Category Archives: codzienność

690 – wieści z frontu

Przychodzę, żeby Wam powiedzieć, że u mnie już dobrze. Od tygodnia jestem na sertralinie 250mg i to postawiło mnie na nogi.
Sporo pracuję i czytam. Z pisania na razie nici – brak weny czy czegoś tam. Myślę, jak dalej mają potoczyć się losy bohaterów i jakie piekło im zgotować, hehe.
Za sześć dni premiera „Uśpionej”! Nie mogę się już doczekać pierwszych recenzji, choć z drugiej strony bardzo się ich obawiam. Oby nie było, jak ostatnio…
Jedenaście dni do spotkania autorskiego, a mi już na samą myśl trzęsą się ręce. Bardzo chcę się z Wami spotkać, ale lęk przed ludźmi i rozmową mnie paraliżuje. Mam nadzieję, że nie obrazicie się, jeśli wezmę Lorafen? Chciałabym, abyśmy wszyscy dobrze się czuli podczas spotkania. A kto wie, może będą kolejne w innych miastach?
Znów zaczęłam się przestawiać ze wstawaniem. Już nie podrywam się o siódmej z łózka. Budzę się bliżej dziesiątej. Chodzę spać później. Chyba niezbyt mi to odpowiada… Lubiłam to poranne czytanie lub pisanie przed pracą.
Jeśli chodzi o „Bohemę”, nie mogę się jeszcze zdecydować, jaki gatunek to będzie. Na pewno psychologiczny, ale czy dramat, czy thriller? To się jeszcze okaże.

682 – czarna dziura

Wczoraj była czarna rozpacz. Dziś jest czarna dziura. Pustka.
Wczoraj byłam na granicy samobójstwa. Nie pamiętam, kiedy ostatnio było tak źle. Że planowałam odejść. PLANOWAŁAM.
Odkąd jestem w terapii u pana M. samobójczość zeszła do punktu, w którym nie zagrażałam bezpośrednio swojemu życiu. Owszem, pojawiały się myśli samobójcze, ale raczej bez zamiaru realizacji.
Wczoraj chciałam się unicestwić. Dziś? Dziś mnie nie ma. Nie istnieję. Nie ma emocji. Jest pustka. Czarna dziura.

681 – jest tragicznie

Napisałam rozpaczliwego SMS do terapeuty. Kolejnego w ciągu ostatnich dni.
„Panie M., tak bardzo przepraszam, za zawracam Panu głowę. Wiem, ze nie powinnam pisać, ale ja już nie mogę. Psychiatra nie odpisuje a ja mam znów myśli samobójcze. Cały czas płaczę. Proszę, niech Pan powie, ze to minie…”
Po kilku minutach nadeszła odpowiedź.
„Wie Pani o tym. Za dwa dni o tym porozmawiamy.”
Taka głupia wymiana kilku zdań. A tylko to trzyma mnie przy życiu.
We wtorek psychiatra.
Siedzę i płaczę. Walczę ze sobą żeby się nie pociąć. I nie zawiązać pętli na szyi.

677 – brak weny

Od jakiegoś czasu nie piszę. Nie mam weny. Tak bardzo mi tego brakuje. Czy to dlatego pojawił się smutek i bezsens?
Może. A może to kolejny nawrót? Może zbliża się kolejny kryzys? Chce mi sie płakać. Ale oczy suche. Oczy nie współpracują. Nie chcą skroplić tego smutku.
A może to brak słońca? Ciemno. Buro. Chciałoby się zawinąć w koc i przespać ten czas…

665 – wyjście

Wczoraj przyjechała do naszego miasta szwagierka ze swoim chłopakiem.
Najpierw poszliśmy do jednego pubu, ale zmyliśmy się stamtąd – przyszły jakieś łyse pały i darły mordy.
Przenieśliśmy się do baru literackiego. Mojego ulubionego. Atmosfera zupełnie inna. Cicha muzyka, ludzie na poziomie, dobre piwo i drinki. Uwielbiam ten klimat!
A dziś? Dziś leczę kaca, hehe.

654 – urlop

Od wczorajszego wieczoru jesteśmy u moich rodziców.
Obudziłam się dziś o wpół do ósmej. Wzięłam zeszyt z Bestsellerem i popijając kawę, machałam długopisem nad kartką. Nic nie napisałam. Ani słowa.
Zaczęłam za to czytać. Siedziałam sobie na huśtawce na tarasie i pochłaniałam książkę „Polscy seryjni mordercy”.
Rano byliśmy na długim spacerze w lesie. Pod wieczór byliśmy w lesie na rowerach.
Czuję, że tu wypocznę. I odżyję psychicznie.
Tylko żebym jeszcze mogła pisać…

650 – zarwana nocka

No kto by pomyślał… Wiecie, dlaczego zarwałam noc? Nigdy nie zgadniecie!
Ja, która nie przepadam za konsolą i grami, grałam z Mrówkiem w GTA do trzeciej nad ranem! Tak mnie to wciągnęło. Nie posądzałam się o to. Co innego zagrać jeden, dwa meczyki w Pro Evo, a co innego jeździć po mieście, strzelać do ludzi i kraść samochody. A jednak. Spodobało mi się.

Nastrój trochę lepszy. Niemniej jednak wciąż nie mogę się doczekać sesji, a to jeszcze tydzień.

We wrześniu urlop. Nareszcie! Może skończę pisać Bestseller? Ostatnio pisanie mi nie idzie.

Zaakceptowałam projekt banneru reklamowego w Charakterach. Opublikują go w połowie września.

A już na dniach… Ruszy przedsprzedaż papierów w Empiku z dostawą do domu!

647 – nieznaczna poprawa

Piszę, żebyście się nie martwili. Jest nieznaczna poprawa. Myśli samobójcze odpuściły, nie okaleczam się. Czekam niecierpliwie na sesję.
Próbuję pisać Bestseller. Posuwam się powolutku do przodu.
Ale powiem Wam, że zgłupieć można od tych ciągłych wahań nastroju. Raz latam pod niebiosa, by za chwilę szykować sobie pętlę na szyję.

645 – zawalił się świat

Zwalił mi się na głowę cały świat. Życie leży na wznak i ma wszystko w dupie.
Nasz związek to fikcja. Suma frustracji, lęków i złych emocji.
Ostatnio najczęściej przytula mnie łózko. Poduszka spija litry łez. To jedyni przyjaciele.
Zabrał mi Lorafen. Przecież bez niego nie funkcjonuję. A raczej funkcjonują wszystkie lęki i najgorsze mechanizmy.
Wczorajsza rozmowa smsowa z terapeutą. Tak mi wstyd. Po co napisałam, by porozmawiał z moim psychiatrą? Co by to miało dać?
Obiecałam panu M. że się nie zabiję. Trudna to była obietnica. Ale zamierzam jej dotrzymać. Będę się starać. Z całych sił.
Inaczej się ma rzecz z okaleczaniem… Za późno.
Czuję się niepotrzebnym nikomu śmieciem. Pierdolonym zerem, dla którego szkoda tlenu.
Chciałabym krzyczeć: POMOCY! Ale wiem, że odpowie mi tylko echo.