Monthly Archives: Listopad 2018

692 – bezsensie, witaj

Oo, bezsens! Bezsens mnie odwiedził! Tak dawno go nie było. Miło pana widzieć, bezsensie.
Rano próbowałam pisać. Nie postawiłam ani jednej litery. Potem stwierdziłam, że poczytam. Przeczytałam dwie strony. Wstałam z łóżka z mocnym postanowieniem przepisywania Bohemy na komputerze. Skończyło się jedynie na otwarciu pliku i gapieniu w migający kursor.
Jak ja kocham ten stan! Całkowitej bezproduktywnosci. Czas leci między palcami a ja płaczę, że mam go coraz mniej.
Panie M., ratuj mnie!

691 – źle jest, smutno jest

Znowu – powiecie.
Ano znowu. Nic na to nie poradzę. Za pięć dni spotkanie, a ja że stresu dostałam okres o kilka dni za wcześnie. Od rana jestem na Lorafenie.
Czego ja się tak bardzo boję? W sumie sama nie wiem.
Ten smutek. Ten bezsens. Czy wróciły jako samospełniająca się przepowiednia?
Bo przecież podświadomie założyłam, że przed spotkaniem mi się pogorszy. Bo jakże mogłoby być inaczej?
– Ma pani pomysł skąd ten smutek? – Zapytał dziś terapeuta.
– No właśnie nie wiem…
– A co sie pani z nim kojarzy?
Pierwsze, co mi przyszło na myśl pozornie nie miało związku z tematem naszej rozmowy.
– Kiedy byłam młodsza, że wszystkiego rezygnowałam. Rodzice nie pozwalali mi wyjeżdżać np. na Woodstock. Potem już sama nie chciałam. Bałam się. Pytałam ich o zgodę i miałam nadzieję, że się nie zgodzą.
Gdy o tym mówiłam, pomyślałam sobie, że jakaś część mnie chce nie dojść na te Targi. Może stąd ten smutek? Z obawy, że mogę zasabotować własne spotkanie autorskie? Może…
Niemniej jednak jest mi tak smutno. Jest mi tak źle…

690 – wieści z frontu

Przychodzę, żeby Wam powiedzieć, że u mnie już dobrze. Od tygodnia jestem na sertralinie 250mg i to postawiło mnie na nogi.
Sporo pracuję i czytam. Z pisania na razie nici – brak weny czy czegoś tam. Myślę, jak dalej mają potoczyć się losy bohaterów i jakie piekło im zgotować, hehe.
Za sześć dni premiera „Uśpionej”! Nie mogę się już doczekać pierwszych recenzji, choć z drugiej strony bardzo się ich obawiam. Oby nie było, jak ostatnio…
Jedenaście dni do spotkania autorskiego, a mi już na samą myśl trzęsą się ręce. Bardzo chcę się z Wami spotkać, ale lęk przed ludźmi i rozmową mnie paraliżuje. Mam nadzieję, że nie obrazicie się, jeśli wezmę Lorafen? Chciałabym, abyśmy wszyscy dobrze się czuli podczas spotkania. A kto wie, może będą kolejne w innych miastach?
Znów zaczęłam się przestawiać ze wstawaniem. Już nie podrywam się o siódmej z łózka. Budzę się bliżej dziesiątej. Chodzę spać później. Chyba niezbyt mi to odpowiada… Lubiłam to poranne czytanie lub pisanie przed pracą.
Jeśli chodzi o „Bohemę”, nie mogę się jeszcze zdecydować, jaki gatunek to będzie. Na pewno psychologiczny, ale czy dramat, czy thriller? To się jeszcze okaże.

Przedwojenny konkurs literacki „Już nie zapomnisz mnie”

Może ktoś ma ochotę wziąć udział w konkursie literackim?

Można napisać zarówno swoją własną opowieść, jak i fanfiction.
Temat jest dowolny.
Praca nie musi nawiązywać do samych przedwojennych aktorów, okresu międzywojennego ani do Polski.

Trzeba wybrać dwóch bohaterów, a później należy wzorować się na nich w swoim opowiadaniu. Kwestia interpretacji leży w rękach uczestnika. Można łączyć bohaterów, wybierając np. Onufrego Ruczyńskiego i Joasię Wiśniewską.
Jeden bohater filmowy to jeden bohater w opowiadaniu.
Uczestnik musi zinterpretować fragmenty, gdzie występują bohaterowie (charakterystyczna cecha, sposób mówienia, wypowiedziane zdanie, dialog, monolog, wygląd, zachowanie lub piosenka).

Szczegóły konkursu po kliknięciu w link poniżej:

689 – byłam w ciąży!

Nie no, to był tylko sen. Pojebany sen.

Byłam w ciąży i wzięłam tabletkę wczesnoporonną. Ssałam ją w ubikacji. Nagle zaczęłam krwawić. Spanikowałam. Czyżby tabletka już zadziałała?
Poroniłam. Urodziłam sporego, martwego niemowlaka. Spojrzałam na tego zakrwawionego człowieczka ze łzami w oczach i wyszeptałam „Anulka”… To byłam ja! Urodziłam sama siebie!

Po przebudzeniu sporo na ten temat myślałam. Doszłam do wniosku, że ten niemowlak to moja twórczość. A tabletka to ten cały hejt i krytykanctwo. Jeśli będę je brać tak do siebie, stracę to, co dla mnie najcenniejsze.

687 – spotkanie

Wczorajszy dzień i wczorajsza krytyka moich książek uświadomiła mi jedno. Chyba jeszcze nie jestem gotowa na spotkanie autorskie.
Bo co, jeśli pojawi się na nim ktoś, kto podda w wątpliwość jakość moich powieści? Jeśli je skrytykuje? Przecież ja się rozpłaczę i stamtąd ucieknę.
Jestem bardzo słaba psychicznie. Nie potrafię z godnością wziąć krytyki na klatę.
Nie wiem… Nie wiem, co robić…

Muszę koniecznie poruszyć ten temat na jutrzejszej sesji.
Wysłałam wczoraj rozpaczliwego SMS do Pana M. Nie odpisał. Ostatnio pytałam, czy jest zły o te wiadomości. Powiedział, że nie. Ale to, że wczoraj nie odpisał, odebrałam jako karę za SMS w sobotę.
Czuję się taka beznadziejna…

686 – krytyka

Powinnam się już na nią uodpornić. Ale nic z tego. W dalszym ciągu krytyka sprawia, że nie chce mi sie żyć. Usłyszałam, na podstawie fragmentu, że moja powieść to szmira i jest wątpliwej jakości. Dodatkowo osoba to twierdząca ma zniechęcać do kupowania moich książek.
Powinnam to olać. A siedzę i płaczę. Napisałam kolejnego rozpaczliwego SMS do Pana M., choć przecież jest sobota i też na pewno chce odpocząć.
Cały dzisiejszy dzień spędziłam w łóżku. Nie chcąc, nie potrafiąc wstać i żyć.
Czuję, że straciłam sens życia. Że straciłam wszystko.