Author Archives: Anka Mrówczyńska

Anka Mrówczyńska. Lub po prostu mrówka. Urodziłam się wiosną 1987 roku. Zodiakalny Baran. Moją pasją jest pisanie. Robiłam to odkąd pamiętam. Początkowo pochłonęła mnie poezja. W latach 2001-2006 napisałam ponad sześćset wierszy. Większość z nich nie nadaje się do publikacji. Jednak wybrałam ich około stu i tomik ten opatrzyłam tytułem "Wyciąg z psychiki". Chcąc rozwijać swoją pasję, w LO poszłam do klasy o profilu dziennikarskim. Potem trochę studiowałam filozofię. Trochę pedagogikę. W 2008 roku zdiagnozowano u mnie zaburzenia bierno-agresywne z elementami schizoidalnego. W 2014 osobowość chwiejną emocjonalnie, typ borderline. Oprócz tego zmagam się z nasiloną autodestrukcją, autoagresją, nawrotami depresji i silnymi tendencjami samobójczymi. Podczas sześciotygodniowego pobytu w szpitalu psychiatrycznym cały czas pisałam. Przekonałam się, że proza również doskonale potrafi przekazać emocje i myśli. Zdradziłam poezję. Wiersza nie napisałam od 2013 roku. Jednak nie żałuję. Mam dużo marzeń i planów. Jestem Piotrusiem Panem. Lubię śmiać się do słońca. Wdychać noc. Gubić swoją duszę na wietrze. Jestem.

763 – fragment „Dwóch słów”

Ostatnio tak smętnie się tu zrobiło. Aż żal dupę ściska.

„Kinga jednym ruchem otworzyła torebkę i wyciągnęła z niej przyszłe narzędzie zbrodni. Magda odwróciła się na pięcie i zauważyła nieproszonego gościa.
– A co ty tu robisz?! Włamałaś się do nas, ty świrusko! – Była tak wzburzona, że nie zauważyła noża.
– Ostrzegałam cię! – Krzyknęła Kinga.
– Wynoś się stąd!
Napastniczka już nic więcej nie powiedziała, tylko podniosła rękę z nożem nad głowę i przecięła powietrze.
– Pojebało cię?! – Kobieta uskoczyła przed ostrzem w ostatniej chwili.
– Zajebię cię! Zajebię! – Krzyczała wniebogłosy.
Gospodyni rzuciła się do ucieczki. Zaczęła wbiegać po schodach. Jednak napastniczka do niej dopadła i pociągnęła ją za ramię. Kobieta straciła równowagę i spadła z kilku stopni. Upadając na betonową posadzkę, uderzyła się w głowę i straciła przytomność. Kinga stanęła nad nią i chwilę się jej przyglądała. W końcu postanowiła sprawdzić jej puls. Żyła. Następnie podniosła nóż do góry i z całej siły wbiła go w jej serce. Ostrze zanurzyło się po samą rękojeść. Wyszarpnęła je z ciała i zraniła ponownie. Krew tryskała na boki, obryzgując jej twarz. Oblizała się i poczuła słodko-metaliczny smak w ustach. Powietrze wypełnił mdły zapach krwi. Obok ciała zaczęła tworzyć się rosnąca czerwona plama. Kobieta nagle wpadła w amok i zaczęła dźgać poszkodowaną raz za razem. Kiedy się zmęczyła, znów sprawdziła jej puls. Tym razem już nie żyła. Stała jeszcze chwilę nad jej ciałem i rozkoszowała się tym widokiem. Teraz Piotr był jej. Tylko jej! Wytarła nóż w bluzkę ofiary, schowała go do torebki i podeszła do schodów. Musiała wyjść drzwiami frontowymi, bo okno piwniczne było zbyt wysoko.
Kiedy wbiegła na samą górę, poczuła uścisk na ramieniu. Odwróciła się gwałtownie. To była Magda! Stała za nią z szelmowskim uśmiechem.
– Gdzieś się wybierasz? Nie wyjdziesz stąd żywa! – Krzyknęła i pociągnęła ją w dół.”

762 – sens życia? poproszę

Wczorajszy wpis o zakończeniu pisania powstał w dużych emocjach.
Nie wiem, nie wiem komu wierzyć.
Miotam się między „pisanie to wszystko” a „nie potrafię pisać”.
Zdaję sobie sprawę z tego, że duży udział w tej niepewności ma brak pewności siebie i wiary we własne umiejętności.
Kurwa, dlaczego przerwa w terapii musi być akurat teraz… Jakimś cudem muszę wytrzymać jeszcze tydzień. Siedem cholernych dni.

