781 – a kysz! Paszoł won!

Powoli mija rok, odkąd okaleczyłam się po raz ostatni. Jeśli dobrze pamiętam, 23 stycznia.
– To pani rekord, prawda? – zapytał pan M. na ostatniej sesji.
Tak, to pierwsze dwanaście miesięcy przez osiemnaście lat autoagresji, gdy nie sięgnęłam po żyletkę ani razu. Pewnie zastanawiacie się, czy z upływem czasu jest łatwiej? Rozczaruję Was. Jest trudniej. Coraz trudniej. Może to przez świadomość pierwszej rocznicy? Przewija się przeze mnie chęć, by nie dotrwać. By to zniszczyć. Ależ bym tego żałowała po fakcie…

Wdziera się we mnie mrok. Pazurami rozdziera mnie od środka. I ten przymus by mu się poddać. Popłynąć. I płynąć. Płynąć. Płynąć.
Wiem, znam te mechanizmy. Rozpoznaję je w sobie i swoich zachowaniach. Dawne emocje wracają. I każą znów siąść w swoim bagienku i krzyczeć:
– Ratuj! Uratuj mnie!

Ale nie. Nie tym razem. Nie dam się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.