Monthly Archives: Listopad 2018

690 – wieści z frontu

Przychodzę, żeby Wam powiedzieć, że u mnie już dobrze. Od tygodnia jestem na sertralinie 250mg i to postawiło mnie na nogi.
Sporo pracuję i czytam. Z pisania na razie nici – brak weny czy czegoś tam. Myślę, jak dalej mają potoczyć się losy bohaterów i jakie piekło im zgotować, hehe.
Za sześć dni premiera „Uśpionej”! Nie mogę się już doczekać pierwszych recenzji, choć z drugiej strony bardzo się ich obawiam. Oby nie było, jak ostatnio…
Jedenaście dni do spotkania autorskiego, a mi już na samą myśl trzęsą się ręce. Bardzo chcę się z Wami spotkać, ale lęk przed ludźmi i rozmową mnie paraliżuje. Mam nadzieję, że nie obrazicie się, jeśli wezmę Lorafen? Chciałabym, abyśmy wszyscy dobrze się czuli podczas spotkania. A kto wie, może będą kolejne w innych miastach?
Znów zaczęłam się przestawiać ze wstawaniem. Już nie podrywam się o siódmej z łózka. Budzę się bliżej dziesiątej. Chodzę spać później. Chyba niezbyt mi to odpowiada… Lubiłam to poranne czytanie lub pisanie przed pracą.
Jeśli chodzi o „Bohemę”, nie mogę się jeszcze zdecydować, jaki gatunek to będzie. Na pewno psychologiczny, ale czy dramat, czy thriller? To się jeszcze okaże.

Przedwojenny konkurs literacki „Już nie zapomnisz mnie”

Może ktoś ma ochotę wziąć udział w konkursie literackim?

Można napisać zarówno swoją własną opowieść, jak i fanfiction.
Temat jest dowolny.
Praca nie musi nawiązywać do samych przedwojennych aktorów, okresu międzywojennego ani do Polski.

Trzeba wybrać dwóch bohaterów, a później należy wzorować się na nich w swoim opowiadaniu. Kwestia interpretacji leży w rękach uczestnika. Można łączyć bohaterów, wybierając np. Onufrego Ruczyńskiego i Joasię Wiśniewską.
Jeden bohater filmowy to jeden bohater w opowiadaniu.
Uczestnik musi zinterpretować fragmenty, gdzie występują bohaterowie (charakterystyczna cecha, sposób mówienia, wypowiedziane zdanie, dialog, monolog, wygląd, zachowanie lub piosenka).

Szczegóły konkursu po kliknięciu w link poniżej:

689 – byłam w ciąży!

Nie no, to był tylko sen. Pojebany sen.

Byłam w ciąży i wzięłam tabletkę wczesnoporonną. Ssałam ją w ubikacji. Nagle zaczęłam krwawić. Spanikowałam. Czyżby tabletka już zadziałała?
Poroniłam. Urodziłam sporego, martwego niemowlaka. Spojrzałam na tego zakrwawionego człowieczka ze łzami w oczach i wyszeptałam „Anulka”… To byłam ja! Urodziłam sama siebie!

Po przebudzeniu sporo na ten temat myślałam. Doszłam do wniosku, że ten niemowlak to moja twórczość. A tabletka to ten cały hejt i krytykanctwo. Jeśli będę je brać tak do siebie, stracę to, co dla mnie najcenniejsze.

687 – spotkanie

Wczorajszy dzień i wczorajsza krytyka moich książek uświadomiła mi jedno. Chyba jeszcze nie jestem gotowa na spotkanie autorskie.
Bo co, jeśli pojawi się na nim ktoś, kto podda w wątpliwość jakość moich powieści? Jeśli je skrytykuje? Przecież ja się rozpłaczę i stamtąd ucieknę.
Jestem bardzo słaba psychicznie. Nie potrafię z godnością wziąć krytyki na klatę.
Nie wiem… Nie wiem, co robić…

Muszę koniecznie poruszyć ten temat na jutrzejszej sesji.
Wysłałam wczoraj rozpaczliwego SMS do Pana M. Nie odpisał. Ostatnio pytałam, czy jest zły o te wiadomości. Powiedział, że nie. Ale to, że wczoraj nie odpisał, odebrałam jako karę za SMS w sobotę.
Czuję się taka beznadziejna…

686 – krytyka

Powinnam się już na nią uodpornić. Ale nic z tego. W dalszym ciągu krytyka sprawia, że nie chce mi sie żyć. Usłyszałam, na podstawie fragmentu, że moja powieść to szmira i jest wątpliwej jakości. Dodatkowo osoba to twierdząca ma zniechęcać do kupowania moich książek.
Powinnam to olać. A siedzę i płaczę. Napisałam kolejnego rozpaczliwego SMS do Pana M., choć przecież jest sobota i też na pewno chce odpocząć.
Cały dzisiejszy dzień spędziłam w łóżku. Nie chcąc, nie potrafiąc wstać i żyć.
Czuję, że straciłam sens życia. Że straciłam wszystko.

