696 – terapia borderline: agresja, czyli zrobię ci na złość!

Do gabinetu weszłam rozpromieniona. W końcu miałam powód. Od soboty nie mogłam się doczekać aż opowiem panu M. o targach. Powiedziałam, co miałam powiedzieć i nastała cisza. Rozmowa miała zmierzać już tylko w jednym kierunku.
– Ale przez tę radość przebija się smutek.
– Nic dziwnego, że ten smutek się pojawia. Może mieć to związek z pani rezygnowaniem z pozytywnych doświadczeń. Niewiele brakowało, a na te targi też by pani nie pojechała. Prawda?
Nie mogłam się z nim nie zgodzić.
A potem już od słowa do słowa. Od zdania do zdania, pan M. wciągnął mnie w temat autodestrukcji, kryzysów i agresji. Terapeuta tego nie powiedział na głos, ale czułam, że znów moja mimika się zmieniła. Wpatrzona w swoje dłonie, skubałam paznokieć. Fala rozpaczy zalała oczy i nagle obraz się rozmył. Nie widziałam już swoich rąk, a jedynie czarniejące plamy. Kiedy będzie koniec sesji?
– Bo pani tego wciąż nie czuje, prawda? Że będąc obojętną w takich stanach kryzysowych jest pani agresywna w stosunku do ludzi i świata.
Znów potwierdziłam jego słowa. Ale coś we mnie krzyczało, że nie ma racji.
– Wtedy myśli pani, że ma prawo do takiego zachowania, bo źle się pani czuje.
Przytaknięcie i narastający opór. Głos wewnętrzny podpowiadający, że nie ma racji. Że przecież MAM PRAWO być obojętna, gdy jest mi źle. Bo to moja i tylko moja sprawa. Nikt i nic się nie liczy. To właśnie jakoś wtedy zachciało mi się ciąć, czego nie powiedziałam.
Wychodząc z gabinetu miałam plan, by się okaleczyć. Ale po chwili zaczęłam się zastanawiać nad tą potrzebą.
Czy nie byłoby to „zrobię ci na złość, bo zepsułeś mi humor” i „już ja ci pokażę, że taka ja jest prawdziwa”! Wyłapałam schemat, bo już go rozumiem. Co nie sprawia, że ciąć się chce mniej…

217 Total Views 1 Views Today

5 komentarzy “696 – terapia borderline: agresja, czyli zrobię ci na złość!”

  1. Gosia pisze:

    Aniu kochana nie rób tego. Dla siebie. Nie rozumiem tej sesji. Czemu tak przebiegla. Ale taka bylas radosna. Ciesz sie proszę tym co osiągnęłaś. Przytulam Cie bardzo mocno

  2. Podpis pisze:

    Żadnych zmian nie ma po spotkaniach z terapeuta. Nazywasz go panem eM, tak jakbyś była w nim zakochana, jakby to był Twój Bóg, najlepsza osoba w Twoim zyciu. Tymczasem Ty mu płacisz ciężkie pieniądze za to, a on daje Ci powody do okaleczeń. Ciekawe, czy to czyta. Mówisz mu w ogóle o tym, ze piszesz o nim bloga? Mam wrażenie, ze na sile chodzisz do terapeuty, żeby moc opowiadać o tym na blogu i sie promować. Za dużo tu uzewnętrzniania sie.
    On takie dziewczynki jak Ty ma zapewne kilkanaście i sie śmieje z Ciebie. Ze musialas mu dać kilkaset stówek, żeby sie przekonać do pojechania na Targi, haha, tak jakby to było najważniejsze w zyciu.
    Dziewczyno, on Cię ma gdzies! Kasę mu tylko napędzasz. Na pewno sie w nim zakochałaś, skoro go podnosisz do wysokiej rangi. Ciekawe co by było, gdybys mu nie płaciła, czy zgodziłby sie na prowadzenie „tak zdolnej dziewczynki”. Przecież tak naprawdę sam tak mówił.

  3. Gosia pisze:

    Ja też widzę plamę żółci….

  4. Ziemniaczek pisze:

    Żółć, jad… aż we mnie się agresja uruchamia jak to czytam ????????

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Solve : *
3 + 28 =