761 – ogłoszenie ważne

Ogłaszam wszem i wobec, że zakończyłam przygodę z pisaniem.
Nie mam już siły na hejterów i tony krytyki (tej uzasadnionej i nie). Postanowiłam postąpić tak, jak poradzili mi na grupie książkowej. Skoro nie umiem pisać, powinnam znaleźć sobie inne hobby, bo moje książki to szmiry, chłam i wypracowania gimnazjalisty pisane na kolanie.
Mam dość, nie zniosę tego więcej. I bez tych rewelacji nie chce mi się żyć.
Także pa pa, pisarski sensie życia.
Zeszycie, długopisie… już się nie spotkamy, nie przeżyjemy więcej przygód.
To koniec.
Oficjalnie kończę swoją „pisarską karierę”.
Na wieki wieków.
Amen.

759 – spełnienie ogromnego marzenia

– Spełniłaś swoje marzenie! Zobacz, pięć lat czekałaś, aż weźmiesz do ręki swoją pierwszą książkę wydaną na papierze. Powinnaś być szczęśliwa! – Mówił Mrówek, trzymając w ręce Psychiatryk.
Kiwałam głową na potwierdzenie, ale zupełnie bez przekonania.
– Jestem z ciebie dumny!
Jego słowa, zamiast cieszyć, tylko mnie zasmuciły. Przecież tak dobrze wiem, jak bardzo zależało mi na tej książce. Na papierowym wydaniu dziennika, którego pisanie uratowało mi życie. I rozpoczęło moją przygodę z pisarstwem.
A jednak. Nie potrafię się cieszyć. Anhedonia szarogęsi się w mojej głowie. To takie przykre.
Drugi dzień po premierze rozpoczęłam na miejscu 47. w kategorii Psychologia Empiku. A ja? Patrzę na tę listę bestsellerów i chce mi się płakać. Czemu?

757 – terapia borderline: opłakanie dzieciństwa

Nie mam siły pisać dokładnie, co się stało.
Powiem tylko tyle, że jest tragicznie. Miałam dziś na 8.30 dodatkową sesję. Całą przepłakałam, jednocześnie opowiadając o tym, co myślę i czuję. Pan M. tym razem mało mówił, nie przerywał mi.
Pochwalił mnie, że w końcu tak dużo i otwarcie opowiadam.
W pewnym momencie sesji zaczął pociągać nosem. Czyżby empatycznie się wzruszył moją historią? Nie… pewnie miał tylko katar… Nie wiem, bo nie miałam odwagi na niego spojrzeć.
Jutro kolejna sesja. Mam nadzieję, że pociągnę temat.
To było ważne i potrzebne spotkanie. Niemniej jednak, czuję się tragicznie. Jakbym w oczach miała śmierć.

756 – terapia borderline: płacz, dziecięce mechanizmy i spóźnienie

Na środową sesję zaspałam. Obudziłam się o 10:44, czyli minutę przed terminem spotkania.
Oczywiście znów płakałam. Pan M. stwierdził, że moje mechanizmy i strategie radzenia sobie ze złym nastrojem i myślami samobójczymi tylko pogłębiają mój stan.
Jak nauczyć się nowych strategii? Tych dorosłych? Nie destrukcyjnych?
Myśli samobójcze wciąż silne. Przymus cięcia szaleje w najlepsze.
W przyszłym tygodniu też mam dwie sesje – poniedziałek i wtorek.
Terapeuta i psychiatra uważają, że powinnam iść do szpitala. Nie ukrywam, że najchętniej uciekłabym na zamknięty.
Mrówek załatwił mi wolne do końca tygodnia. Być może gdzieś pojedziemy. Bardzo się o mnie troszczy. Wzrusza mnie tym do tego stopnia, że pisząc to mam łzy w oczach. A może to cierpienie?
Dość mam tych kryzysów. Naprawdę, tak serdecznie dość. Chcę być zdrowa. Cieszyć się życiem, a nie szukać wzrokiem pętli na szyję!

754 – terapia borderline: powroty

Przemyślałam całą sprawę z nagłym zakończeniem terapii przez SMS. To było głupie, impulsywne zachowanie. Jakie nie raz mi się zdarzało. Ileż to razy w ciągu tych czterech lat tak zrywałam relację z panem M.
Wysłałam mu dziś SMS, że przepraszam za swoje zachowanie i jednak przyjdę na wtorkową sesję. Tak naprawdę nie chciałam kończyć terapii. Po prostu złość i frustracja wzięły górę.
Tak mi wstyd…