881 – obca twarz

„Obca twarz”

Staje przed lustrem,
lecz w odbiciu obca twarz.
Gdyby oczy były zwierciadłem duszy,
jej ciało ziałoby pustką.
Ni to chłop, ni to baba.
I choćby przyglądać się godzinę – nie,
żadnych rysów twarzy nie posiada.
Przed chwilą czekoladowa kąpiel,
Miękka piana otulała.
Teraz resztki zanikają,
Tak delikatne, jak pajęcze sieci.
Spogląda w lustro po raz drugi.
Próbuje dojrzeć cień człowieczeństwa.
Lecz pusto.
Wargi zaciśnięte,
obciążniki w kącikach ust, ciągną je w dół.
Niemy krzyk.
Suchy płacz.
Gdyby ciało zechciało być jak to, co kryje.
Uschłe, martwe, z pętlą na szyi.

Podziel się!

880 – psychiatra

Widziałam się z psychiatrą. Kaputur na głowie, włosy na twarzy, na oczach okulary przeciwsłoneczne. Płakałam. Płakałam, że nie chcę dłużej żyć.

Chciał mnie zamknąć w szpitalu, ale zdecydowanie się nie zgodziłam. Usłyszałam, że to minie, jak zawsze. Jak każdy epizod depresji, także ten, który przechodzę teraz.

Skończyło się na nowym antydepresancie. Nie było go w żadnej aptece ani hurtowni. Cóż… Może i lepiej? Nie wolno go brać z sertraliną. A chciałam wziąć całą paczkę wraz z czterema paczkami sertraliny. Śmierć? Raczej pewna. Z konwulsjami i powolnym zdychaniem w męczarniach.

Trwam w oczekiwaniu na impuls, który raz na zawsze uwolni mnie z tak zwanego życia.

Podziel się!

879 – gówno, gówno nad gównami

To, co piszę, to gówno. Gówno nad gównami. I nie mówcie mi inaczej. Nie pocieszajcie. Taka jest prawda. Obserwuję moich znajomych po piórze. Caly czas mają jakieś premiery. A ja?

Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Tego chłamu nikt nie chce wydawać.

Chyba czas skończyć się ośmieszać. Czas skończyć być „wielką i natchnioną pisarką”. Wrócić w kierat codzienności. I nie wyściubiac nosa ponad przeciętność.

Oficjalnie: straciłam radość, chęć i sens życia.

Płakać mi się chce, gdy o tym pomyślę. Ale czas skończyć z dziecięcymi mrzonkami. Z tej mąki chleba nie będzie. A jeśli już, to podły zakalec.

Podziel się!

878 – terapia borderline: burza po diagnozie

Na wczorajszej sesji się otworzyłam. Zadałam dwa pytania, z którymi nosiłam się bardzo długo.

Powiedziałam panu M., że zamierzam napisać czwartą część Młodego boga, wspomnienia z obecnej terapii. Zapytałam, czy ma coś przeciwko. Zaprzeczył.
– A czy pani miałaby coś przeciwko, żebym opowiadał o pani studentom na seminariach?
Zaprzeczyłam głową. Dlaczego miałabym się nie zgodzić?
Także z książką mamy dill. Ja piszę powieść, pan M. opowiada o mnie studentom.

Sprawy się bardzo skomplikowały, kiedy po kilku latach w końcu odważyłam się zadać pytanie o diagnozę. Przypomnę, że diagnozę borderline otrzymałam w 2014 roku, po blisko sześciu tygodniach pobytu na oddziale zamkniętym psychiatryka. Przyniosła mi ona ulgę, bo w końcu miałam czarno na białym, że te wszystkie problemy nie wynikają z mojego złego charakteru czy złej woli. Że jestem po prostu zaburzona i na niektóre swoje reakcje nie mam wpływu.
To właśnie z diagnozą pogranicznego zaburzenia osobowości zgłosiłam się do pana M. Nigdy jej nie kwestionował. Wraz z upływem czasu zapragnęłam dowiedzieć się, jaką diagnozę wystawiłby mi on. Mijały lata, a dla mnie było to pytanie nie do zadania. Aż do wczoraj. Jednak nie to spodziewałam się usłyszeć.
Pan M. zaczął mówić o chwiejności emocjonalnej z dużymi pokładami agresji. A u mnie w głowie natychmiastowa burza. Co tam burza! Nawałnica!

Po powrocie do domu, płakałam. Nie potrafiłam się otrząsnąć. Jakby ktoś odarł mnie z czegoś dla mnie ważnego.
Tak sobie myślę, że terapeuta dotknął czułego punktu. Takiego schowanego gdzieś głęboko. Dotarł do wepchniętych, zepchniętych w podświadomość bolesnych emocji. Stąd planowanie pokaleczenia ciała, gdy Mrówek pójdzie spać. Stąd również zaplanowanie powieszenia się, gdy wstanę rano, a mój partner będzie słodko spał.
Nie mogłam, nie chciałam dłużej wytrzymywać tego ogromnego cierpienia. W jednej chwili w swoich oczach stałam się oszustką i złym człowiekiem. Czując tak silny przymus zniszczenia czegoś dobrego, wypaliłam dwie tradycyjne fajki, choć od trzech tygodni nie miałam ich w ustach.

Minęła noc. Obudziłam się w neutralnym nastroju. Już nie chcę się ciąć ani zabijać. Choć wciąż łzy cisną mi się do oczu. Jednak najistotniejsza teraz jest dla mnie rozmowa z panem M. Chcę zrozumieć jego punkt widzenia i porozmawiać o tym, co się ze mną działo.

Podziel się!