836 – terapia borderline: 28 maja 2021

Właśnie wróciłam z sesji i doświadczam całej gamy emocji. Od smutku, przez poczucie straty, rozpacz po wzruszenie, radość i poczucie bycia z siebie dumnym. A co to spowodowało? Ano już wyjaśniam.

Weszłam do gabinetu znowu spóźniona pięć minut. Szlag by to, im wcześniej zaczynam się zbierać, tym bardziej się spóźniam. Wyjaśni mi ktoś ten paradoks? Ale do rzeczy.

Gdy już wyjaśniłam panu M., skąd to dzisiejsze spóźnienie, zapytał mnie, jak się czuję, z racji tego ostatniego kryzysu. Stanowczo podsumowałam tamte dziesięć dni.
– Wróciłam z dalekiej podróży. Dziesięć dni od poniedziałku dwa tygodnie temu do wtorku w zeszłym tygodniu mam wycięte z życiorysu. Dosłownie – zaczęłam opowiadać o tym, co się działo. O paczce Lorafenu zeżartej w tydzień, cięciu, spaniu i płakaniu jako głównych aktywnościach. No, wiecie, o całym tym syfie, o którym tu pisałam.
Pan M. wcale nie był zły o ostatnią sesję, na którą przyszłam pijana. Wykazał się pełnym zrozumieniem.
– To nam tylko pokazuje, jak trudnym tematem jest dla pani rozstanie.
Przyznałam, że mnie to przygniotło.
– Wizja końca terapii stała się poczuciem końca… – zawahałam się, nie mogąc znaleźć odpowiedniego słowa.
– Wszystkiego – terapeuta dokończył za mnie, a ja mu przytaknęłam.
– No tak, nic, tylko położyć się do grobu – dodałam.
Zaczęliśmy rozmawiać o tym wyznaczeniu terminu zakończenia terapii.
– To jest tak, że terapia nie będzie trwać do końca życia – pan M. powiedział łagodnie, jakby nie chcąc znów wyzwalać we mnie burzy emocji.
– Tak, ja to wiem – odparłam stanowczo.
Pan M. wyjaśnił mi również, skąd się wzięła jego sugestia.
– Pani Aniu, kiedyś prowadziłem dłuższe terapie. Ale z doświadczenia wiem, że nie mają one sensu. Najwięcej udaje się wypracować przez te pięć, sześć lat. A dalsza terapia jest już ze szkodą dla pacjenta, bo wyrabia on w sobie przeświadczenie, że sam sobie nie poradzi. I tak naprawdę zaczyna się on uzależniać od terapii.
Wzięłam jego słowa na poważnie i podeszłam do nich racjonalnie. To, co mówił, miało sens. Spojrzałam na to zakończenie terapii z innej perspektywy.
– Wyznaczymy sobie na tyle długi okres, żebyśmy przepracowali temat rozstania. Myślę, że tak do wakacji powinniśmy zdążyć – ostatnie zdanie spowodowało, że w pierwszej chwili zdębiałam i próbowałam sobie przypomnieć, jaki mamy obecnie miesiąc i czy do wakacji zostało dużo czasu. Uświadamiając sobie po chwili, że jest wrzesień, odetchnęłam z ulgą.
– Ja myślałam o maju, bo w maju zaczynaliśmy – przyznałam szczerze, zdradzając wynik swoich tygodniowych rozmyślań na ten temat.
– Jasne, koniec maja będzie odpowiedni – terapeuta zgodził się ze mną, a ja w duchu się uśmiechnęłam, bo myślałam o początku maja. Wyszło więc na to, że podarował mi kilka spotkań w gratisie.
– Zakładając, że będziemy się spotykać we wtorki i piątki… – urwał, biorąc swój kalendarz i przekartkowując go. – Ostanie spotkanie wypada nam dwudziestego ósmego maja – rzekł i spojrzał na mnie.
Opadłam plecami na oparcie fotela, jednocześnie ciężko wydychając powietrze. Było mi dziwnie, nie potrafiłam nazwać tego stanu.
– No, dobrze. Skoro tak musi być, niech tak będzie – odpowiedziałam w końcu, przypieczętowując tym samym wspólne ustalenie daty naszej ostatniej sesji.

Tak więc 28 maja 2021 roku o godzinie 9:15 ostatni raz wejdę do gabinetu pana M. A punkt dziesiąta, zakończę swoją sześcioletnią indywidualną terapię psychodynamiczną z człowiekiem, którego polubiłam, któremu zaufałam, powierzyłam swój los i zaryzykowałam wpuszczenie go do mojego intymnego świata wewnętrznego.

Pan M. zachęcił mnie również do poszukiwania osób poza terapią, z którymi będę mogła pogadać. Żebym zobaczyła, że mogę rozmawiać o problemach nie tylko na sesji z terapeutą. Przyznałam, że mam taką jedną osobę (tak, tak, B., to o Tobie). Jednak stwierdził, że potrzeba ich więcej. Co przyjęłam z lekkim oporem.

Chce mi się płakać. Ale chyba bardziej ze wzruszenia niż rozpaczy. Choć, ciul wie, bo kłębi się we mnie tyle emocji, że trudno je wszystkie rozpoznać i nazwać.

Myślę, że ta data będzie dla mnie ważna z dwóch względów – będzie jednocześnie końcem i początkiem. Końcem leczenia psychoterapeutycznego i początkiem nowego etapu w życiu, w którym będę musiała dojrzale polegać na sobie i tym, czego się podczas terapii nauczyłam.

521 Ogółem 1 Dziś

2 myśli w temacie “836 – terapia borderline: 28 maja 2021

    • Jeśli chodzi o DBT, wiem o niej, czytałam podręczniki i nie wykluczam, że ją podejmę.
      Jeśli chodzi o psychodynamiczną, jestem z niej zadowolona, mam bardzo dobrego i doświadczonego terapeutę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.