853 – jak ta mgła za oknem

Otula mnie jak ta mgła za oknem – smutek, złość, irytacja, bezsens, chęć poddania się i ucieczki w sen.

Wczoraj nie byłam w robocie. Nie miałam siły. Nie zrobiłam też nic związanego z pisaniem. Praktycznie cały dzień przespałam. Nie mogę wyzbyć się wrażenia, że zmarnowałam ten czas.

Dziś siedzę w pracy od wpół do ósmej. I znów to uczucie przelatującego między palcami życia. W imię czego? Zarabiania pieniędzy, by można było opłacić ZUS-y, srusy i podatki. No, i żeby jeszcze było co do gara włożyć.

Chce mi się płakać. Wyć wręcz z rozpaczy i smutku. Przyziemność obowiązków, które muszę wykonywać dobija jeszcze bardziej. Znów, mimo kryzysu, nie umiem wyzbyć się myśli, że urodziłam się dla wyższych celów.

Pana M. nie ma. Terapia dopiero w czwartek i piątek. A tak potrzebowałabym z kimś porozmawiać…

Jestem po dwóch dawkach Brintellixu. Ciekawe, kiedy zacznie działać…

Wczoraj ratowałam się lorafenem. Dziś jeszcze nie brałam. Ale z każdą chwilą, mam wrażenie, jest coraz gorzej, więc nie wiem, czy dam radę bez.

Na dworze tak „pięknie”, że nie ma nawet sensu odsłaniać okien. Jest tak ciemno, szaro, buro i ponuro, że, aby trafiać w odpowiednie litery na klawiaturze, niezbędnym jest sztuczne oświetlenie.

Tak bardzo chciałabym już wysłać „Granice obłędu” do wydawnictw. Choć trudno mi zachować nadzieję, że coś z tego będzie. No, cóż…

Oby u Was było lepiej.

782 Ogółem 2 Dziś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.