791 – za kratami też trwa życie

Mam skierowanie, a stoi w nim jasno i wyraźnie: rozpoznanie f60.3 i f33.2 (a więc zaburzenia depresyjne nawracające, obecnie epizod depresji ciężkiej)… Leczona psychiatryczne od lat, samookaleczenia, myśli rezygnacyjne i samobójcze, nieprzyjęcie do szpitala spowoduje znaczące pogorszenie zdrowia psychicznego…

Tyle można wyczytać że skierowania. A ja?

Miałam zgłosić się już dzisiaj. Jednak zapytałam pana M. czy warto żebym przyszła jeszcze ma jutrzejszą sesję, a po terapii prosto do psychiatryka. Odpisał, że jeśli wytrzymam do jutra, sesja się przyda. Tak więc jest 23:33, leżę w swoim łóżku i czekam na 45 minut z terapeutą, a potem… Powtórzę się po raz tysięczny: świecie zza jest – witaj!

Nie wiem czemu, ale wolałabym już tam być. Mieć swoją pryczę, skrzeczącą przy najmniejszym ruchu. Wizytę pielęgniarki co 15 minut, czy nikt sie nie powiesił. To całe „panie, wstawać!”, „panie, po leki!”.

Chce mi się płakać. Że znów, po tylu latach idę do zamknięcia. Że sobie nie poradziłam. Że okazałam się słaba, choć kilka dni temu, patrząc psychiatrze prosto w oczy przysięgałam, że dam sobie radę.

I znów będę stać w palarni z rękami przełożonym przez kraty i głową opartą o pręty. Będę wypuszczać dym tytoniowy z ust. I patrzeć na toczace się za oknem normalne życie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.