810 – złość

Dziś nie umiem sobie poradzić ze złością. Z całą nawałnicą złości. Złości, która wręcz przeistacza się w agresję.
Już obdarzyłam jednego z bohaterów Obłędu traumatycznych dzieciństwem pod postacią okrutnego i agresywnego ojca. Opisałam znęcanie się nad chłopakiem. To jednak pomogło tylko na chwilę.
Patrzę na blizny na nadgarstku i mam ochotę pociąć się jeszcze mocniej. Ale nic z tego. Nie ma żyletek i nie będzie autoagresji. To postanowione.

Znacie jakieś dobre sposoby na porażenie sobie z takim nawałem złości, kiedy to macie wrażenie, że zaraz wybuchniecie? Chodzi oczywiście o sposoby konstruktywne, nie autodestrukcyjne.

809 – terapia borderline: zakończenie terapii

Dziś na sesji stało się dla mnie coś bardzo ważnego. Udało mi się powiedzieć panu M. o przeniesieniu, o którym pisałam w poprzednim poście. Dlaczego to tak ważne? Ano dlatego, że czuję ogromny lęk przed tego typu wypowiedziami. Często jest tak, że mam jakieś przemyślenia, o których nawet piszę na blogu, jednak nie jestem w stanie ich zwerbalizować w gabinecie. Panicznie boję się uznania moich przemyśleń za błędne i mnie za głupka oraz przyznania, że pan M. jest dla mnie bardzo ważną osobą. Ja to wiem, on to wie, ale nie potrafię tego przyznać na głos.

Dziś jednak powiedziałam o przeniesieniu lęku.
– Znów chciałam przerwać terapię.
– Oo, naprawdę? A kiedy? – Pan M. wyraźnie się ożywił, wskazując tym na swoje zainteresowanie tematem.
– W poniedziałek czy wtorek… nie pamiętam.
– A co się stało?
I właśnie wtedy opowiedziałam mu o lęku związanym z opuszczeniem mnie przez Mrówka.
– I przeniosłam ten lęk na naszą relację.
– A z czym związany jest ten lęk?
– Że Mrówek mnie opuści, a pan zakończy terapię.
– I wolała to pani uprzedzić i sama ją zakończyć?
– Dokładnie.
I wtedy padły słowa, które sprawiły, że ogromny kamień spadł mi z serca.
– Pani Aniu, terapię będziemy kończyć razem.
Gdy to usłyszałam, poczułam radość i wewnętrzny spokój. Jeśli sama nie przerwę gwałtownie terapii, będzie ona trwać aż oboje uznamy, że mogę ją zakończyć. Niby to wiedziałam, zdawałam sobie sprawę z tego, że nie stanie się to nagle i nie będzie dla mnie zaskoczeniem. Jednak pierwszy raz pan M. powiedział mi o tym wprost. Potrzebowałam tych słów z jego ust.

Pochwaliłam się również wypieprzeniem z domu wszystkich żyletek.
– Bo chociaż dają mi one poczucie bezpieczeństwa, to wiem, że prędzej czy później zawsze ich użyję.

808 – przeniesienie

Fakt, że pan M. na ostatniej sesji nie odniósł się do mojej obawy, że straci do mnie cierpliwość, spowodował, że pojawił się silny lęk przed opuszczeniem. W reakcji na niego znów chciałam zrezygnować z terapii. Nie chciałam więcej do niego iść. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym usiąść w gabinecie i mówić lub choćby spojrzeć na niego. Włączył mi się przymus ucieczki.

Dziwnym trafem, lęk zniknął całkowicie, gdy pogodziłam się z Mrówkiem, z którym byłam bardzo pokłócona. Zaczęłam się nad tym zastanawiać i doszłam do wniosku, że miało tu miejsce przeniesienie. Bałam się, że opuści mnie Mrówek i przeniosłam te obawy na terapeutę.

Pamiętam, że była już taka sytuacja. Śniło mi się, że usłyszałam jak terapeuta mówi do swojego superwizora, że sobie ze mną nie radzi. Gdy opowiedziałam ten sen panu M., wyraził swoje przypuszczenie, że to przeniesienie obaw związanych z Mrówkiem.

