835 – terapia borderline: to kara!

Minął tydzień, a ja wciąż nie napisałam nic o zeszłoponiedziałkowej sesji. A działo się, oj, działo.

Jeszcze przed wyjściem z domu zatankowałam jakieś dwieście mililitrów białej Żubrówki. Na wyjście wzięłam ze sobą jeszcze setkę zmieszaną z colą. Zwykle droga do gabinetu zajmuje mi kwadrans. Tym razem jednak szłam o wiele wolniej, więc mogło mi to zająć kilka minut więcej.

Kiedy usiadłam na ławce przed klatką, w której mieszkaniu przyjmuje pan M., było około pięciu minut do początku sesji. Popijałam swojego drinka i paliłam papierosa. Z klatki wyszedł pan M. i witając się ze mną, gdzieś poszedł. Nie odpowiedziałam mu. Po chwili wrócił i powiedział, że zaprasza do środka. Jednak ani nie spojrzałam na niego, ani nie drgnęłam. Byłam całkowicie skostniała, a w głowie szumiał alkohol.

Wiedziałam, że nadszedł czas, by iść do gabinetu, ale nie potrafiłam się ruszyć. Rozpacz, lęk, złość, poczucie opuszczenia i odtrącenia oraz utrata poczucia bezpieczeństwa – to wszystko sprawiało, że naprawdę nie byłam w stanie wstać i przekroczyć progu gabinetu.

Po upłynięciu jakichś dziesięciu minut sesji, napisałam do terapeuty SMS-a, mimo niezbyt wyraźnego widzenia literek na klawiaturze telefonu.

Nie moge sie przymuc,przelamac,zeby wejsc do srodka. (pisownia oryginalna)

Chwilkę później w drzwiach do klatki pojawił się pan M.
– Zapraszam, jest już pani tak blisko. Czekam na panią.
Jego słowa, jakby skruszyły część oporu. Po jakiejś minucie, gdy dopaliłam kolejnego szluga, wstałam i poszłam do gabinetu.

Z samej sesji nie pamiętam wiele. Rozhisteryzowałam się, zaczęłam płakać i praktycznie nie przestałam przez kolejnych dziesięć dni. Oskarżałam, żaliłam się, atakowałam i wycofywałam.

– Nie dalej, jak miesiąc temu, powiedziałam panu, że się do pana bardziej zbliżyłam. I co? Dlaczego mnie pan za to karze zakończeniem terapii?! – Bełkotałam.
– Pani Aniu, nie należy tego rozpatrywać w kategoriach kary… – zaczął, jednak nie chciałam go słuchać. Byłam przekonana o swojej racji. Emocje we mnie kipiały, skraplając się w oczach w postaci niekończących się łez. Nic nie mogło mnie uspokoić, żadne słowa.

Kiedy wróciłam do domu, pocięłam się po raz kolejny, dopiłam colę z wódką i, powalona rozpaczą, poszłam spać.

Z tej dalekiej i niebezpiecznej podróży wróciłam dopiero w środę. Po dziesięciu dniach od sugestii pana M. o wyznaczeniu terminu zakończenia terapii. Ale o tym już wiecie.

1480 Ogółem 1 Dziś

12 myśli w temacie “835 – terapia borderline: to kara!

  1. Choruje na coś innego, sama przeszłam 3 letnią terapie
    Moja terapeutka powtarzała mi że terapia zacznie działać po jej zakończeniu i tak się stało. Mam inne problemy i nie ten kaliber ale łatwiej mi się żyje ze sobą i swoimi emocjami -wszystkimi.
    Impulsywność u ludzi mnie zawsze przerażała, tak sie zastanawiam nie ma jakiegoś hamulca miedzy myślą a czynem?
    Myślenie autoagresywne się zdarza ale praca nad terapią nie działa hamująco? miedzy ” mam ochote..” a ” zrobie to”?
    wytłumaczysz mi to?

    • Widzisz, problemem jest to, że czas między myślą a czynem jest tak krótki, że właściwie niezauważalny. Fakt zaistnienia myśli jest nieodnotowany. Odbierasz to tak, że od razu pojawia się czyn. Z impulsywnością właśnie tak jest – najpierw działasz, a dopiero potem przychodzi refleksja.
      To nie jest tak, że myślę „chcę się pociąć” czy też „mam ochotę to zrobić”, po czym następuje krótka refleksja, przeanalizowanie za i przeciw, a następnie decyzja „zrobię to” i czyn „robię to”.
      To działa bardziej tak: przebłysk myśli „mam ochotę się pociąć, potnę się” -> czyn: chwycenie żyletki, pocięcie -> refleksja „znowu to zrobiłam, jestem zła na siebie itd.”.
      Mam nadzieję, że wytłumaczyłam.

