867 – poświąteczne pisanie

Święta, Święta i po Świętach, jak to mówią. Minęły mi spokojnie i leniwie. Dobre jedzenie, sporo spania, oglądanie filmów i seriali, pisanie i czytanie. Z Mrówkiem zgoda.

Wzięło mnie na pisanie. Od niedzieli plik „Guru” powiększył się o siedem stron A4 na komputerze. Bo robię eksperyment i piszę od razu na laptopie, pomijając etap pisania odręcznego.

Czytam też „Dzieci psychiatryka” Sary Romskiej i, nie powiem, ta lektura przyda mi się przy pisaniu najnowszej powieści.

Muszę się przygotować do wywiadów, ale na razie nie mogę się oderwać od „Guru”.

Od dwóch miesięcy jestem na wortioksetynie. Jednak nie jestem zadowolona. Nastrój mam ledwie neutralny, cały czas chce mi się spać, a przez ponad dwie godziny po połknięciu tabletki (mimo wmuszania w siebie śniadania i popijania dużą ilością wody) mam takie mdłości, że muszę się kłaść z obawy przed wymiotami. Chyba wrócę do sertraliny.

Dostałam również propozycję wydania „Granic obłędu”. Niestety, w wariancie współfinansowania, więc nie wiem, czy się zdecyduję. Cóż, minęły dwa miesiące od rozesłania propozycji wydawniczej, więc może ktoś jeszcze się odezwie…

Rok kończę urlopem i próbą odzyskania równowagi psychicznej. Złość i napięcie rozładowuję na postaciach thrillera.

Marzy mi się kilka dni w Amsterdamie. Albo na Sycylii. Ale co zrobić. Trzeba siedzieć na dupie w domu. I czekać aż to szaleństwo się skończy.

805 Ogółem 2 Dziś

2 myśli w temacie “867 – poświąteczne pisanie

  1. Mnie przy brintellixie bardzo na mdłości pomogło popijanie go szklanką wody. Nie wiem czy Tobie pomoże, ale zawsze warto spróbować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.