Category Archives: codzienność

593 – kłótnia

Kłótnia. Jego trzaśnięcie drzwiami. Powinnam się już przyzwyczaić, ale nie potrafię.
Łzy. Dużo łez. Zaprzeczenie pragnieniu życia. Autoagresywny przymus. Już dawno tak bardzo nie chciało mi się ciąć.
Kto ma rację? On? Ja? Nie ma nikogo, kto by to rozstrzygnął.
Jest pustka. I rozpacz. I smutek. I przeklinanie życia na ustach.

569 – dietetyk

Byłam dziś u dietetyka. Bałam się okropnie. Ale dałam radę. Nie musiałam się rozbierać do ważenia, uff. Nie widzieli moich blizn na całym ciele.
Dowiedziałam się, że z doświadczenia tego lekarza-dietetyka wynika iż 50% osób po psychotropach bardzo tyje. Druga połowa – nie. Niestety zaliczam się do tej pierwszej.
– Pani Aniu, pięć posiłków dziennie, żadnego nie omijać. Żeby chudnąć, trzeba jeść.
Jestem zadowolona. Dostałam przepisy i rozpiski.
Dziś na pożegnanie pizza. A od jutra ścisła dieta. Zaczynam ją z wagą 83,4 kg. Za miesiąc kontrola.

549 – wiosna w środku zimy

Obudziłam się w nienajlepszym nastroju. Nic szczególnego. Ot, lekki smutek i ogólne poczucie bezsensu.
Ale jak tu nie chcieć żyć, gdy za oknem wiosna w środku zimy?
Kawa z mlekiem kokosowym i mitologia słowiańska. Mój zestaw antydepresyjny na dziś.
Powiem Wam, że warto walczyć o siebie. Naprawdę warto.

547 – powrót do pracy

Świata, święta i po świętach. Urlop minął. Przynajmniej odpoczęłam. Siadam dziś rano do kompa chcąc zacząć pracować. Zrobiłam kilka zadań i komp postanowił odmówić posłuszeństwa. Grzebanie w nim, zmiany ustawień pod okiem Mrówka. Dupa. Komp nie działa. I jak ja mam pracować?
Oczywiście Lorafen poszedł w ruch i krąży już w krwioobiegu.

546 – codzienność

Śpieszę donieść, że napisałam trzy rozdziały Uśpionej. Nie ma nic wspanialszego niż sunący po kartce długopis. Kratki zeszytu wypełniają się powoli drobnym, jak mak pismem. Kocham ten stan!
W przerwach lektura mitologii słowiańskiej.
Jutro Sylwester. Ten rok minął niesamowicie szybko.
Oby kolejny był lepszy i równie twórczy!

540 – refleksja okołoświąteczna

W okresie dojrzewania znienawidziłam Święta. Składanie życzeń, atmosfera – wszystko zdawało mi się sztuczne. Nie czułam więzi rodzinnych, nie miałam ochoty rozmawiać.
Od kilku lat jest inaczej. Boże Narodzenie zupełnie mi się odczarowało. Polubiłam choinkę, świąteczne przygotowania – gotowanie, pieczenie. Kupowanie prezentów i ich pakowanie. W tym roku nawet choinkę ubraliśmy tydzień wcześniej.
Cieszę się na spotkanie z rodzinami. To będą dobre trzy dni!

535 – listopad

Taki to ci listopad. Na zmianę skąpi i leje. Chmury zawieszone nisko. Jakby chciały zstąpić na ziemię.
Siedzę otulona ciepłym kocem i chłodnym smutkiem. Przede mną czarna kawa. Na kolanach wydruk „Samobójstwa na raty”. Wróciłam do korekty. Choć na siłę.
Za godzinę sesja. A w głowie pustka. Nie wiem, o czym mówić. Nie wiem, kim jestem. Nie wiem.
Obcość siebie.
Łzy utknęły gdzieś głęboko. Wypłakać ich nie sposób.
Byle do wiosny…

523 – weekend na wsi

Było cudownie. W piątek wolne i wyjazd do moich rodziców. Ich dom jest na skraju lasu. Wróciliśmy wczoraj z trzema wiaderkami własnoręcznie zebranych grzybów.
Przez te wszystkie lata zdążyłam zapomnieć, jak to jest przedzierać się przez dwumetrowy młodnik sosnowy. I te piękne podgrzybki, kozaki, prawdziwki, kanie.
Do czwartej nad ranem czyściliśmy je i gotowaliśmy sos ze świeżych grzybów.
Dziś dzień przetworów – marynowanie, obgotowywanie, mnożenie i suszenie, jak za dawnych lat (kawałki zawieszane na nici i podwieszone pod okap kuchenny). Przypomniały mi się dawne lata, lata dzieciństwa. Wspólne robienie przetworów na zimę. Uwielbiałam to. A jak potem smakowały ogórki, grzybki, kompoty i powidła, gdy otwierało się je w zimie!