854 – spać i płakać

Chce mi się spać. I płakać. A najlepiej płakać tak długo, aż zasnę.
Zwalam to na karby biochemii.
1. Odstawienie dotychczasowego antydepresanta branego w sporej dawce i przerzucenie się Brintellix, który jeszcze nie zaczął działać.
2. Ponad tygodniowe spóźnienie menstruacji, która łaskawie pojawiła się wczoraj i nie bierze zakładników.
W tej chwili chyba żaden związek chemiczny nie jest we mnie uregulowany, czuję to dotkliwie całą sobą.

Przeklęte wewnętrzne dziecko siedzi skulone w kącie podświadomości i ryczy ile wlezie. I drze japę, żeby je przytulić, pocieszyć, utulić do błogiego snu. Ale nie mam do tego cierpliwości. Bywają momenty, że otaczam je troską, głaszczę po głowie i powtarzam, że nie ma się czego bać, że wszystko jest dobrze. Wtedy łzy, które cisną się na oczy, jakby się cofają. Ale trwa to kilkanaście sekund i znów wszystko rozpiżdża się w drobny mak.

A na domiar złego, wizja rozstania z panem M. Tym razem to nie lęk przed opuszczeniem. A rozpacz. Zwykła, choć monstrualnych rozmiarów, rozpacz, że nieubłaganie kończy nam się czas. W tym roku, jak nigdy wcześniej, nie czekam na wiosnę. Nie chcę aby przyszła. Przeklinam przyszłoroczny maj i to, że nastanie jego koniec.

W tym tygodniu sesje mam w czwartek i piątek. Może ta kumulacja pozwoli mi się jakoś podnieść. Oby…

Cały czas chcę się przytulać do pana Mrówka. Być blisko niego, czuć się bezpiecznie. Ale nawet wtedy wybuch histerii to kwestia maleńkiego impulsu.

Niech już będzie normalnie, mózgu, proszę. Mam tyle rzeczy do zrobienia:
– naniesienie poprawek na wersję elektroniczną,
– piętrzące się projekty w robocie zarobkowej,
– napisanie blurba do książki Moniki z psychologpisze.pl,
– wybranie tematu i napisanie artykułu dla Treningu Umiejętności Społecznych,
– powrót do pisania „Guru”…

Jeszcze raz usłyszę w TV, jak podczas prezentacji pogody mówią „zgniły wyż”, to wyskoczę przez okno. Chcę, kurwa, słońca!

742 Ogółem 32 Dziś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.