764 – jest dobrze, jest dobrze, więc o co ci chodzi?

Wpadłam tu tylko na chwilkę – dać znać, że żyję, a kryzys definitywnie minął.
Tylko dziś… Przespałam czternaście godzin. Położyłam się o 1:30, a wstałam o 15:30. Brawo ja!
Siedzę właśnie nad formularzem do „Terapii u Doktorka”. Uzupełniłam wszystko, oprócz napisania trzech artykułów promocyjnych, na podstawie których wydawnictwo napisze kolejne. Nie znoszę tego robić. Przez godzinę napisałam jedno zdanie. I kolejny dziś raz – brawo ja!

W piątek byliśmy z Mrówkiem na strzelnicy. Strzelałam z glocka, shotguna oraz (uwaga!) karabinu maszynowego AK47. Ja, pacyfistka, próbowałam utrzymać kałacha i celować w tarczę, ale trudne to było zadanie. Ręka podtrzymująca lufę opadała i omdlewała, ale dzielnie wystrzelałam całe dziesięć naboi. Nie powiem, strzelanie do rysunkowego przestępcy celującego do ciebie z broni było niezłą zabawą. Ale tylko mnie utwierdziło w przekonaniu, że nigdy, przenigdy nie mogłabym strzelić do prawdziwego człowieka.

739 – smuteczek

Chce mi się płakać. Bez wyraźnego powodu. Czyżby znów do głosu dochodziły emocje z dzieciństwa?
Czuję się nic nie wartym śmieciem. Pustą wydmuszką, którą wypełniają tylko łzy. Wszystko mnie denerwuje i irytuje. Przepisuję „Dwa słowa” na komputerze i aż mnie trzepie. Mam ochotę to rzucić w cholerę i iść spać.
Przez kilka dni nie brałam sertraliny, bo mi się skończyła. Czy to od tego? Mam szczerą nadzieję…

726 – cóż za piękna wiosna tej zimy!

W końcu słońce! Cóż za piękna wiosna w środku zimy! Aż chce się żyć! Rozpiera mnie energia i szczęście.

Z Mrówkiem dobrze się nam układa. Kocham go! Jest miło, jest wzajemnym szacunek. Tak bardzo mi tego brakowało!

Piszę Dwa słowa. Kinga zaplanowała seks z Piotrem, hehe. Ciekawe co na to jego żona! Czy ją zdradzi?

Jak dla mnie wiosna mogłaby być cały rok. Wszystko budzi się do życia, razem ze mną. Czas się przebudzić z zimowego letargu i zacząć żyć!

A co u Was?

690 – wieści z frontu

Przychodzę, żeby Wam powiedzieć, że u mnie już dobrze. Od tygodnia jestem na sertralinie 250mg i to postawiło mnie na nogi.
Sporo pracuję i czytam. Z pisania na razie nici – brak weny czy czegoś tam. Myślę, jak dalej mają potoczyć się losy bohaterów i jakie piekło im zgotować, hehe.
Za sześć dni premiera „Uśpionej”! Nie mogę się już doczekać pierwszych recenzji, choć z drugiej strony bardzo się ich obawiam. Oby nie było, jak ostatnio…
Jedenaście dni do spotkania autorskiego, a mi już na samą myśl trzęsą się ręce. Bardzo chcę się z Wami spotkać, ale lęk przed ludźmi i rozmową mnie paraliżuje. Mam nadzieję, że nie obrazicie się, jeśli wezmę Lorafen? Chciałabym, abyśmy wszyscy dobrze się czuli podczas spotkania. A kto wie, może będą kolejne w innych miastach?
Znów zaczęłam się przestawiać ze wstawaniem. Już nie podrywam się o siódmej z łózka. Budzę się bliżej dziesiątej. Chodzę spać później. Chyba niezbyt mi to odpowiada… Lubiłam to poranne czytanie lub pisanie przed pracą.
Jeśli chodzi o „Bohemę”, nie mogę się jeszcze zdecydować, jaki gatunek to będzie. Na pewno psychologiczny, ale czy dramat, czy thriller? To się jeszcze okaże.

682 – czarna dziura

Wczoraj była czarna rozpacz. Dziś jest czarna dziura. Pustka.
Wczoraj byłam na granicy samobójstwa. Nie pamiętam, kiedy ostatnio było tak źle. Że planowałam odejść. PLANOWAŁAM.
Odkąd jestem w terapii u pana M. samobójczość zeszła do punktu, w którym nie zagrażałam bezpośrednio swojemu życiu. Owszem, pojawiały się myśli samobójcze, ale raczej bez zamiaru realizacji.
Wczoraj chciałam się unicestwić. Dziś? Dziś mnie nie ma. Nie istnieję. Nie ma emocji. Jest pustka. Czarna dziura.

681 – jest tragicznie

Napisałam rozpaczliwego SMS do terapeuty. Kolejnego w ciągu ostatnich dni.
„Panie M., tak bardzo przepraszam, za zawracam Panu głowę. Wiem, ze nie powinnam pisać, ale ja już nie mogę. Psychiatra nie odpisuje a ja mam znów myśli samobójcze. Cały czas płaczę. Proszę, niech Pan powie, ze to minie…”
Po kilku minutach nadeszła odpowiedź.
„Wie Pani o tym. Za dwa dni o tym porozmawiamy.”
Taka głupia wymiana kilku zdań. A tylko to trzyma mnie przy życiu.
We wtorek psychiatra.
Siedzę i płaczę. Walczę ze sobą żeby się nie pociąć. I nie zawiązać pętli na szyi.

677 – brak weny

Od jakiegoś czasu nie piszę. Nie mam weny. Tak bardzo mi tego brakuje. Czy to dlatego pojawił się smutek i bezsens?
Może. A może to kolejny nawrót? Może zbliża się kolejny kryzys? Chce mi sie płakać. Ale oczy suche. Oczy nie współpracują. Nie chcą skroplić tego smutku.
A może to brak słońca? Ciemno. Buro. Chciałoby się zawinąć w koc i przespać ten czas…

665 – wyjście

Wczoraj przyjechała do naszego miasta szwagierka ze swoim chłopakiem.
Najpierw poszliśmy do jednego pubu, ale zmyliśmy się stamtąd – przyszły jakieś łyse pały i darły mordy.
Przenieśliśmy się do baru literackiego. Mojego ulubionego. Atmosfera zupełnie inna. Cicha muzyka, ludzie na poziomie, dobre piwo i drinki. Uwielbiam ten klimat!
A dziś? Dziś leczę kaca, hehe.