776 – jak syn marnotrawny

Wspominałam Wam, że po raz setny wysłałam panu M. SMS-a, że rezygnuję z terapii, prawda?
Pan M. nic mi na to nie odpisał. Jak on dobrze mnie zna. Wiedział, że znów uruchomił się schemat niszczenia. W końcu już tyle razy rzucałam terapię, że zabrakłoby palców na obu dłoniach i stopach, by je zliczyć.
Myślałam nad tą decyzją dwa dni. Miałam nie wracać, ale… uświadomiłam sobie, że wciąż w myślach mówię do terapeuty. A fantazja, że nigdy więcej się z nim nie spotkam spowodowała ogromny lęk i rozpacz. Nie mogłam zrobić nic innego, jak wysłać kolejną wiadomość.
„Panie M., przemyślałam sprawę. Jednak nie chcę rezygnować…”
Odpowiedź przyszła natychmiast.
„Czekam na Panią we wtorek”
I nagłe uczucie ulgi. I uśmiech. I poczucie, że zrobiłam coś dobrego – wróciłam na terapię.

775 – terapia borderline: „Ależ z pani sadystka!”

Wczorajsza sesja rozwaliła mnie na łopatki. Zaczęło się od tego, że powiedziałam o przeglądaniu składu Samobójstwa na raty, który otrzymałam w poniedziałek z Wydawnictwa. Czytanie trzeciej części Młodego boga okazało się bardzo obciążające. Wrócił przymus autodestrukcji, autoagresji. Powiedziałam mu o tym. Terapeucie. Również o powrocie złości na rodziców. Zaczęliśmy rozmawiać o przeszłości.

– Jak tak pani opowiada, to widać, że wciąż jest to w pani żywe.
– Myślałam, że już zaakceptowałam przeszłość. Ale to wciąż wraca…

Rozmowa na ten temat trwała długo. W pewnym momencie przyznałam, że im dłużej o tym rozmawiamy, tym większą czuję złość.
– I trudno stwierdzić, na kogo jest ta złość, prawda? Czy na siebie, że źle się pani czuje, czy na rodziców. Być może chodzi o obie.
Pomyślałam wtedy, że ta ostatnia opcja jest najbardziej prawdopodobna.

– Ależ z pani sadystka! W stosunku do siebie. – Rzekł w końcu pan M., gdy opowiadałam o przymusie autoagresji. – Znaczy, to nie jest wcale dziwne biorąc pod uwagę, że tak została pani wychowana. Ojciec był wobec pani bardzo agresywny, prawda?
– Tak, ale werbalnie.
– Pani Aniu, to wystarczy…

Wracając do domu impulsywnie kupiłam żyletkę. Nie umiałam sobie poradzić z tą złością i przymusem cięcia. Napisałam o tym terapeucie.

„Będziemy o tym rozmawiać we wtorek.” – przyszła odpowiedź.

To mnie jeszcze bardziej sfrustrowało. W przypływie zalewowej fali złości napisałam mu, że rezygnuję z terapii. Że minęło tyle lat, a to wszystko wciąż wraca i jest tak samo silne. Że mam dość.

Po ochłonięciu zrozumiałam, że to był przymus zniszczenia czegoś dla mnie dobrego. Ale wciąż nie potrafię napisać SMS-a odwołującego moją decyzję. Nie chcę tam wracać. Nie teraz.

773 – obszerny wywiad dla Kulturalnerozmowy.pl

Gorąco zapraszam do lektury obszernego wywiadu, którego udzieliłam dla portalu KulturalneRozmowy.pl​. Tym razem poruszony został temat nie tylko mojej twórczości, ale i ogólnie osobowości chwiejnej emocjonalnie typu borderline.

Jak widzi i patrzy na świat oraz ludzi osoba z borderline? Czym charakteryzuje się borderline? Jak rozpoznać pierwsze symptomy? Jak rozpoznać osobę z borderline? Jak żyć z tym zaburzeniem?

Poznaj odpowiedzi na te, i wiele innych pytań!

https://www.kulturalnerozmowy.pl/2019/10/anka-mrowczynska-powierzchownie-jestem.html

772 – padam na pysk!

O, matko!

Właśnie odeszłam od komputera. Po dwunastu godzinach! Nie licząc przerwy na zakupy i zrobienie lasagne.

Siadłam o ósmej trzydzieści rano i zabrałam się za Dwa słowa. Cały dzień mi na tym zszedł.

Pod wieczór zaczęłam odpowiadać na pytania do wywiadu korespondencyjnego dla portalu kulturalnerozmowy.pl. Napisałam cztery strony, a odpowiedziałam dopiero na trzynaście pytań z dwudziestu. Wywiad, tak myślę, będzie bardzo ciekawy, a na pewno obszerny. Opowiadam w nim nie tylko o sobie i swojej twórczości, ale również ogólnie o borderline, jego przyczynach, leczeniu i istocie.

Teraz padam na pysk i nie pamiętam, jak się nazywam, ale jestem z siebie bardzo zadowolona. Raczej, nie inaczej!

771 – jest moc!

Nie ma to jak mieć siłę i moc!

Codziennie wstaję o 8-9. Od razu siadam do pracy. Po zarobieniu nieco monet nie wyłączam komputera, tylko otwieram plik Dwóch słów. Czytam, poprawiam, dopisuję. A kiedy już tracę do tego cierpliwość, wyłączam moje główne narzędzie pracy, zasiadam na kanapie i zaczynam czytać książki innych autorów. A, co!

Oczywiście w tak zwanym międzyczasie robię zakupy, gotuję obiad i robię te wszystkie przyziemne czynności, na które wcale nie mam ochoty.

Weno, żyj we mnie jak najdłużej!