      • Przeczytałam Twoje ksiązki te autobiograficzne bo chciałam lepiej zrozumieć bordeline.Zmeczyło mnie to emocjonalnie – nie w sensie czytania, czy ze coś było nie tak – bardzie mi chodzi o bagaż emocjonalny, szybki, za dużo tych emocji na raz. Próbując zrozumieć jestem pełna podziwu że tak mozna funkcjonować. Miałam bliższy kontakt z osobą z bordeline, łączyła nas przyjaźń, tak w czasie przeszłym -łączyła.
        To była niszcząca relacja, groźby samobójstwem o 3 w nocy, szantaż, wypominanie czegoś o czym nawet nie pomyślałam …
        Niestety musiałam nawet zmienić nr telefonu by siebie chronić.
        To ciężkie zaburzenie osobowości, które wpływa na bliskich.
        Mam nadzieję, że uda Ci sie jednak ogarnąć swój świat.

        • Masz rację, to bardzo ciężkie zaburzenie, które dezorganizuje życie nie tylko osoby zaburzonej, ale i jej bliskich.
          I zobacz, piszesz, że emocjonalnie Cię zmęczyły książki. A ile spędziłaś w tym moim świecie? Mniej więcej tyle, ile czasu zajęło Ci czytanie + czas poświęcony na refleksje. A my musimy w tym świecie żyć całe życie, 24 godziny na dobę, 365 dni w roku.

          • Wiem też, że można choć trochę poukładać swój świat by móc w miarę żyć. Też znam taką osobę z wykształcenia psycholog , tym też się zajmuję ale głównie dziećmi. Tak, że jest nadzieja, zawsze jest nadzieja. Trzymaj się.

  2. Pociełaś się, emocjonalnie jesteś wciąż niestabilna, chyba też trochę uzależniona od terapeuty – stąd też może nadmierne przeżywanie końca terapii.
    Na pewno ta terapia działa? Może to dobry pomysł ją zakończyć i może spróbować w innym nurcie. Chodziłaś na nią 5 lat i na pewno wycisnęłaś co się dało. Nie traktuj tego jak krytykę – dzielę się moimi spostrzeżeniami.

    • Termin zakończenia ustalony. Po 28 maja 2021 spróbuję żyć samodzielnie, ko0rzystając z tego, czego się nauczyłam. Zobaczymy, jak będzie.

  3. Nie żałosne, bardziej smutne.
    Fajnie, że dotarłaś. Z drugiej strony postaw się na miejscu terapeuty, jakby nie patrzeć był to szantaż emocjonalny.
    Zapytał Cię co Ty na to by wyznaczyć jakiś cel terapii oraz jej datę zakończenia. Ty w zamian pokazałaś jak bardzo skrzywdził Cię, tylko czym tak właściwie – pytaniem.

    To terapeuta powinien ustalać strukturę terapii, u Was jest odwrotnie. Jeśli coś nie idzie po Twej myśli to reagujesz autodestrukcją.

    Może warto by było kolejnym razem zamiast sięgać po utarte schematy czyli Lorafen i sen przemyśleć i spróbować spojrzeć z perspektywy terapeuty, który z pewnością miał pod swoją opieką niejeden podobny do Twojego przypadek. Gość powinien się znać. Terapia BPD nie powinna tyle trwać, zwłaszcza, że od jakiegoś czasu masz dwie sesję w tygodniu.

    Ustalcie konkretne cele, np. Uniezależnienie się od Lorafenu w sytuacjach kryzysowych (tylko przykład) do końca 2020 roku.

    Nie traktuj tego postu jako atak, tylko bardziej jako feedback od kogoś kto przeczytał Twe książki, oraz śledzi tego bloga od około dwóch lat. 3maj się, i życzę zmiany w nastawieniu oraz spektakularnych postępów w terapii!

    Pamiętaj też, że kończąc terapię w przyszłości nie będziesz tym samym gorsza, nie skrzywdzisz swojego terapeuty. Będzie to dowód na to, że stałaś się lepszą wersją siebie.

    • Dzięki za ten komentarz. W końcu jakaś konstruktywna krytyka, a nie wieczny hejt.
      Tak, zdaję sobie sprawę, że to, co zrobiłam było niedojrzałe i miało znamiona szantażu czy też może bardziej próby szantażu emocjonalnego, bo wątpię, żeby pan M. ugiął się pod moim zachowaniem i emocjami.
      Jak już pisałam, przemyślałam wiele kwestii i podejmę rozmowę na temat zakończenia terapii na wtorkowej sesji.
      Cele w terapii mam ustalone i wypowiedziane na głos, jednak są one dość ogólne, np. umiejętność samodzielnego radzenia sobie z kryzysami czy stabilność emocjonalna.
      A jeśli chodzi o moją wizję siebie po terapii – zdecydowanie ten obraz podoba mi się i do tego dążę (choć wiem, czasem tego nie widać).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.