702 – z listu do pana M.

Robiłam kilka podejść do napisania tego listu. I kilka razy dochodziłam do wniosku, że dam radę go napisać dopiero, jak się potnę. Och, przecież wtedy miałabym tyle do opisywania! Poza tym czułabym się bezpieczniej. Sam fakt, że jestem pocięta, sprawia, że mam dziwnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Jakby nikt wtedy nie mógł mnie skrzywdzić. Sama siebie przecież umiem najdotkliwiej zranić.
Podobnie jest, gdy próbuję się przygotować do sesji i nie za bardzo wiem, o czym mówić. Gdy nie przychodzi mi do głowy żaden temat, mam ochotę wywołać u siebie kryzys, żeby móc rozmawiać o tym, jak mi źle, jak cierpię i jak nienawidzę życia.

Często, gdy siedzę nieruchoma, wpatrzona w jeden punkt i mam pustkę w głowie, czuję, jakby mnie nie było. Obraz najpierw mi się rozmazuje, a potem całkowicie czarnieje. Widzę tylko niewyraźne plamki na czarnym tle. Wtedy się nie boję. Czuję się bezpieczna. Często chcę wtedy, aby sesja się już skończyła. Potem pojawia się lęk, że nic nie mówię. Za jakiś czas dochodzi do tego wyczekiwanie na Pana „O czym pani myśli?”. Wtedy nie myślę o niczym innym, tylko w kółko odtwarzam w głowie to pytanie. Lęk się nasila, bo wpadam w panikę, że nie będę wiedziała, co odpowiedzieć. A mnie nic nie przychodzi do głowy. To właśnie wtedy najczęściej mam pustkę w głowie. Czasem przychodzą mi do głowy jakieś urywki myśli. Jednoobrazowe wspomnienia tworzące swego rodzaju film. Zupełnie bez sensu, jak zdanie z otrzymanego e-maila czy stos brudnych naczyń w zlewie.

127 Total Views 3 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Solve : *
5 + 11 =