Rzadko mi się to zdarza – przeniesienie. Tak mi się wydaje. A może go nie zauważam?

Tak na marginesie, nie mam w domu żadnej żyletki. Z satysfakcją wypieprzyłam wszystkie.

807 – terapia borderline: cięcie stoi w sprzeczności z terapią

Bałam się dzisiejszej sesji. W weekend narobiłam głupot. Pocięłam się we własne 33. urodziny. Napisałam do pana M., że rezygnuję z terapii.

– Pojawił się we mnie lęk, że straci pan do mnie cierpliwość – udało mi się wyartykułować swoje obawy w pewnym momencie sesji.
– Naszym celem jest to, żeby powstrzymywała się pani od działań autodestrukcyjnych – pan M. nie odniósł się do mojego lęku. – Cięcie stoi w sprzeczności z terapią. To działa na zasadzie uzależnienia. To tak, jakby pani ćpała i chodziła na terapię – poczułam, że chce mi dosadnie przekazać to, co ma na myśli. O dziwo, nie poczułam się skrytykowana ani zbesztana. Raczej upomniana, bym przypomniała sobie, jakie cele mi przyświecają.

Nie mówiłam dziś zbyt dużo. Terapeuta zauważył, że trudno mi opisywać to, co przeżywam. Przyznałam mu rację, stwierdzając, że zamknęłam się w sobie.

Większość sesji poświęciłam tematowi złości, którą wypieram z obawy, że pod jej wpływem stracę kontrolę nad sobą.

Wracając do domu, wyciągnęłam z plecaka paczkę żyletek, które nosiłam przy sobie od kilku miesięcy. Ściskałam ją mocno w ręce. Róg kartonowego pudełeczka wbijał się boleśnie w dłoń. Walczyłam ze sobą, powtarzając w myślach słowa pana M. Obiecałam sobie wtedy, że ten ból będzie ostatnim, jakiego doznam od tych żyletek. W połowie drogi powrotnej, wyrzuciłam je do kosza. W momencie otwarcia dłoni i wypuszczenia paczki poczułam ogromną ulgę. Jakbym pozbyła się części negatywnych, przykrych emocji.

Muszę jeszcze przeszukać swoje skrytki w domu. Wypierdolić każdą znalezioną żyletkę. Koniec z tym. Cięcie stoi w sprzeczności z moją terapią.

806 – artykuł: potrzeby osób z borderline na przykładzie własnym

Po sesji, na której rozmawialiśmy z panem M. między innymi o moich potrzebach, a raczej ich braku, postanowiłam samodzielnie zgłębić ten temat. Usiadłam na kanapie z moim terapeutycznym notesikiem i zaczęłam się zastanawiać. Czego mogłabym potrzebować? Bo czegoś na pewno. Sama nie wierzyłam, że mogę nie mieć żadnych potrzeb. One muszą być, tylko gdzieś głęboko ukryte.

Jako pierwsza do głowy przyszła mi potrzeba poczucia bycia bezwzględnie i bezwarunkowo akceptowaną. To coś, czego brakuje mi całe życie. Coś, czego całe życie się domagam od innych, nawet od obcych, którzy pojawiają się w mojej rzeczywistości tylko na chwilę. Czasem robię to nieświadomie, czasem sobie zdaję z tego sprawę – to nieistotne.

Następnie uświadomiłam sobie, że egocentrycznie pragnę być podziwiana, uwielbiana i doceniana. Niska samoocena sprawia, że poszukuję u ludzi właśnie podziwu, uwielbienia i doceniania. To sprawia, że w moim umyśle potwierdza się moje poczucie bycia wyjątkową. Jakie to borderowe…

Poczucie bycia zrozumianą również jest bardzo ważną potrzebą, która znalazła się na trzecim miejscu mojej listy. Całe życie towarzyszy mi wrażenie, że inni mnie nie rozumieją. Już wtedy zaczęłam sobie uświadamiać, że mam potrzeby i to ogromne. Jednak ze względu na obawę ich niezaspokojenia, wypierałam je. W końcu wyparcie potrzeb jest mniej bolesne i zagrażające niż wystawienie się na ich niezaspokojenie lub, co gorsza, wyśmianie, wykorzystanie przeciwko mnie.

