839 – terapia borderline: to nigdy pani nie przejdzie

W tym tygodniu miałam sesje dzień po dniu – wtorek i środa. Wtorkowe spotkanie niemal w całości poświęciłam mojej relacji z Mrówkiem. Jednak zahaczyłam również o problem chwiejności emocjonalnej.
– Cały piątek byłam na petardzie emocji z konferencji. I pół soboty. Siedzieliśmy sobie nad rzeką, piliśmy piwo i nagle jeb, zrobiło mi się tak okropnie smutno, wszystko straciło sens. Mam dość tych wahań nastroju. Jeszcze rozumiem, jakbym o czymś pomyślała, coś sobie przypomniała albo zinterpretowała na swoją niekorzyść jakąś pierdołę. Ale nic takiego nie miało miejsca – żaliłam się panu M., a wtedy on powiedział coś, co sprawiło, że poczułam się jeszcze bardziej chujowo.
– Ta chwiejność nigdy pani nie przejdzie – rzekł poważnie.
CO?! Że co? Jak to, kurwa, nie przejdzie? To będzie tak już do końca życia?! W tamtej chwili straciłam ochotę na cokolwiek. Pojawiły się nawet myśli rezygnacyjne, które delikatnie ocierały się o samobójcze.

Później rozmawiałam z B., moją bliską koleżanką. Nieco mnie pocieszyła, bo powiedziała, że jej wahania nastrojów przeszły zupełnie. Próbuję nie nastawiać się negatywnie i mieć nadzieję, że i mnie uda się wyjść z chwiejności. Cóż, pożyjemy, zobaczymy.

1070 Ogółem 1 Dziś

2 myśli w temacie “839 – terapia borderline: to nigdy pani nie przejdzie

  1. Każdy ma czasem wahania nastroju i nie oznacza to chorobę, ty myślisz, że zawsze będziesz miała super humor? To tak nie działa, a ty już nic więcej w sobie niezmienisz. A terapeuta to już nie terapeutyzuje tylko gadasz z nin jak ze znajomym i tylko opowiadasz o związku, dziwne, że czas do zakończenia terapii jest tak odległy. Kobieto dorośnij i znajdź sobie znajomych, a przede wszystkim zacznij traktować ludzi z szacunkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.