683 – terapia borderline: ból, cierpienie i zamiary samobójcze

To była łzawa sesja. Przesiedziana nieruchomo, nie licząc sięgania po chusteczki. Wpatrzona w jeden punkt na swoich spodniach.
Chciałabym ją opisać dokładnie, bo była ważna. Ale nie mam na to siły. Wybaczcie.
Terapeuta odniósł się do SMS. Jednak nie w sposób, w jaki się spodziewałam.
– Co się takiego zadziało, że napisała Pani do mnie SMS?
Opowiedziałam mu ostatnie dni. Choć raczej mówiłam półsłówkami i wszystko musiał ze mnie wyciągać.
W końcu odważyłam się zapytać o jego stosunek do tych SMS.
– A nie jest pan zły o te wiadomości?
– A czemu miałbym być zły?
– Nie wiem… poprzedni terapeuta był.
– Nie, nie jestem. Myślę, że sam fakt, że pani do mnie napisze, działa uspokajająco. Nie jest ważne, co ja odpiszę.
Kamień spadł mi z serca. W końcu uzyskałam odpowiedź u źródła. Mogę pisać SMS, kiedy nie daję sobie z sobą rady.
Chciałam mu powiedzieć, że to, że odpisuje tez jest niezwykle ważne. Że to „porozmawiamy o tym za dwa dni” jest dla mnie sygnałem, że mam na co czekać. Że muszę przeżyć, aby móc z nim porozmawiać i poczuć ulgę. Ale myślę, że on o tym wie.
– Ważne jest natomiast, abyśmy pamiętali o tym, że to na sesji rozmawiamy.
Tak, oczywiście panie M. To nie ulega wątpliwości i w pełni się z tym zgadzam.

Szczerze? Nigdy nie sądziłam, że mogę trafić na tak cierpliwego i pełnego empatii terapeutę, który będzie doskonałym specjalistą.
Odejście od pana S. i zamiana go na pana M. była najlepszą decyzją w moim życiu.

108 Total Views 4 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Solve : *
23 + 8 =