796 – dzień św. Walentego

Dzień ludzi chorych psychicznie świętuję adekwatnie – leżąc w łóżku i płacząc.

Dziś mieliśmy iść z Mrówkiem na spacer po przyszpitalnym ogrodzie. Kłótnia zniszczyła wszystko. Jego wina? Moja wina?

Pisałam z terapeutą. Na pytanie, czy uważa, że wypisanie się to dobry pomysł (dzień dziesiąty – wciąż nikt że mną nie rozmawiał, a lekarz ma mnie głęboko w dupie) , odpisał: „W domu też Pani nie pogada [przyp. z nikim]. Teraz jest czas dla Pani.”

Czas dla mnie… Czas na leżenie, gapienie się przez łzy na klamkę i myślenie o tym, jak przejebałam swoje życie.

Jedyne, co trzymało mnie jakoś w kupie to pisanie. Niestety, długopis odmówił posłuszeństwa – wypisał się wkład.

Chciałabym odnaleźć sens, ale nie mam już siły go szukać. Przymus autodestrukcji jest coraz silniejszy. Wyszukuję wzrokiem wszystkie elementy szpitalnego wyposażenia, którymi można by się skrzywdzić. Robię to mimowolnie. Po prostu rzucają mi się w oczy.

Tak mija mi kolejny dzień w psychiatryku…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.