712 – Święta

Przez całe długie lata nienawidziłam Świąt. Wydawały mi się takie sztuczne, te wymuszone pytania i wymijające odpowiedzi. I myśl, żeby jak najszybciej odejść od stołu.
A teraz? Uwielbiam tę atmosferę. Cieszę się, że spotkam się z rodziną.
Może to dlatego, że jestem szczęśliwa?

Podziel się!

710 – weno, wróciłaś!

Tak, to prawda! Wena sobie o mnie przypomniała, zatęskniła to i wróciła!
Zaczęłam dziś pisać dziewiąty i dziesiąty rozdział Bohemy. Jednego jest więcej niż pół, drugiego jedna trzecia. A tym razem rozdziały będą dłuższe niż zazwyczaj – rozkręcam się, hehe.
Pomysły wpadają mi do głowy jak szalone. Mam sporo materiału do napisania kilku rozdziałów. Tylko, weno, nie odchodź!
Bo wena to taka franca, co lubi przepadać bez wieści, a ty zostajesz sam i zastanawiasz się, czy kiedykolwiek wróci? Znacie to? Nienawidzę.
Wizja następnej sesji za prawie trzy tygodnie uspokaja mnie. To jeszcze sporo czasu na dogłębne przemyślenie sprawy i znalezienie rozwiązania.
Oczywiście po wczorajszej, przemilczanej sesji nie omieszkałam znów impulsywnie wysłać SMS do pana M. Co jest ze mną nie tak, że zawracam chłopu głowę poza gabinetem? Strasznie się o to na siebie wkurwiam i jednocześnie mam poczucie wstydu i winy. Przejebane.
I tym miłym akcentem narazie żegnam się z Wami.
Do poczytania!

Podziel się!

709 – terapia borderline: kryzys w relacji

Od dwoch sesji przeżywam poważny kryzys relacji z panem M. Dziś kolejną sesję przemilczałam. Nie potrafiłam odezwać się słowem.
Siedziałam nieruchomo i gapiłam się na swoje dłonie, bawiłam paznokciem. Chciałam, żeby sesja skończyła się jak najszybciej.
Zapłaciłam i wyszłam z gabinetu bez pożegnania się.
Następna sesja 7 stycznia. Za trzy tygodnie. Będę miała dużo czasu na przemyślenie, czy dalsza terapia ma sens…

Podziel się!

708 – dobry psychiatra nie jest zły

Pan T. to mój psychiatra. Znamy się od pierwszego kwietnia 2014 roku.
Trafiłam do niego zupełnie przypadkiem. Przez niefortunną pomyłkę rejestratorki. Otóż zapomniała do mnie zadzwonić, że lekarka, do której byłam umówiona na ten dzień, zmieniła godziny przyjmowania. A to, wiecie, wszystko na NFZ. Termin przepadł, a że byłam pierwszy raz, na następny musiałabym czekać znów dwa-trzy miesiące.
Pani rejestratorka tak się przejęła, że poszła zapytać pana T., czy mnie nie przyjmie. I zgodził się.
Teraz leczę się u niego prywatnie.
W dniu, kiedy napisałam do pana M., że przerywam terapię, wieczorem odezwałam się do pana T.
Chwilę popisaliśmy aż przekonał mnie, że chęć przerwania terapii jest normalną częścią procesu. To między innymi po rozmowie z nim, napisałam do pana M., że będę normalnie na sesji.
Pan T. wyciągał mnie z niezłych bagien. Albo podczas spotkania, albo przez telefon. Taki psychiatra, to dobre dopełnienie do psychoterapeuty.

Podziel się!