830 – terapia borderline: nóż prosto w serce

Obudziłam się. Jednak. Choć mam wrażenie, że wstało tylko ciało – nie moje ciało. Czuję przeraźliwą pustkę. Odcięłam się zupełnie od emocji. Moje „ja” rozpadło się na tysiąc kawałków i wątpię, żeby dało się je wszystkie pozbierać, a co dopiero skleić. Unicestwiłam się w obronie własnej.

Myślę o tym, co się wczoraj stało. Pamiętam jak jeszcze kilka tygodni temu pan M. zapewniał mnie, że decyzję o zakończeniu terapii podejmiemy razem. Czułam wtedy w stosunku do niego taką wdzięczność, ukojenie lęków, a zaufanie i poczucie bezpieczeństwa poszybowały na wyższy poziom.

A wczoraj? Jego propozycja spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Owszem, trzeba mu oddać to, że jedynie zaproponował ustalenie terminu końca, nie zrobił tego sam, odgórnie i nie postawił mnie przed faktem dokonanym. Nie powiedział:
– Pani Aniu, wtedy i wtedy spotykamy się po raz ostatni.
Co to, to nie. On zaproponował i poddał ten pomysł pod moje rozważanie – takich użył słów.

A mimo wszystko… Nie wiem, czy chodziło o sposób w jaki to zrobił, czy o samą przekazywaną informację. Próbuję to wszystko rozebrać na czynniki pierwsze, ale cierpienie i lęki nie ułatwiają mi tego zadania.

Ze wzruszeniem i poczuciem niepowetowanej straty wspominam niedawne sesje, gdy po raz pierwszy poczułam z nim tak głęboką więź, jaka istnieje między małym dzieckiem a matką. Poczułam się tak bezpiecznie, jak nigdy. Ufałam bezgranicznie, zawierzyłam się jego opiece, mądrości i profesjonalizmowi. Czułam się bezpiecznie, jak na metaforycznym matczynym łonie. Przekraczając próg gabinetu wiedziałam, że nie stanie się tam nic złego, że nie zostanę w żaden sposób skrzywdzona ani zraniona. Że mogę powiedzieć i czuć wszystko, a to nie zostanie skrytykowane czy ocenione.

Aż do, kurwa, wczoraj.

Nie wyobrażam sobie, nie potrafię wyobrazić, jak miałabym w poniedziałek o 9:15 nacisnąć na klamkę i przekroczyć próg gabinetu, który teraz kojarzy mi się z rozczarowaniem, zagrożeniem, opuszczeniem. Miałabym usiąść w fotelu i znów się otworzyć, choć tym razem ze świadomością, że to chwilowe? Że jedną nogą jestem już na wylocie?

Zamknęłam się w sobie. Nie mogę więcej się z nim spotkać. Bo po co? Żeby na nowo rozdrapywać ranę, którą wczoraj zadał mi swoim pytaniem? Nie chcę już nigdy nikomu zaufać, przed nikim się otwierać. Suchymi łzami opłakuję tę jedną z najważniejszych relacji w moim życiu. Nie zniosę jego widoku. Jego wzroku na sobie. Jego głosu. Nie dam rady.

To nie „do widzenia”, lecz ostatnie „żegnaj” panie M.

1259 Ogółem 5 Dziś

20 myśli w temacie “830 – terapia borderline: nóż prosto w serce

  1. Ja też jestem kompletnie rozsypana.. Moja terapia trwała od maja ub. roku i teraz moja terapeutką zakomunikowała mi, że przez najbliższy rok nie będzie mi mogła zapewnić stałych spotkań i proponuje mi jeszcze tylko 2 spotkania, aby domknąć proces i mam przejść do innego terapeuty… 🙁 ścięło mnie z nóg ! Ciężko przeżyłam te ostatnie 2 spotkania, ale cholernie zależało mi żeby w zgodzie się z nią pożegnać, bardzo dużo mnie to kosztowało.. ale uznałam, że zarówno ona sama jak i praca z nią były dla mnie zbyt ważne abym miała rozstać się z nią byle jak.. mimo wszystko..
    Minęły już 2 tygodnie a ja nie mogę przestać za nią tęsknić i płakać po kątach. Wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało… Ale usilnie chcę jej wierzyć, że te powody, które podała są jedyne…

