759 – spełnienie ogromnego marzenia

– Spełniłaś swoje marzenie! Zobacz, pięć lat czekałaś, aż weźmiesz do ręki swoją pierwszą książkę wydaną na papierze. Powinnaś być szczęśliwa! – Mówił Mrówek, trzymając w ręce Psychiatryk.
Kiwałam głową na potwierdzenie, ale zupełnie bez przekonania.
– Jestem z ciebie dumny!
Jego słowa, zamiast cieszyć, tylko mnie zasmuciły. Przecież tak dobrze wiem, jak bardzo zależało mi na tej książce. Na papierowym wydaniu dziennika, którego pisanie uratowało mi życie. I rozpoczęło moją przygodę z pisarstwem.
A jednak. Nie potrafię się cieszyć. Anhedonia szarogęsi się w mojej głowie. To takie przykre.
Drugi dzień po premierze rozpoczęłam na miejscu 47. w kategorii Psychologia Empiku. A ja? Patrzę na tę listę bestsellerów i chce mi się płakać. Czemu?

Podziel się!

757 – terapia borderline: opłakanie dzieciństwa

Nie mam siły pisać dokładnie, co się stało.
Powiem tylko tyle, że jest tragicznie. Miałam dziś na 8.30 dodatkową sesję. Całą przepłakałam, jednocześnie opowiadając o tym, co myślę i czuję. Pan M. tym razem mało mówił, nie przerywał mi.
Pochwalił mnie, że w końcu tak dużo i otwarcie opowiadam.
W pewnym momencie sesji zaczął pociągać nosem. Czyżby empatycznie się wzruszył moją historią? Nie… pewnie miał tylko katar… Nie wiem, bo nie miałam odwagi na niego spojrzeć.
Jutro kolejna sesja. Mam nadzieję, że pociągnę temat.
To było ważne i potrzebne spotkanie. Niemniej jednak, czuję się tragicznie. Jakbym w oczach miała śmierć.

Podziel się!

756 – terapia borderline: płacz, dziecięce mechanizmy i spóźnienie

Na środową sesję zaspałam. Obudziłam się o 10:44, czyli minutę przed terminem spotkania.
Oczywiście znów płakałam. Pan M. stwierdził, że moje mechanizmy i strategie radzenia sobie ze złym nastrojem i myślami samobójczymi tylko pogłębiają mój stan.
Jak nauczyć się nowych strategii? Tych dorosłych? Nie destrukcyjnych?
Myśli samobójcze wciąż silne. Przymus cięcia szaleje w najlepsze.
W przyszłym tygodniu też mam dwie sesje – poniedziałek i wtorek.
Terapeuta i psychiatra uważają, że powinnam iść do szpitala. Nie ukrywam, że najchętniej uciekłabym na zamknięty.
Mrówek załatwił mi wolne do końca tygodnia. Być może gdzieś pojedziemy. Bardzo się o mnie troszczy. Wzrusza mnie tym do tego stopnia, że pisząc to mam łzy w oczach. A może to cierpienie?
Dość mam tych kryzysów. Naprawdę, tak serdecznie dość. Chcę być zdrowa. Cieszyć się życiem, a nie szukać wzrokiem pętli na szyję!

Podziel się!