803 – terapia

Chciałam napisać, jak było na sesji, ale nie mam siły. Rozmawialiśmy o autoagresji, autodestrukcji, przeszłości. – Znęcam się na jednej postaci w „Obłędzie”, na nastoletniej Jess. – I co jej pani robi? – pan M. się zainteresował. – Tnę ją, podcięłam jej żyły i chyba jeszcze ją powieszę. Obdarowuję ją swoimi własnymi myślami. Zaczęła pisać dziennik, w którym opisuję swoje myśli samobójcze i przymusy. Ale to mało daje… Ustaliłam z terapeutą, że przechodzę na stałe na dwie sesje w tygodniu. To pomaga mi trzymać się z dala od autoagresji i autodestrukcji. Raz w tygodniu to za mało.

Podziel się!

802 – tnij bohatera, tnij!

Na ostatniej sesji pochwaliłam się panu M. – Chciało mi się ciąć, Ale to jest sprzeczne z moimi celami, więc pocięłam postać w książce. Zrobiło mi się trochę lepiej. – Gdyby ograniczyła się pani do cięcia bohaterów, to byłby duży sukces. Oczywiście musiałam znaleźć jakieś „ale”. – To oni nic by nie robili, tylko się cięli – roześmiałam się. – A to by było przegięcie. Niemniej jednak, od kilku dni, gdy jest mi źle, projektuję te emocje na jedną z postaci „Obłędu”. Wkładam w jej umysł swoje myśli i przymusy. Opisuję to, jak się okaleczania lub jej tendencję samobójcze. Biedna … Czytaj dalej

Podziel się!

801 – terapia borderline: sadystyczny psychopata

Idąc na sesję nie czułam nic. Kompletnie. Totalne odcięcie od emocji prawdopodobnie spowodowane sytuacją w domu. Jednak podczas terapii pękłam. – Pocięłam się dziś. – Dlaczego? – Nie wiem… – przyznałam szczerze. – Chyba chciałam coś poczuć. – I co pani poczuła? – Ból. Zaczęliśmy rozmawiać o mojej awersji do dotyku i bliskości fizycznej, potrzebie okaleczania się. Pan M. stwierdził, że cięcie potęguje niechęć do dotyku, bo umacnia moje skojarzenie jego z bólem. – I naruszaniem granic. – Dodałam. – Pani sama te granice narusza, krzywdząc swoje ciało. – Ja to ja. – Odrzekłam stanowczo. – Ale jednak jest w … Czytaj dalej

Podziel się!

800 – Amsterdam i powrót do tego, co było

Byliśmy przez tydzień w Amsterdamie. Wycieczka super, sporo zwiedziliśmy, a wieczorami relaks w kofikach. Ale żeby nie było za dobrze… Powrót do codzienności i pracy uruchomił lawinę minionych, zaleczonych w psychiatryku stanów. I tak, znów – myśli, przymusy, łzy i ucieczka w sen. Między nami nie jest dobrze. Terapia zintensyfikowana do dwóch sesji w tygodniu. Mam tyle do powiedzenia panu M., ale nie zawsze mi to wychodzi. Znów stagnacja, obojętność i brak zainteresowania własnym losem. Izolacja, niechęć do ludzi, trudności w utrzymywaniu relacji. Jednym słowem, po chwilowej przerwie, wróciło to, co było.

Podziel się!