  2. Wszystko się sprowadza do tego, że żyjesz w takiej skorupie. Jesteś przekonana, że ona jest na stałe i będzie Twoim azylem aż po kres. Ten stan podsyca Twoje podejście do terapii. Podejrzewam, że nie umiesz z niej właściwie korzystać. Miałaś tyle okazji, ale często wpadałaś w ślepą furię, gdy np. terapeuta powiedział lub napisał coś nie po Twojej myśli, chociaż to były pozytywne i wiarygodne treści. Pamiętam to z poprzednich wpisów. Twoje zachowanie oraz podejście do osoby, która mogła Ci pomóc wyjść z tego wszystkiego, zupełnie mnie zamurowały. Czy już jesteś tak wyjałowiona, że nie potrafisz okazać trochę szacunku, zrozumienia? Jakieś wewnętrzne zgrzyty nakazują Tobie bezpodstawnie podważać wartość terapii. Przez skorupę nie potrafisz dostrzec inne perspektywy istnienia. Boisz się końca terapii, ale to nie jest zostawienie Ciebie na lodzie. To jest twarde osadzenie „na ziemi”, w rzeczywistości! Ale czy to do Ciebie dotrze…

  3. Skoro zapada decyzja o terapii, to trzeba się do niej przyłożyć. Przecież te pięć lat mogły coś zmienić, ale najwidoczniej to Ty nie chcesz się otworzyć, wyciągnąć z tej sytuacji jakichś wniosków. Nie obwiniaj terapeutę, on stosuje takie środki, jakie powinien. Jeśli mówi, że czas rozważyć koniec terapii, to trzeba się zatrzymać, spojrzeć na to z drugiej strony, nie zaś unosić się gniewem, a także rozpatrywać wszystko pod wpływem emocji. Uważasz się za poważną i dojrzałą osobę, to w ten sposób powinnaś postrzegać świat, swoje życie, środowisko. Padło gdzieś tutaj, że terapia nie jest sensem życia. To prawda, trzeba mieć na uwadze to, że zmierzenie się z twardą rzeczywistością jest konieczne. Nikt Tobie nie będzie słał dywanów pod nogi ani przyklaskiwał.

  4. Anka, trudne chwile Cię spotkały. Kilka, kilkanaście tygodni temu pisałaś, że trudno było Ci otworzyć się na bliskość z Panem M. Było Ci ciężko, a jednak udało się. Zbliżyłaś się do niego, i jak się domyślam, było to swój sposób satysfakconujące. Teraz przed Tobą inne wyzwanie. Próba pogodzenia się z tym, że relacja z Panem M. nie będzie trwała wiecznie. Że kiedyś się skończy, i że właśnie rozpoczynacie rozmowę na ten temat. Życzę Ci, aby udało Ci się z tym wyzwaniem zmierzć twarzą w trwarz. Takie doświadczenia, choć bolesne jak cholera, mają moc zmiany ludzi na lepsze. Trzymam za Ciebie kciuki, powodzenia!

  5. To, że wywolalo coś w niej emocje nie daje prawa do zachowywania się jak popieprzony bachor. Borderline to tylko zaburzenie a nie choroba. Nie można wszystkiego usprawiedliwiać. Poza tym terapeuta ma rację, że terapia to nie styl życia a ona sobie z tego zrobiła właśnie taki styl, żeby pisać te szmiry. Nie ma w sobie za grosz kultury i tak nie widać pracy na terapii patrząc na jej posty odkąd zaczęła tu pisać.

    • Zetek zgadzam się z tobą. Czytając jej posty można ewidentnie stwierdzić, że z nią jest coś nie tak, a ci co ją popierają są tak samo zaburzeni jak ona. Ekspertką nie jest ale przykładem, że borderki to wariatki.