Czwartą, choć nie mniej ważną od pierwszych trzech, jest potrzeba poczucia bezpieczeństwa. Odkąd zmarła moja babcia, gdy miałam dwanaście lat, a rok później mama zachorowała na nowotwór złośliwy, straciłam je bezpowrotnie.

Potrzeba poczucia wyjątkowości wspomniana przeze mnie wyżej, zasługuje na wymienienie w osobnym punkcie, gdyż jest bardzo silna. Potrzebuję nie tylko czuć się wyjątkowa, ale i zapewnień innych o tym, że tak mnie odbierają.

Bycie kreatywną i twórczą jest jedną z potrzeb, które muszę zaspokajać sama i bardzo chętnie to robię. Oczywiście, gdy inni mnie za taką uznają, dostaję skrzydeł.

Ważne jest, by inni uznawali mnie za inteligentną, gdyż sama siebie za taką nie uważam, a zawsze aspirowałam do tego miana. Do tej pory nie potrafię się pogodzić z tym, że mam tylko wykształcenie średnie.

Jedną z ważniejszych potrzeb, choć wpadłam na to dość późno, jest uprawomocnianie moich emocji, czyli uznawanie przez osoby trzecie, że moje emocje mają rację bytu, są prawdziwe i mam do nich prawo. Całe życie spotykałam się z ich odrzucaniem i trywializowaniem, dlatego jestem tak głodna uprawomocniania.

Któż z nas nie chce być kochanym? Oczywiście jest to jedna z podstawowych potrzeb, którą odczuwa znaczna większość ludzi. Osoby z borderline jednak czują szczególnie duży głód miłości i zainteresowania.

Poważnym problemem w przebiegu pogranicznego zaburzenia osobowości (oczywiście nie u wszystkich zaburzonych) jest nasilona autodestrukcja, autoagresja i stany depresyjne. Takie kryzysy są bardzo obciążające dla osób bliskich, które często reagują odrzuceniem bądź ucieczką od osoby autodestrukcyjnej, co tylko nasila te objawy. Dlatego szalenie ważną potrzebą jest wytrzymywanie kryzysów osób z borderline i wspieranie ich.

Jak wiadomo, u osób chwiejnych emocjonalnie występuje silny konflikt na linii pragnienie bliskości – lęk przed nią. No właśnie. U mnie ten konflikt objawia się tym, że czuję silną potrzebę bliskości i kontaktu, ale tylko na własnych warunkach. Kiedy ktoś zaczyna przekraczać wyznaczone przeze mnie granice, uciekam. Jak to wygląda w praktyce? Szukam kontaktu z innymi, ale nawiązuję go tylko na chwilę. Nie jestem w stanie wytrzymać w relacji dłużej. Skupiam się na kontakcie przez kilkanaście minut, po czym odpuszczam i wycofuję się. Jest to doskonale widoczne nawet na terapii, choć w tym miesiącu mija pięć lat współpracy z panem M.

Bezpośrednio z powyższą potrzebą wiąże się kolejna – obecność Mrówka, czyli mojego narzeczonego. Być może zastanawiacie się, dlaczego obecność, a nie bliskość? Dobre pytanie. Moja miłość i bliskość są czysto platoniczne. Moje wyobrażenie idealnej bliskości to czyjaś obecność, bycie obok, na wyciągnięcie ręki. Jest to zupełnie pozbawione zabarwienia intymnego. Seksualność jest dla mnie tematem abstrakcyjnym. Nawet taka bliskość fizyczna, jak przytulenie czy pocałunek, wzbudzają we mnie lęk i chęć ucieczki. Dlatego bądź, przy mnie bądź, na wyciągnięcie ręki…

Potrzeba spokoju nierozerwalnie łączy się z moim introwertyzmem. Nie znoszę zgiełku, dużej ilości osób, intensywnych dyskusji, osób głośnych, kłótliwych czy zbyt spontanicznych i żywiołowych. Najbezpieczniej i najlepiej czuję się we własnych czterech ścianach lub na łonie natury, ale tam, gdzie nie ma ludzi.

