jednak wstępnie Bestseller jest napisany!
Wyszło słońce. I u mnie promiennie.
Myślami jestem już w Bohemie. Nie mogę się doczekać, kiedy zacznę ją pisać! Aha, tym razem trup nie będzie się ścielił gęsto. Nie będzie porwań, seryjnych morderców ani innych, brutalnych zbrodni. Za to będzie bardzo psychologicznie.

657 – nadchodzi…

Czyżby nadchodził kolejny kryzys? Jest mi źle i smutno od wczorajszego popołudnia.
Zaczęłam wątpić w sens pisania. Siedzę od siódmej trzydzieści nad zeszytem i napisałam jedno zdanie. Po co mam pisać? Przecież tyle ludzi wydaje książki. Na co komu kolejne?
Deszcz wygrywa smutną melodię na parapecie. Pogoda dostroiła się do mojego samopoczucia. Słońce nie wypala melancholii.
Sensie życia… gdzie jesteś?