775 – terapia borderline: „Ależ z pani sadystka!”

Wczorajsza sesja rozwaliła mnie na łopatki. Zaczęło się od tego, że powiedziałam o przeglądaniu składu Samobójstwa na raty, który otrzymałam w poniedziałek z Wydawnictwa. Czytanie trzeciej części Młodego boga okazało się bardzo obciążające. Wrócił przymus autodestrukcji, autoagresji. Powiedziałam mu o tym. Terapeucie. Również o powrocie złości na rodziców. Zaczęliśmy rozmawiać o przeszłości.

– Jak tak pani opowiada, to widać, że wciąż jest to w pani żywe.
– Myślałam, że już zaakceptowałam przeszłość. Ale to wciąż wraca…

Rozmowa na ten temat trwała długo. W pewnym momencie przyznałam, że im dłużej o tym rozmawiamy, tym większą czuję złość.
– I trudno stwierdzić, na kogo jest ta złość, prawda? Czy na siebie, że źle się pani czuje, czy na rodziców. Być może chodzi o obie.
Pomyślałam wtedy, że ta ostatnia opcja jest najbardziej prawdopodobna.

– Ależ z pani sadystka! W stosunku do siebie. – Rzekł w końcu pan M., gdy opowiadałam o przymusie autoagresji. – Znaczy, to nie jest wcale dziwne biorąc pod uwagę, że tak została pani wychowana. Ojciec był wobec pani bardzo agresywny, prawda?
– Tak, ale werbalnie.
– Pani Aniu, to wystarczy…

Wracając do domu impulsywnie kupiłam żyletkę. Nie umiałam sobie poradzić z tą złością i przymusem cięcia. Napisałam o tym terapeucie.

„Będziemy o tym rozmawiać we wtorek.” – przyszła odpowiedź.

To mnie jeszcze bardziej sfrustrowało. W przypływie zalewowej fali złości napisałam mu, że rezygnuję z terapii. Że minęło tyle lat, a to wszystko wciąż wraca i jest tak samo silne. Że mam dość.

Po ochłonięciu zrozumiałam, że to był przymus zniszczenia czegoś dla mnie dobrego. Ale wciąż nie potrafię napisać SMS-a odwołującego moją decyzję. Nie chcę tam wracać. Nie teraz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.