792 – gdy nawet w psychiatryku nie ma dla ciebie miejsca

Mała aktualizacja. Nie, nie zza krat.

Zaraz po sesji u pana M. wsiadłam w samochód cioci i pojechałyśmy na Izbę Przyjęć Szpitala Psychiatrycznego, do którego miałam skierowanie.

Spędziłyśmy tam prawie dwie godziny, gapiąc się na kolejne wchodzące i wchodzące osoby, zgodnie z zaleceniem „proszę czekać”. Także czekałyśmy, czekałyśmy i… w końcu ktoś otworzył drzwi na oścież i zaprosił osoby ze skierowaniem. Weszłam. Przede mną czteroosobowa szanowna komisja składająca sie z młodych kobiet i jednej nieco starszej.
– Skierowanie i dowód osobisty.
Podałam dokumenty, nie rozpinając nawet ramoneski. Z włosów kąpała woda, bo pogoda tego dnia nie rozpieszczała.
– Chce być pani przyjęta na oddział dzienny czy stacjonarny?
– Mam silne myśli samobójcze, więc… – bąknęłam nieporadnie.
– Także stacjonarny. Ale nie mamy miejsc. Są dwie opcje. Możemy wpisać panią na listę osób oczekujących do planowego przyjęcia (że, kurwa, co? Mówię im, że chcę się zabić, a oni każą mi czekać aż zwolni się miejsce?!) albo odesłać panią do innej placówki – szpital wojskowy, oddział psychiatryczny leczenia stresu bojowego. (Oo, to, to, czego mi trzeba! Zamknięcia z kilkudziesięcioma zawodowymi żołnierzami, cierpiacymi na PTSD. Zawsze o tym marzyłam!).
– A ta lista… Ile mam czekać?
– Proszę dzwonić codziennie rano. Może w końcu się coś zwolni.
Wyszłam że łzami w oczach. W tym kraju nie da sie żyć. A tym bardziej chorować.

Udało mi się umówić na sesję na jutro o 8:30 do pana M. W czwartek wyjeżdża. A ja zostaję tu. By wraz z silnymi myślami samobójczymi czekać na wolne miejsce w psychiatryku…

94 Ogółem 1 Dziś

2 myśli w temacie “792 – gdy nawet w psychiatryku nie ma dla ciebie miejsca

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.