818 – jak trwoga, to do bloga

Tak to już ze mną jest. Potrafię tu milczeć dłuższy czas. Ale gdy coś się dzieje… Pierwsza myśl: napisać na blogu.

Co tu będę dużo mówić. Jest źle. Bardzo źle. Przespałam prawie cały dzień, a każda pobudka sprawiała, że jeszcze bardziej nie chciało mi się żyć.

Obudziłam się w parszywym nastroju i z każdą godziną było coraz gorzej. Lorazepam pomógł mi się uspokoić, ale nie poradził sobie z nasilającymi się myślami samobójczymi i autoagresywnymi.

Dla własnego bezpieczeństwa i ciągłości skóry, od dłuższego już czasu nie mam w domu żadnych żyletek. Ale klamek z mieszkania się przecież nie pozbędę…

Pierwszy raz od dawna płakałam. Ze łzami zasnęłam. I z nadzieją, że będzie to sen wieczny. Jakież było moje rozczarowanie, gdy otworzyłam oczy, a świat nadal istniał.

Nie mam siły pracować ani pisać czy przepisywać to, co mam z zeszycie.

Wydawnictwo, które było wstępnie zainteresowane wydaniem „Dwóch sów”, po ponad miesiącu ostatecznie się rozmyśliło.

Znów nie potrafię w niczym znaleźć sensu. nawet w moim ukochanym pisaniu. Po co, skoro i tak nikt tego nie wyda? Pisanie dla siebie, czy, jak to się ładnie określa, do szuflady, jest nie dla mnie. Nie satysfakcjonuje mnie to. Wręcz przeciwnie, frustruje i załamuje.

Do poczytania. Kiedyś tam

810 – złość

Dziś nie umiem sobie poradzić ze złością. Z całą nawałnicą złości. Złości, która wręcz przeistacza się w agresję.
Już obdarzyłam jednego z bohaterów Obłędu traumatycznych dzieciństwem pod postacią okrutnego i agresywnego ojca. Opisałam znęcanie się nad chłopakiem. To jednak pomogło tylko na chwilę.
Patrzę na blizny na nadgarstku i mam ochotę pociąć się jeszcze mocniej. Ale nic z tego. Nie ma żyletek i nie będzie autoagresji. To postanowione.

Znacie jakieś dobre sposoby na porażenie sobie z takim nawałem złości, kiedy to macie wrażenie, że zaraz wybuchniecie? Chodzi oczywiście o sposoby konstruktywne, nie autodestrukcyjne.

800 – Amsterdam i powrót do tego, co było

Byliśmy przez tydzień w Amsterdamie. Wycieczka super, sporo zwiedziliśmy, a wieczorami relaks w kofikach.

Ale żeby nie było za dobrze…

Powrót do codzienności i pracy uruchomił lawinę minionych, zaleczonych w psychiatryku stanów.

I tak, znów – myśli, przymusy, łzy i ucieczka w sen.

Między nami nie jest dobrze.

Terapia zintensyfikowana do dwóch sesji w tygodniu. Mam tyle do powiedzenia panu M., ale nie zawsze mi to wychodzi.

Znów stagnacja, obojętność i brak zainteresowania własnym losem. Izolacja, niechęć do ludzi, trudności w utrzymywaniu relacji.

Jednym słowem, po chwilowej przerwie, wróciło to, co było.

780 – zaniedbanie przez niepisanie

Ostatnimi czasy bardzo zaniedbałam to swoje miejsce w sieci. A to dlatego, że czułam się dobrze. Jak nietrudno się domyślić, teraz nie jest najlepiej.

W Sylwestra gnębił mnie smutek. Czy to za sprawą końca roku? A może raczej zakończenia prac nad Dwoma słowami? Żałoba po procesie twórczym i tak dalej. No, wiecie…

W Nowy Rok weszłam z nową dawką energii i dobrego nastroju. Przekonana, że to będzie mój rok! Że będę wyciskać życie jak cytrynę. Że osiągnę niejeden sukces – bliżej nieokreślony.

Za to dziś… mam poczucie końca. Znów. Smutek przebił się przez tę cienką skorupkę pozytywnego nastawienia. Bezczelnie wystawił głowę i już rozgląda się dookoła. I patrzy, jak namieszać. Że siedem książek napisałam, a i owszem, ale ósmej nie dam rady. Że świat się kończy. Że zmiany klimatyczne. Że wiszące nad nami kolejne wojny. Że sensu nie ma robienie czegokolwiek, bo to i tak obróci się w pył. Obróci się wniwecz.

Niby pracuję, ale jakoś niewydajnie. Chce się zwinąć w kłębek i płakać nad losem swoim i świata. Choć wciąż niezmiennie trzymam się myśli, że to będzie mój rok.

779 – happy new year 2020!