Odkąd pamiętam, bardzo łaknęłam wolności i niezależności. Myślałam po swojemu i chciałam po swojemu działać. Są to dla mnie jedne z fundamentalnych potrzeb, których zaspokojenie jest podstawą do dobrego samopoczucia i życia. Bez nich pojawia się bezsens i niechęć do życia. Może być to spowodowane faktem, że w domu rodzinnym zostały one niezaspokojone, a ja byłam traktowana jako osoba do wypełniania poleceń. Bez możliwości wyrażenia własnego zdania.

No i ostatnia, bardzo silna potrzeba związana z emocjonalnym ekshibicjonizmem – dzielenie się swoimi myślami i emocjami. Nie tylko ich zapisywanie, ale i świadomość, że inni je czytają i jakoś na nie reagują.

Na sam koniec, autoironicznie dodałam dwie potrzeby, na które pan M. zareagował szczerym rozbawieniem. To potrzeba dramatu i tragedii oraz skrajnych emocji. Kto cierpi na zaburzenie sklasyfikowane jako F60.31, ten wie, jak silne są te dwie, autodestrukcyjne potrzeby. Na terapii uczę się ich nie zaspokajać i nie odczuwać ich braku.

Myślę, że duża część osób z borderline zgodzi się z moją listą i odnajdą w niej również swoje potrzeby. Namawiam Was, Kochani, odnajdźcie i uświadomcie sobie swoje potrzeby, a potem zacznijcie je zaspokajać.

805 – terapia borderline: udawanie depresji

Sesję zaczęłam od stwierdzenia, że znów uleciała ze mnie energia i ogólnie wszystko jest do dupy.
Rozmawialiśmy również o tym, że nie wyrażam swoich potrzeb, oczekując, że świat je odgadnie. Mało tego, sama nie wiem, jakie mam potrzeby, więc inni mieliby to odkryć.
W trakcie sesji kilkukrotnie się ożywiałam, co nie umknęło uwadze pana M. I wtedy padło z jego strony stwierdzenie, które wbiło mnie w fotel i zszokowało.
– Pani udaje depresję.
Nastała chwila milczenia, podczas której miałam całkowitą pustkę w głowie. Zdziwiło mnie, że nie miałam ochoty wstać i wyjść, trzaskając drzwiami. Może to zasługa jego tonu, w którym nie było krztyny oskarżenia?
– Pani udaje depresję – powtórzył i zaczął rozwijać swoją wypowiedź. – Oczywiście nie zawsze, bo czasami bywa pani w takich stanach, że nie potrafi się pani z nich wygrzebać. Ale obserwujemy to chociażby tutaj. Mówi pani, że nie ma energii, ale chwilami się pani ożywia i widać, że ma jej pani dużo. Nie robi pani tego świadomie. To pani sposób na radzenie sobie z emocjami, takimi jak frustracja i złość.
Kiedy wyjaśnił, co ma na myśli, bez wahania się z nim zgodziłam. Byłam częściowo świadoma tego, że istnieje mechanizm, który odbiera mi energię, ale nigdy tak na to nie spojrzałam, jak przedstawił to terapeuta.
Jestem mu wdzięczna.

804 – autoagresywny rachunek sumienia

W tamtym tygodniu zrobiłam autoagresywny rachunek sumienia. Wypisałam „za” i „przeciw”. Nie ukrywam, że zdecydowana przewaga „przeciw” pomogła mi nie sięgnąć po żyletkę.

Za:

  • zaspokojenie przymusu,
  • chwilowe, acz natychmiastowe poczucie ulgi,
  • odwrócenie uwagi od cierpienia psychicznego.

Przeciw:

  • pogłębienie stanu depresyjnego,
  • blizny,
  • wzmacnianie psychopatycznej i sadystycznej części mnie,
  • sprzeczność z celami:
    • zdrowie psychiczne,
    • dobre samopoczucie,
    • umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami i dyskomfortem psychicznym,
    • przeżywanie emocji i umiejętność ich regulacji zamiast odreagowywania na sobie.
  • wzmacnianie złości i poczucia winy,
  • poczucie porażki,
  • wpadanie w ciągi,
  • ranienie bliskich.

Autoagresywna abstynencja trwa.