      • Dyskusja w tym tonie nie ma sensu. Znowu to paskudne wrażenie, że chcesz się w ten sposób dowartościować… mam nadzieję, że pomogło i napięcie Ci trochę spadło. Szkoda, że kosztem drugiej osoby, ale… może następnym razem będzie lepiej. Życzę powodzenia. Wy też dajcie sobie szansę, dziewczyny 🙂

  6. A o co chodzi z tym trzaskaniem drzwiami? Zetek, czy tak sobie wyobrażasz tę sytuację, którą Anka opisała, czy co, bo nie doczytałam nigdzie o żadnych drzwiach..?
    Ja np. to widzę tak: Anka dostała „po emocjach”, uderzyło ją samo wspomnienie o zakończeniu terapii i dała się temu ponieść. Nie chce być porzucona (ani czuć się w ten sposób), więc porzuca sama. I bez bordera zdarza się, że ludzie tak się zachowują, a domyślam się, że dla borderów to jedna z najtrudniejszych sytuacji społecznych. Ale to nie jest tak, że TO KONIEC, kryzysy są po to, żeby z nich wychodzić i wierzę, że Anka da sobie i terapeucie szansę na ujarzmienie tej sytuacji. Bo w zasadzie dlaczego nie? Wszystkie wrzutki typu „bo ty nie potrafisz”, „jesteś taka a taka” wydają mi się trochę bezsensowne i jak już pisałam – bezkonstruktywne. Po to jest leczenie, terapia, żeby przez takie stany przechodzić i z nich wychodzić. Na terapii uczymy się bezpiecznych relacji, ale nie ma ludzi nieskazitelnych, tak jak nie ma głębokich relacji bez bólu, zawodu i… nadziei.

    • To, że wywolalo coś w niej emocje nie daje prawa do zachowywania się jak popieprzony bachor. Borderline to tylko zaburzenie a nie choroba. Nie można wszystkiego usprawiedliwiać. Poza tym terapeuta ma rację, że terapia to nie styl życia a ona sobie z tego zrobiła właśnie taki styl, żeby pisać te szmiry. Nie ma w sobie za grosz kultury i tak nie widać pracy na terapii patrząc na jej posty odkąd zaczęła tu pisać.

  7. „Dziewczynko to też jest drugi człowiek i należy mu się szacunek”. A co z osobami cierpiącymi na swoiste zaburzenia osobowości, Pani Strefo wolna od borderów? Nie rozumiem jadu, jaki płynie z powyższej wypowiedzi, ale wydaje mi się, że nie warto dalej „strzępić” klawiatury na kogoś, kto zatracił swoje składowe człowieczeństwa w hiperboli nienawiści.

    • Mam prawo się wypowiedzieć. Skoro wielce wariatka borderka pisze w internecie publicznie. To, że jest to terapia to nie znaczy, że ma traktować terapeutę jak śmiecia i się rzucać.

      • Oczywiście. Ale Twoje wypowiedzi w równym stopniu świadczą o Tobie, co Anki wypowiedzi o niej. Póki co, widzę empatię level hard… ehm.
        Nazywanie kogoś wariatką – jakie to kulturalne!

  8. Jedno trzeba przyznać, przez 5 lat terapii nie wykorzystalas tego czasu, widać, że nie pracowałaś na terapii. Sorry, ale nie jesteś żadnym autorytetem w dziedzinie borderline. I tak, zachowujesz się jak rozkapryszone dziecko. Ja po 5 latach terapii potrafię z kulturą rozmawiać z terapeutką i nie trzaskać drzwiami jak popierdolona. Żal na to patrzeć.

    • Nie rozumiem sensu licytowania się na lata, a co za tym idzie – przepracowanie WŁASNYCH schematów postępowania. Nikt z nas nie był podczas sesji terapeutycznych Pani Ani i tylko terapeuta mógłby się wypowiedzieć na ten temat. Łatwo jest wypisywać w sieci takie komentarze i oceniać iluzoryczną prawdziwość swojej wypracowanej „idealności”.

  9. Ale takiego hejtu nie rozumiem. Zarówno podpis jak treść komentarza wskazują na jeden cel – zaoranie autorki bloga. Tylko po co? Nie ma w tym nic konstruktywnego. Powiedziałabym nawet: to „egoistyczne i chamskie” zachowanie (którego tak nie lubisz). Kimkolwiek jesteś, najpierw spójrz w lustro. Naprawdę da się napisać swoją opinię nie gnojąc przy tym drugiego człowieka.