685 – psychiatra

– A już myślałem, że będzie dobrze… – powiedział psychiatra, gdy mnie zobaczył.
Gdy opowiedziałam o wszystkim, chciał, żebym poszła do szpitala. Odmówiłam.
Lekarz zastanawiał się nad zmianą leków. Ale że wypróbowałam już chyba całą aptekę, zostaliśmy przy tym, co jest.
Przez tydzień mam się leczyć wspomagająco Lorafenen. Jeśli to nie pomoże, zwiększyły dawkę sertraliny do 250mg. Arypiprazol bez zmian, 15mg.
Stwierdził, że jestem bardzo odporna na leki. To prawda. Mój mózg mało tego, że jest oporny,to jeszcze reaguje niestandardowo. Coś, co ma uspokajać, pobudza mnie i odwrotnie. Sertralina z arypiprazolem jest wyjątkiem. Nie pamiętam już co to są lęki. A i napęd jest lepszy, choć w kryzysach spałabym cały czas.
– Ja juz mam dość, doktorze. To zawsze wraca.
– Ale te kryzysy nie są już takie jak kilka lat temu.
– Jakoś tego nie widzę – powiedziałam, zastanawiając się nad tym, że terapeuta tez to ostatnio powiedział.
– Jak każdy w takim stanie. Ale ja widzę, że te okresy dobrego samopoczucia są dłuższe. Idzie pani w górę, idzie, a potem spada. Ale za każdym razem o jeden schowek wyżej.
No może… Moze coś w tym jest, tylko teraz tego nie dostrzegam?

Musi mi się poprawić. Nie chce umierać. I muszę być w formie na spotkanie autorskie.

Sprezentowałam doktorowi Autoterapię z dedykacją. Ucieszył się.

684 – szpital?

Powiedziałam wczoraj panu M., że w sobotę miałam zamiar zrealizować myśli samobójcze.
– W takim razie powinna pani iść do szpitala – powiedział zdecydowanie.
Gdy usłyszał, że widzę się dziś z psychiatrą, odpuścił.

Wizyta u lekarza o 19:00. Boję się, że i on będzie chciał mnie wysłać za kraty. Wiem, jeszcze kilka dni temu sama chciałam tam iść. Ale dziś? Dziś wiem, że muszę pozostać na wolności. Muszę pracować, choć najchętniej spałabym cały dzień.

Od tygodnia jestem na Lorafenie. Gdyby nie to… wolę nie myśleć.

Nie wyobrażam sobie udziału w spotkaniu autorskim. Mam ochotę je odwołać. Choć, jak to podkreślił pan M., został jeszcze prawie miesiąc. Może mi się polepszy? Oby.

Ja już nie chcę tak cierpieć!

683 – terapia borderline: ból, cierpienie i zamiary samobójcze

To była łzawa sesja. Przesiedziana nieruchomo, nie licząc sięgania po chusteczki. Wpatrzona w jeden punkt na swoich spodniach.
Chciałabym ją opisać dokładnie, bo była ważna. Ale nie mam na to siły. Wybaczcie.
Terapeuta odniósł się do SMS. Jednak nie w sposób, w jaki się spodziewałam.
– Co się takiego zadziało, że napisała Pani do mnie SMS?
Opowiedziałam mu ostatnie dni. Choć raczej mówiłam półsłówkami i wszystko musiał ze mnie wyciągać.
W końcu odważyłam się zapytać o jego stosunek do tych SMS.
– A nie jest pan zły o te wiadomości?
– A czemu miałbym być zły?
– Nie wiem… poprzedni terapeuta był.
– Nie, nie jestem. Myślę, że sam fakt, że pani do mnie napisze, działa uspokajająco. Nie jest ważne, co ja odpiszę.
Kamień spadł mi z serca. W końcu uzyskałam odpowiedź u źródła. Mogę pisać SMS, kiedy nie daję sobie z sobą rady.
Chciałam mu powiedzieć, że to, że odpisuje tez jest niezwykle ważne. Że to „porozmawiamy o tym za dwa dni” jest dla mnie sygnałem, że mam na co czekać. Że muszę przeżyć, aby móc z nim porozmawiać i poczuć ulgę. Ale myślę, że on o tym wie.
– Ważne jest natomiast, abyśmy pamiętali o tym, że to na sesji rozmawiamy.
Tak, oczywiście panie M. To nie ulega wątpliwości i w pełni się z tym zgadzam.

Szczerze? Nigdy nie sądziłam, że mogę trafić na tak cierpliwego i pełnego empatii terapeutę, który będzie doskonałym specjalistą.
Odejście od pana S. i zamiana go na pana M. była najlepszą decyzją w moim życiu.

682 – czarna dziura

Wczoraj była czarna rozpacz. Dziś jest czarna dziura. Pustka.
Wczoraj byłam na granicy samobójstwa. Nie pamiętam, kiedy ostatnio było tak źle. Że planowałam odejść. PLANOWAŁAM.
Odkąd jestem w terapii u pana M. samobójczość zeszła do punktu, w którym nie zagrażałam bezpośrednio swojemu życiu. Owszem, pojawiały się myśli samobójcze, ale raczej bez zamiaru realizacji.
Wczoraj chciałam się unicestwić. Dziś? Dziś mnie nie ma. Nie istnieję. Nie ma emocji. Jest pustka. Czarna dziura.