Na wstępie chciałabym Wam, Kochani Czytelnicy, życzyć wszystkiego najlepszego w 2020 roku! Niech lata 20. będą dla Was okazją do spełniania marzeń. Tylko pamiętajcie, marzenia same się nie spełniają, trzeba samemu o to zadbać.

Dawno nie pisałam. Opowiem trochę, co u mnie.

Byliśmy z Mrówkiem na urlopie we Włoszech prawie dwa tygodnie. Zakochaliśmy się w Sycylii. Na pewno tam wrócimy! Do Polski przywiozłam całą masę pozytywnych wrażeń i, co ważniejsze, inspiracji. Także nowa książka w drodze!

Zostałam zaproszona do napisania artykułu o emocjach, zachowaniach i relacjach społecznych osób cierpiących na borderline, przez Redaktora Naczelnego nowego kwartalnika dla specjalistów ochrony zdrowia psychicznego „Trening umiejętności społecznych”. Także po 13 latach od ukończenia klasy dziennikarskiej dostałam pierwsze wynagrodzenie za artykuł oraz zaproszenie do dalszej współpracy.

Wczoraj, czyli ostatniego dnia 2019 roku udało mi się zakończyć pracę nad Dwoma słowami. Nanosiłam poprawki na wersję elektroniczną, a plik z książką został wysłany do prerecenzentów.

Od dziś, czuli pierwszego dnia 2020 roku, skupiam się na ukształtowaniu zarysu fabuły nowego thrillera psychologicznego o roboczym tytule „Tajemnica Via Carbonara”, inspirowanego, a jakże, naszym Italy tripem.

Jeszcze raz wszystkiego najlepszego! Dajcie o siebie i swoją higienę psychiczną. Do następnego!

768 – produktywnie!

To był zdecydowanie produktywny dzień! Wstałam o jedenastej, w końcu się wysypiając. Trochę poczytałam Fitzka. Potem zaczęłam pisać Dwa słowa. Dwie strony A4 rękopisu moim maczkiem, kratka pod kratką, więcej! Czyli prawie trzy strony A4 wydruku komputerowego. Potem Mrówek zagonił mnie do sprzątania. Co za brak zrozumienia dla artystów panuje w tym domu! Hehe. A na koniec zrobiłam canneloni dla Mrówka, a dla siebie lasagne z tofu i pieczarkami. Mniam!

Teraz nadszedł czas na zasłużony odpoczynek. Piwko i jakiś dobry film lub serial. A co!

764 – jest dobrze, jest dobrze, więc o co ci chodzi?

Wpadłam tu tylko na chwilkę – dać znać, że żyję, a kryzys definitywnie minął.
Tylko dziś… Przespałam czternaście godzin. Położyłam się o 1:30, a wstałam o 15:30. Brawo ja!
Siedzę właśnie nad formularzem do „Terapii u Doktorka”. Uzupełniłam wszystko, oprócz napisania trzech artykułów promocyjnych, na podstawie których wydawnictwo napisze kolejne. Nie znoszę tego robić. Przez godzinę napisałam jedno zdanie. I kolejny dziś raz – brawo ja!

W piątek byliśmy z Mrówkiem na strzelnicy. Strzelałam z glocka, shotguna oraz (uwaga!) karabinu maszynowego AK47. Ja, pacyfistka, próbowałam utrzymać kałacha i celować w tarczę, ale trudne to było zadanie. Ręka podtrzymująca lufę opadała i omdlewała, ale dzielnie wystrzelałam całe dziesięć naboi. Nie powiem, strzelanie do rysunkowego przestępcy celującego do ciebie z broni było niezłą zabawą. Ale tylko mnie utwierdziło w przekonaniu, że nigdy, przenigdy nie mogłabym strzelić do prawdziwego człowieka.

739 – smuteczek

Chce mi się płakać. Bez wyraźnego powodu. Czyżby znów do głosu dochodziły emocje z dzieciństwa?
Czuję się nic nie wartym śmieciem. Pustą wydmuszką, którą wypełniają tylko łzy. Wszystko mnie denerwuje i irytuje. Przepisuję „Dwa słowa” na komputerze i aż mnie trzepie. Mam ochotę to rzucić w cholerę i iść spać.
Przez kilka dni nie brałam sertraliny, bo mi się skończyła. Czy to od tego? Mam szczerą nadzieję…

726 – cóż za piękna wiosna tej zimy!

W końcu słońce! Cóż za piękna wiosna w środku zimy! Aż chce się żyć! Rozpiera mnie energia i szczęście.

Z Mrówkiem dobrze się nam układa. Kocham go! Jest miło, jest wzajemnym szacunek. Tak bardzo mi tego brakowało!

Piszę Dwa słowa. Kinga zaplanowała seks z Piotrem, hehe. Ciekawe co na to jego żona! Czy ją zdradzi?

Jak dla mnie wiosna mogłaby być cały rok. Wszystko budzi się do życia, razem ze mną. Czas się przebudzić z zimowego letargu i zacząć żyć!

A co u Was?