  10. Zachowujesz się jak rozkapryszone dziecko. Sęk w tym, że to ty nie potrafisz być stabilna, co robiłaś przez te 5 lat?
    Co to za wybujałe ego i egoizm? On tylko wspomniał, że może trzeba ją zakończyć, a ty już litanie mu wypisujesz. Dziewczynko to też jest drugi człowiek i należy mu się szacunek.
    Nawet gdybyś nie napisała nigdzie, że leczysz się na border to i tak bym to wywnioskowała.
    Jak najbardziej zgadzam się z terapeutą, terapia to nie jest sens życia rozchwiana emocjonalnie borderko.
    Nie lubię takich egoistycznych i chamskich ludzi jak ty. Nawet nie próbuj się tłumaczyć zaburzeniem. Możesz nad sobą zapanować tylko ty nie chcesz się zmieniać i oczekujesz, że każdy będzie nad tobą skakał. Tak jak ty traktujesz ludzi tak oni będą traktowali ciebie (nie mam tu na myśli terapeuty) i wtedy cię porzucą. Problemem nie są inni tylko ty sama sobie stwarzasz problemy. Po tym jak się odnosisz do terapeuty można się domyślić jak wyglądają z tobą relacje koleżeńskie. Nie dziwię się, że nie masz znajomych.

  11. Anka, ból kipi z tego, co napisałaś. Jak przeczytałam poprzedni wpis to najpierw sobie pomyślałam, że terapeuta nieźle zjebał.
    Masz prawo do tych emocji, pewnie podobnie bym się poczuła, gdyby mój terapeuta w ten sposób zaproponowałby ustalenie terminu końca. Pewnie, że boli. Ważne, głębokie relacje bolą. Tylko że bez nich się nie zmieniamy, umieramy.
    Jednak teraz to Ty porzucasz terapię. Wiesz, że dla terapeuty jesteś ważna, ale porzucasz, pod wpływem impulsu. On przecież napisał, że będzie czekał na Ciebie. Zamiast pisać sms, można usiąść twarzą w twarz i powiedzieć człowiekowi, że Cię zranił. Ale nie tylko to. W dobrej relacji należałoby także WYSŁUCHAĆ odpowiedzi, zastanowić się jak sytuacja wygląda z innej strony. Nie jesteś tego ciekawa? Wyciągnęłas od razu wnioski, sama oceniłaś dlaczego padła ta propozycja, zinterpretowałaś intencje.. a jeśli Twój osąd jest błędny, hm? Co miał na myśli mówiąc o intensywniejszej pracy?
    Czy jedynym wyjściem, kiedy coś zrypiemy w relacji, jest natychmiastowe porzucenie?
    A gdybyś wiedziała, że termin zakończenia terapii to luty 2025 – jak wtedy wyglądałyby sesje?
    Trzymaj się, nie poddawaj się. Zmiany są w zasięgu ręki.

    • Ona tylko przez SMS potrafi tak pyskować. Jest niekulturalna, opryskliwa, chamska, a jej książki są denne. A później płacze, bo jest taka porzucona. Wystarczy spojrzeć co wypisuje do terapeuty – to wiele mówi o jej wychowaniu, kulturze osobistej.

      • Zetek, sorry, ale odnoszę wrażenie, że masz jakiś żal do Anki, tak ogólnie. Odnosisz się skrajnie negatywnie do wszystkiego, co można by o niej napisać, tzn. robisz przytyki nie do treści postów, ale też do jej zachowania („za grosz kultury” tylko po tym, co napisała do terapeuty?), to co pisze to „szmiry” (jak rozumiem jesteś jej zawiedzioną czytelniczką?), nie widać pracy przez 5 lat (serio? Zaglądam na blogi Anki od 2012 roku, ja tę poprawę jednak dostrzegam, ale co tak naprawdę oceniamy? Nie znamy jej prywatnie, no, chyba, że TY znasz)… a, jeszcze to, że nie jest żadnym autorytetem, że nie potrafi być stabilna… Czyli litania złości i przytyków, właśnie wtedy, kiedy pisze o czymś dla niej trudnym. Dlaczego? Pod innymi postami też tak wypisujesz?
        Oczywiście, że terapia to nie styl życia. Oczywiście, że nie można wszystkiego usprawiedliwiać. Oczywiście, że emocje emocjami, a kultura kulturą. Ale nie należy również bombardować kogoś za niepowodzenia, ot tak, z sadystycznym wręcz uporem. To jest również kwestia kultury, jak i empatii, jeśli odniosłaś taki sukces na terapii, na pewno o tym wiesz.
        Nie rozumiem nadal o co tu chodzi, ale nie podoba mi się takie podcinanie w momencie kiedy można komuś powiedzieć coś wspierającego, żeby walczył o siebie dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.