667 – terapia borderline: jestem tak szczęśliwa, że mi smutno

Do gabinetu weszłam rozanielona. Od razu pokazałam terapeucie książkę.
– W końcu ją mam! Chce pan zobaczyć? – Powiedziałam z wielkim bananem na twarzy.
– Oczywiście – uśmiechnął się.
Wziął ją i obejrzał. Przeczytał opis na tylnej okładce i skrzydełkach.
– No… – rzekł po chwili. – Ładnie wydana, zachęca do kupna. A to słowo „borderline” w tytule to pomysł wydawnictwa czy pani?
A ja już… Czy mnie skrytykuje? Czy powie, że przecież ja nie mam pogranicznego zaburzenia osobowości? I dlaczego się tego boję?
– Mój. Chodziło mi o łatwiejsze indeksowanie w przeglądarkach.
– Świetny pomysł! – Znów się uśmiechnął.
– Wie pan, wczoraj był najszczęśliwszy dzień mojego życia.
– Tak?
– Spełniłam swoje największe marzenie. W końcu wzięłam do rąk swoją książkę.
– No tak – odpowiedział promiennie.
– Jestem tak szczęśliwa, że aż smutna.
– Dlaczego?
– Bo spełniłam swoje marzenie i teraz czuję jakąś pustkę.
– Bo już nie ma co spełniać.
– Teraz trzeba sięgać wyżej! A za niecałe dwa miesiące premiera Uśpionej!
Przez całą tę rozmowę, pan M. uśmiechał się do mnie szczerze. Czułam się tak dobrze. Aż do chwili, gdy rozmowa zeszła na seks… Ale o tym innym razem.

114 Total Views 1 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Solve : *
8 + 21 =